Rycerze przegranych wojen

Adam Sofuł
10-03-2008, 00:00

Zaostrza się konflikt wokół banku centralnego — premier Donald Tusk stanął okoniem i zapowiedział, że nie podpisze nominacji Witolda Kozińskiego na wiceprezesa NBP. To zły sygnał, bo może oznaczać personalną pyskówkę wokół instytucji, której bardziej służy cisza niż polityczne swary. Przy okazji spór pokazuje parę paradoksów i ujawnia niedojrzałość kluczowych graczy na scenie publicznej.

W poprzedniej kadencji parlamentu Platforma Obywatelska była gotowa umierać za niezależność banku centralnego. Dziś premier chce polemizować z personalnymi decyzjami prezesa NBP — chociaż trzeba uczynić zastrzeżenie, że zdaniem większość konstytucjonalistów, ma do tego prawo. Z drugiej strony można wspomnieć nieco starsze dzieje, gdy Witold Koziński pełnił funkcję wiceprezesa NBP. Wówczas środowisko, z którego wywodzi się prezydent i prezes NBP, widziało w nim niemal uosobienie postkomunistycznego układu w bankach.

Sprawa obsady wiceprezesa NBP pokazuje również niedojrzałość głównych aktorów życia publicznego. Wydawałoby się, że w sprawie obsady tak ważnego stanowiska można było — niezależnie od politycznych różnic i osobistych urazów — pokusić się o poufne konsultacje czy sondażowe rozmowy. Wówczas można się było dowiedzieć, czy dany kandydat ma szansę na akceptację wszystkich zainteresowanych, spróbować wyjaśnić ewentualne zastrzeżenia. Ale tu już od dawna nie chodzi o wybór dobrego kandydata, tylko o postawienie na swoim i upokorzenie politycznych konkurentów. Dlatego zamiast poufnych uzgodnień politycy wolą iść na wojnę. Którą z reguły wszyscy przegrywają.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rycerze przegranych wojen