Rynek arcydzieł stygnie

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 28-06-2016, 22:00

Madame Zborowska radzi: rynku sztuki, zwolnij, bo przesadzisz.

Spodziewana cena za portret Hanki Zborowskiej wynosiła 7 mln GBP (37 mln zł), a to na tyle mało, że nie mogło umknąć uwadze. Żona słynnego polskiego marszanda zapozowała przecież Amadeo Modiglianiemu, którego aukcyjny rekord to 152 mln USD (608 mln zł) — przy czym oba obrazy są olejne i datowane na 1917 r., chociaż modelka na najdroższym płótnie jest naga, a tytułowa Madame Zborowska ubrana.

„Madame Hanka Zborowska” była żoną Leopolda Zborowskiego — marszanda, który promował Amadea Modiglianiego tak skutecznie, że teraz cena obrazu na poziomie 8,3 mln GBP (44 mln zł) uznawana jest za średnią.
Zobacz więcej

ŻONA BROKERA:

„Madame Hanka Zborowska” była żoną Leopolda Zborowskiego — marszanda, który promował Amadea Modiglianiego tak skutecznie, że teraz cena obrazu na poziomie 8,3 mln GBP (44 mln zł) uznawana jest za średnią. CHRISTIE’S

Wraz za niską estymacją podążyła cena sprzedaży, która wyniosła niecałe 8,3 mln GBP (44 mln zł). Mimo że przykład milionowej transakcji wydaje się abstrakcyjny w porównaniu z polskim rynkiem, nieobecny wzrok z portretu w pełni odpowiada nastrojom inwestorów — rynek sztuki wreszcie trochę zwolnił i jest czas, żeby się zastanowić.

Dobre zmiany

Krajowy obrót dziełami nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięty, żeby trendy z zachodnich licytacji błyskawicznie przenosiły się na te lokalne, ale z wieloletnich obserwacji wynika, że stanowi niezawodny barometr polskiej gospodarki. Londyńska aukcja, na której został wystawiony portret Modiglianiego, odbyła się w dzień przed referendum w Wielkiej Brytanii o opuszczeniu Unii Europejskiej — więc przełożenie jest bardziej klarowne niż relacja spadającego WIG20 do cen lokalnej awangardy.

Drugiej zależności nie należy jednak sprowadzać do wymysłów analityków, bo rynek sztuki od lat udowadnia już, że w czasie ekonomicznego zastoju rekordowe licytacje zaczynają zwalniać tempo. Kluczowy dla zrozumienia sytuacji jest przy tym fakt, że to nie słabnący popyt musi być jedyną i główną przyczyną, ale ograniczenie podaży — większość kolekcjonerów nie wyprzedaje swoich najcenniejszych obiektów, kiedy podejrzewa, że moment nie jest najlepszy, a od jakości oferty zależy właśnie wynik aukcji. Na niższy obrót składają się więc i większa ostrożność w wydatkach, i zatrzymywanie prac w zbiorach — a także coraz mniej istotna, ale jeszcze zauważalna sezonowość.

Za najbardziej intensywny na rynku sztuki od lat uznaje się grudzień, natomiast luki w kalendarzu aukcji zwykle pojawiały się w wakacje, żeby od września mógł się umownie rozpocząć nowy sezon. Na przełomie września i października ubiegłego roku niespotykane rekordy zaczęły rozgrzewać rynek tzw. kół Fangora, który przyspieszył do tego stopnia, że w maju czerwony okrąg wylicytowano w Warszawie za 1 mln zł. Jaskrawe kręgi, które sprawiają iluzję zbliżania się do odbiorcy, skutecznie pobiły zimowy entuzjazm — dosłownie — nakręcając kolejne licytacje z coraz wyższymi stawkami.

W świetle księżyca

Rynek spowolnił, ale ceny się nie obniżyły — polskie malarstwo wciąż drożeje, tyle że w spokojniejszym tempie. — Polski rynek rośnie od wielu lat i tempo tego wzrostu zaczęło być jakiś czas temu niepokojąco szybkie.

Spowolnienie jest więc bardzo pożądane dla stabilności, bo zapobiega możliwościom spekulacji i zmniejsza ryzyko przegrzania, co dla tak młodego i perspektywicznego rynku jak polski byłoby poważnym problemem — tłumaczy Juliusz Windorbski, prezes domu aukcyjnego Desa Unicum, którego obroty rosły do tej pory w tempie 20-25 proc. rocznie.

Ogólna polityczno-gospodarcza niepewność zawsze uderza w rynki dóbr alternatywnych, bo poza inwestorami zabezpieczającymi aktywa portfela zakupy robią przecież kolekcjonerzy, dla których nabycie kolejnej pracy do zbiorów wymaga sporych i stabilnych nadwyżek na koncie. Pasjonatom, których nuży obserwowanie spadającego WIG20, pozostaje natomiast śledzenie faz księżyca, bo z nimi właśnie związane są tzw. okienka Carolana. Silne okienka przewidziane były na przełom marca i kwietnia, kiedy — według kalendarza spiralnego — na rynku miał nastąpić istotny zwrot.

WIG20 rzeczywiście się załamał, ale na następne miesiące żadne niebezpiecznie silne okienka nie są przewidziane, więc do następnych aukcji można podejść w przekonaniu, że kosmiczne siły sprzyjają.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy