Ruch Chorzów pierwszym klubem na GPW

Grzegorz Nawacki
04-01-2008, 22:18

Nie Wisła, Legia, ale Ruch Chorzów będzie pierwszy. Wprawdzie nie w ligowej tabeli, ale na giełdzie. Debiut w lutym.

2 marca na Stadionie Śląskim wydarzenie sezonu. Derby Ruch Chorzów — Górnik Zabrze. Już teraz wiadomo, że obejrzy je ponad 20 tys. kibiców. Jeśli Katarzynie Sobstyl, prezes klubu piłkarskiego Ruch, oraz właścicielom chorzowskiego klubu uda się zrealizować plan, na ten mecz piłkarze niebieskich wybiegną jako pracownicy spółki notowanej na giełdzie. Ruch Chorzów wybiera się bowiem na New Connect (pb.pl poinformował o tym pierwszy w piątek).

— Zależało nam, żeby być pierwszą Spółką Sportową na giełdzie, a debiut był wielkim wydarzeniem poprzedzającym wielkie śląskie derby. Wiele wskazuje na to, że się uda —mówi Katarzyna Sobstyl.

Kopią na parkiecie

Ruch to jeden z najbardziej utytułowanych klubów w Polsce. Spółką akcyjną jest od stycznia 2005 r. Dziś stoją za nią osoby, które znają się na biznesie i wiedzą, jak osiągnąć sukces. Większościowym udziałowcem jest Mariusz Klimek, właściciel firmy odzieżowej Reporter, która sama zapowiada wejście na giełdę. Drugim pod względem wielkości jest Dariusz Smagrowicz, wiceprezes i jeden z głównych akcjonariuszy giełdowego Pronoksu. Trzecim na liście jest Mariusz Śrutwa, legenda chorzowskiej piłki. Po co klubowi debiut?

— Chcemy się rozwijać i promować Ruch jako silną markę, a potem wykorzystać to komercyjnie poprzez wpływy z biletów, sprzedaż klubowych gadżetów i praw do transmisji. Wzorujemy się m.in. na Realu Madryt, który należy do najbardziej zorientowanych marketingowo firm branży piłkarskiej na świecie — tłumaczy Katarzyna Sobstyl.

Jeśli się uda, Ruch przestanie być tylko klubem piłkarskim.

— Za kilka lat chcielibyśmy, by Ruch z klubu piłkarskiego przeistoczył się w firmę z branży rozrywkowo-medialnej — mówi Katarzyna Sobstyl.

Zarząd wie, jak to zrobić. Do realizacji planów wykorzysta pieniądze uzyskane z giełdy.

Rozbudowana zostanie lokalna sieć sklepików z klubowymi pamiątkami, a także zbudowany sklep internetowy z prawdziwego zdarzenia.

— Chcemy też poprawić oprawę meczów, by stały się wielkim wydarzeniem rozrywkowym, na które będą przychodzić tłumy kibiców — dodaje Katarzyna Sobstyl.

Właśnie dlatego Ruch będzie rozgrywał mecze na Stadionie Śląskim, który pomieścić może ponad 40 tys. kibiców. Warunkiem popularności sportowej spółki i marki są jednak wyniki sportowe. Te w dużej mierze zależą od pieniędzy. Tymczasem budżet Ruchu na ten sezon to mniej niż 8 mln zł. To skromnie w porównaniu z GKS BOT Bełchatów, który ma na sezon 40 mln zł. Na poprawę wyników (m.in. zakup piłkarskich gwiazd do zespołu) pójdą pieniądze od inwestorów.

— Im lepsza gra i wyższe miejsce w tabeli, tym większe zainteresowanie klubem. Wierzymy, że w niedalekiej perspektywie Ruch powalczy o mistrzostwo Polski i nie tylko — zapowiada Katarzyna Sobstyl.

Inwestorzy zagrają

Niebiescy blue chipem nie będą. Wartość akcji to 4,3 mln zł. Przed debiutem planowane jest podwyższenie kapitału o kolejne 3 mln zł. Emisja też nie będzie wielka, a inwestorzy szukający zysków będą musieli obejść się smakiem.

— Ofertę skierujemy do wybranych inwestorów. Chcemy sprzedać 2,5 mln akcji i uzyskać co najmniej 5 mln zł. Za dwa lata pomyślimy o emisji do szerszego grona inwestorów i przenosinach na główny rynek giełdowy — mówi Katarzyna Sobstyl.

Jak spółka chce przekonać inwestorów do wejścia w biznes, na którym w Polsce trudno zarobić?

— Perspektywy są ogromne. Na ten rynek wchodzi coraz więcej firm i to coraz mocniejszych. Koniunkturę napędza organizacja E uro 2012 r. — twierdzi Katarzyna Sobstyl.

Zarządzający do debiutu podchodzą sceptycznie.

— Trudno znaleźć fundamenty w takiej spółce, bo zyski zależą od wyników sportowych, a te są wielką niewiadomą — mówi Cezary Iwański, wiceprezes Pioneer Pekao Investment Management.

Okiem eksperta: Wojciech Szymon Kowalski, niezależny analityk giełdowy

Najpierw sukces, potem debiut

Atutem Ruchu jest znany brand. Debiut na giełdzie to dobry zabieg marketingowy, zwiększający prestiż i wiarygodność. Mam nadzieję, że Ruch nie wpadnie w pułapkę jak Borussia Dortmund czy Lazio. Jako spółkom giełdowym łatwiej im było o kredyty, lecz sukcesy sportowe i przychody się skończyły i pozostały gigantyczne długi. Inwestorzy nierozumiejący futbolowego biznesu powinni raczej unikać tych akcji. Rzadko są to dobre inwestycje.

Ryzyko jest duże

W 2007 roku DJ Stoxx Football, indeks, w którego skład wchodzi 27 spółek zarządzających europejskimi klubami piłkarskimi, zyskał ponad 9 proc. Nie wygląda to imponująco, choć jest to wynik lepszy od osiągniętego w ubiegłym roku przez 11 z 18 europejskich indeksów branżowych. Dane z najbardziej rozwiniętego, brytyjskiego rynku wskazują jednak, że inwestowanie w akcje klubów piłkarskich jest obarczone dużym ryzykiem. Większość tych spółek notowana jest poniżej kursu, po jakim sprzedawano ich akcje w ofercie. Najlepszą okazją do zarobku okazuje się walka o przejęcie klubu przez nowych inwestorów. Tak działo się w przypadku Manchesteru United, który opuścił giełdę w 2005 roku, a ostatnio podobna sytuacja spotkała Arsenal Londyn. Akcje tego ostatniego zdrożały o około 1000 proc. od czasu rynkowego debiutu w listopadzie 1995 roku, ale są mało dostępne dla zwykłych inwestorów. Coraz większe pieniądze, które zasilają najlepsze ligi świata, zachęcają inwestorów do wycofywania spółek piłkarskich z giełd. W Wielkiej Brytanii, która jest największym europejskim rynkiem futbolowym, od 2001 roku ze statusu spółek publicznych zrezygnowało 11 klubów.

Grzegorz Nawacki, g.nawacki@pb.pl 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Ruch Chorzów pierwszym klubem na GPW