Rybołówstwo: trudne negocjacje

Mira Wszelaka
27-04-2001, 00:00

Rybołówstwo: trudne negocjacje

Polscy negocjatorzy stoją przed dylematem ograniczenia dostępu do swoich łowisk w zamian za możliwość korzystania przez rybaków z unijnych funduszy. Jednocześnie zapewniają, że nie ma żadnego przymusu radykalnej redukcji floty rybackiej w chwili wejścia do Unii.

Negocjatorzy z UE zapowiadają, że do końca września zakończą prace nad ostatecznym stanowiskiem w obszarze „rybołówstwo”, tak aby można było je zamknąć do końca roku. Tak późne terminy wiążą się z wyjątkowo szerokim wachlarzem problemów, które implikują jakikolwiek postęp.

Ochrona łowisk

Największym problemem, przed jakim stoją negocjatorzy, jest wprowadzenie ograniczeń dla unijnych rybaków w połowach na południowych wodach Bałtyku. Bruksela nie przyjmuje żadnych argumentów utrzymując, że w Unii dostęp do łowisk jest wolny.

— Rozwiązanie, jakie zaproponowaliśmy „piętnastce”, polega na ograniczeniu liczby obcych statków, które mogłyby wpływać na nasze strefy połowowe. Takie ograniczenie byłoby jednak ukrytym okresem przejściowym — wyjaśnia Leszek Dybiec, członek zespołu negocjacyjnego z ramienia MRiRW.

Na razie Bruksela nie akceptuje takiego stanowiska.

Wystąpienie o okres przejściowy automatycznie pozbawia rybaków możliwości korzystania z unijnych funduszy. Chodzi o możliwość zakupu tańszego paliwa, dopłaty do skupu w sezonach połowowych czy też kredyty preferencyjne.

Niestety, Polska nie ma co liczyć na takie rozwiązanie, jakie Bruksela zaakceptowała w przypadku Hiszpanii czy Portugalii.

— Unia dosyć łatwo zgodziła się na dziesięcioletni okres przejściowy ze względu na zbyt duży potencjał naszego sektora rybackiego. W tym czasie flotę zdążyliśmy zredukować, a przez cały czas nasi rybacy korzystali z funduszy unijnych — wyjaśnia Antonio Garcia Ferrer z ambasady Hiszpanii w Warszawie.

— Zanim jednak pojawi się szansa na jakiekolwiek pieniądze z UE, musimy na nowo stworzyć rynek rybny odpowiadający unijnym wymogom sanitarnym czy ewidencyjnym. Spełnienie tych warunków nie jest kwestią jednego roku — tłumaczy Krzysztof Jaworski ze Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Rolnictwa.

Dowód uznania

Negocjatorzy zapowiadają też walkę o włączenie śledzi i szprotów bałtyckich do tzw. dorobku unijnego.

— Uznanie tych dwóch gatunków ryb zapewni krajowym organizacjom rybackim korzystanie z rekompensat finansowych z UE zaraz po wstąpieniu do UE. Jest to szczególnie ważne w przypadku nadmiernych ich połowów — mówi Leszek Dybiec.

Zaznacza też, że nie będzie żadnego przymusu redukcji floty, dementując informacje, jakoby miały iść „na żyletki”.

Obecnie krajowa flota rybacka składa się z 434 kutrów i 1200 łodzi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Rybołówstwo: trudne negocjacje