Rutyna, czyli as w zanadrzu

Robert Korzeniowski
opublikowano: 29-02-2008, 00:00

Diabelnie trudno ograć rutyniarza. Lecz także rutyniarzowi bardzo łatwo przegrać. Nie, to nie paradoks. Systematyczne powtarzanie pewnych czynności daje ogromną siłę. Ale też jest piętą achillesową.

I w życiu sportowym, i zawodowym ktoś, kto opiera się na rutynie, jest osobą ze stałym i ustalonym kodem zachowań, działającą według ściśle ustalonego schematu. Schematyczność bywa często określeniem pejoratywnym, lecz w długodystansowym działaniu okazuje się nadzwyczaj potrzebna. Dobranie wzorców i konsekwentne się ich trzymanie pozostaje niezbędnym narzędziem do celu. Jeśli już mamy wizję, strategię, zatwierdzony plan, no to każdy dzień winien być elementem jakiejś rutyny. Na ustawicznym powtarzaniu pewnych czynności — niezależnie od tego, czy będą twórcze czy tylko kontrolne — opiera się bowiem skuteczne egzekwowanie drogi biznesowej, jaką się przyjęło.

Jako sportowiec, rutynowo wstawałem o określonej porze dnia, parzyłem sobie kawę i wychodziłem na mniej lub bardziej podobny trening. Przez wiele lat mogło się to wydawać gigantycznym obciążeniem. Ale to właśnie owe podobne do siebie treningi powodowały, że mogłem mierzyć w dalekosiężne cele — jak medale na najważniejszych zawodach. Każda czynność powtarzana wielokrotnie prowadzi bowiem do pożądanej perfekcji. Nawet w zawodach, w których wyznacznikiem sukcesu jest świeżość i innowacyjność pomysłu — np. w reklamie. To nie tak, że pracownicy agencji reklamowych czekają, aż coś im się przyśni. Zanim stworzą udaną kampanię, muszą przejść przez podobny proces (badanie rynku, burza mózgów, stworzenie wstępnych projektów). Końcowa kreacja to zatem rezultat rutynowego, stymulowanego działania, a nie nagłego przebłysku geniuszu.

Człowiek posługujący się rutyną jako atutem musi być bacznym obserwatorem. Niech nie zapomni, że poczyna sobie w dynamicznie zmieniającym się środowisku. Trzeba kontrolować, jak przekształcają się warunki zewnętrzne, jak zmienia się jego konkurencja i on sam wreszcie. Musi pamiętać, że powtarza czynności w określonym celu i korzystać z tego, że każdy dzień wnosi coś nowego i wzbogaca go o doświadczenie, które powinien przekuwać na jakieś innowacyjne elementy swoich rutynowych zachowań. Dzięki temu stopniowo zwiększy swój „potencjał” i nawet nie zauważy, jak po kilku latach jego rutynowe działania się zmienią, dostosowując do metamorfoz w jego otoczeniu.

Paradoksalnie: ktoś z kodem zachowań rutynowych łatwiej odpowie na sytuację nieoczekiwaną. Będzie miał tak bogaty wachlarz zachowań rutynowych, że — pod warunkiem, że cechuje go też mocna psychika — w niespodziewanej sytuacji nie ulegnie panice. I to właśnie zachowania rutynowe pozwolą dobrać środek niezbędny w sytuacji nadzwyczajnej. Jego szansa na wykazanie się instynktem zawodowym radykalnie wzrasta. Instynktem i intuicją opartymi na solidnych podstawach.

Problemy zaczynają się wtedy, gdy człowiek, o którym mowa, uwierzy, że jest bezwarunkowo najlepszy. Traci wówczas zdolność obserwacji świata i przystosowywania się do przekształcającej się rzeczywistości. Podobne zagrożenie pojawia się, gdy rutyniarz wykonuje swe zadania wyłącznie odtwórczo, zapominając, czemu służą, jaką są częścią planu całości. Rutyna może być wtedy prostą drogą do porażki. Trzeba zatem zapobiegać znużeniu i zobojętnieniu.

Gdy uprawiałem sport, podobne znużenie ogarniało mnie pod koniec każdego sezonu. Szedłem wtedy na urlop, odbudowywałem motywację. Podobnie w życiu zawodowym. Także mikroprojekty zawodowe mogą nas wznieść na nieco inną orbitę i dać „bieżącą” satysfakcję. Nawet to, że odpowie się na kilkadziesiąt e-maili, spływających każdego dnia — mimo iż to rutynowa robota — winno wiązać się z satysfakcją, związaną z pchnięciem iluś tam spraw do przodu. Nie można stracić motywacji! Niech będzie motywacja finansowa, towarzyska, oparta na identyfikacji z celami firmy — ale jakaś musi być… l

Rys: Rafał Szczepaniak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Robert Korzeniowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu