Rynek fotografii wciągnął biały proszek

Uwaga, uzależniające: zdjęcia aktorsko-narkotyczn grymasów Witkacego w trzy lata podwoiły warto

Trzeba to rozumieć dosłownie — owszem, rynek kolekcjonerskich zdjęć rzeczywiście wciąga coraz liczniejszą grupę inwestorów, ale kiedy w grę wchodzą prace narkotykowego praktyka, trudno o lepszy środek pobudzający. Od inwestycji alternatywnych wciąż oczekuje się konkretnych stóp zwrotu, które można zestawić z wynikami instrumentów finansowych, tymczasem nie zawsze udaje się zdobyć dane o odsprzedaży. Witkacy nie jest co prawda autorem, który gości w każdym aukcyjnym katalogu, ale może być pewną miarą rozwoju rynku, skoro dane Artinfo pokazują, że jedna odbitka zdrożała w trzy lata o 30 tys. zł, a inna o 116 proc.

Żeby się w tym nie zatracić, trzeba jednak na tym etapie zwolnić i zacząć od początku, bo inwestycja w zdjęcie uznanego autora nie musi mieć progu powyżej 100 tys. zł. Jak widać po ofercie aukcji Fotografii Kolekcjonerskiej, zaplanowanej na 13 czerwca, prace utytułowanych fotografów bywają dostępne poniżej 5 tys. zł — a to często mniej, niż płaci się za wątpliwe malarstwo, za którym stał podobno drugi Sasnal.

Nie baw się jedzeniem

Wilhelmowi Sasnalowi urągałoby takie porównanie, ale od niesamowitego skoku wartości prac malarza z Tarnowa na rynku trwają ślepe poszukiwania inwestycji z niskim progiem i szansą na niebotyczną stopę zwrotu. Na aukcjach fotografii jest znacznie spokojniej — ceny współczesnych zdjęć rosną w miarę osiągnięć ich autorów, natomiast inwestycyjne zakupy dotyczą głównie prac, które zdążyły się już trochę zestarzeć.

— Kolekcjonerzy zbierają zdjęcia twórców o ugruntowanej pozycji na rynku, poszukując prac zarówno nieżyjących, jak i młodych artystów. Najwyższy popyt obserwujemy na odbitki typu vintage-print, czyli takich, które powstały dawno i wyprodukowane je do pięciu lat od wykonania fotografii. W przypadku tych prac klienci liczą na duży zwrot z inwestycji, często spekulacyjnie odsprzedają je w krótkim okresie. Wyraźnie zwyżkują prace klasyków, jak Witkacego czy Karola Hillera, za ich prace płaci się powyżej 100 tys. zł. Powodzenie mają też artyści awangardy - kolejne rekordy biją prace Natalii LL, Józefa Robakowskiego czy Andrzeja Różyckiego. Ich prace kosztują nawet do 50 tys. zł, co przy średniej rynkowej wynoszącej 3-4 tys. jest imponującym wynikiem. Taki wzrost cen spodziewany jest dla wielu niedocenionych twróców — komentuje Rafał Kamecki, prezes portalu Artinfo współorganizującego wtorkową aukcję.

Tak jak Witkacego kojarzymy z czarno- -białymi portretowymi ujęciami, na których wciela się w nieśmiałego bandytę czy furiata, tak Natalię Lach-Lachowicz łatwo mylnie przypisać do zachowawczej pornografii pozbawionej przekazu. Nic podobnego — grube pejcze, sugestywne igraszki zjadanym bananem czy półotwarte usta lepkie od kisielu stały się elementami jej twórczości już w latach 70., ale nie w związku z tym, że była ona dla mężczyzn, tylko dlatego, że mówiła też o kobietach. Obecnie fotografie z cyklu „Sztuka konsumpcyjna” potrafią kosztować powyżej 50 tys. zł, ich perwersyjność już nie zniesmacza, a coraz szersze grono nawet na moment nie odniesie tych rozkoszy zajadania się bananem do kolejek, jakie ustawiały się na tę okoliczność daleko przed siermiężnym sklepem.



W ciemni widać więcej
Zestaw dwóch fotograficznych portretów Witkacego — „Nieśmiały bandyta, groźny bandyta” — uzyskał pod koniec zeszłego roku cenę 130 tys. zł, a więc znacznie powyżej progu, od którego większość początkujących kolekcjonerów byłaby gotowa zainwestować. W katalogu najbliższej aukcji przewijają się natomiast nawet stawki 1,5 tys. zł — jakaś okazja czy po prostu niska wartość? — Trzeba pamiętać, że estymacja — np. 4-5 tys. zł — jest przedziałem wynikającym z wartości rynkowej prac, z cen ustanawianych przy sprzedaży fotografii w galeriach czy przez artystów. Ceny wywoławcze są istotnie niższe, bo staramy się, żeby były atrakcyjne, więc aukcje są dobrą okazją, aby korzystnie kupić zdjęcie warte w obiegu dużo więcej. Wycena prac oczywiście się zmienia w przypadku artystów, którzy zaczynają być obecni w obiegu światowym — jak Rafał Milach, Karolina Breguła czy Aneta Grzeszykowska. Ich zdjęcia doczekały się wystaw w różnych prestiżowych instytucjach, co owocuje zwy-

kle zbliżeniem ceny do zachodniego poziomu — komentuje Katarzyna Sagatowska, kuratorka projektu Fotografia Kolekcjonerska. Skoro okazało się, że za mniej, niż się spodziewaliśmy, możemy mieć odbitkę, przy której zatrzymywała się publiczność jakiejś berlińskiej czy paryskiej galerii, zaraz pewnie udzieli nam się impulsywny nastrój rodem z „Powiększenia” Antonioniego — pasja fotografa, zobojętniałe modelki i zagadkowe studio, w którym kolejne odbitki rozwiesza się jak mokre pranie. Planując inwestycję, nie da się od tych technicznych wątków uciec, bo nawet jak specjalnie nie interesują nas opowieści z ciemni, bez niezbędnych informacji szał kupowania będzie zgubny, a nie intratny.

— Przy wyborze fotografii najlepiej oczywiście kierować się własnym gustem, ale zawsze należy pytać o kwestie techniczne dotyczące standardów kolekcjonerskich, bo one również znacząco wpływają na wartość pracy. Technika wykonania odbitki powinna być archiwalna, czyli, w przypadku fotografii współczesnej, mowa najczęściej o wydrukach pigmentowych na papierze bawełnianym. Druga sprawa to edycja — ile egzemplarzy artysta zamierza wykonać z jednej fotografii. Czy przewiduje np. jedną edycję kilku odbitek w konkretnym formacie, czy nawet kilka formatów, a w każdym po kilka zdjęć. Odbitka powinna być sygnowana, powinny być także podane daty powstania zarówno fotografii, jak i jej odbitki czy wydruku — czyli egzemplarza, z którym mamy do czynienia — tłumaczy Katarzyna Sagatowska.

Temat samego zdjęcia jako inwestycji, jak widać, schodzi na plan dalszy, bo wartość kolekcjonerską ma zarówno fotografia czysto artystyczna, jak i dokument performance’u czy ujęcie zupełnie reportażowe, np. stacji benzynowej CPN w latach 80. Nie mogąc znaleźć drogi, w katalogu natrafimy też na widoki dość abstrakcyjne, które każdy może rozwinąć, w co chce w głowie i z pełnym przekonaniem o tym informować — bez używek albo, jak w „Powiększeniu”, po Witkacowsku. Główny bohater, fotograf, spotyka w zadymionym londyńskim mieszkaniu modelkę i pyta, czy nie miała być właśnie w Paryżu. — Jestem w Paryżu — odpowiada odurzona, streszczając więcej niż reszta filmu w trzech słowach.

529 Tyle fotografii wylicytowano w ubiegłym roku na polskich aukcjach, a to 41,1 proc. wystawionych, podaje Artinfo. Dla porównania, skuteczność sprzedaży malarstwa to 46,7 proc. Według danych portalu, zdjęcia pojawiły się na 84 licytacjach, generując łączny obrót 2,4 mln zł z prowizją.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rynek fotografii wciągnął biały proszek