Rynek manifestacji trzyma równowagę

Jacek Zalewski
opublikowano: 06-10-2006, 00:00

Dzisiaj w warszawskim Centrum Partnerstwa Społecznego Dialog szefowie czterech organizacji pracodawców i trzech central związkowych, reprezentowanych w Trójstronnej Komisji do spraw Społeczno-Gospodarczych, oczekują na szefów sześciu partii reprezentowanych w Sejmie — aby podyskutować o wznowieniu całkowicie zerwanego przez obecny rząd instytucjonalnego dialogu społecznego. Niektórzy polityczni liderzy się zjawią, ale raczej nie będą to ci najważniejsi, przygotowujący się do jutrzejszych manifestacji ulicznych w Warszawie.

W sobotę oferta rynkowa demonstracji w stolicy Polski nie ustępuje standardom stolic rozwiniętych państw Unii Europejskiej. Warszawski ratusz zarejestrował ich osiem. Oprócz trzech głównych — także pięć pobocznych, wśród których znajdujemy, sądząc po hasłach przewodnich, także kontrmanifestacje do manifestacji właściwych. Ze względu na niespójność programową najbardziej intrygująco zapowiada się protest przeciwko „zawłaszczaniu władzy w Polsce przez eurosyjonistów i klerykofaszystów”.

Wystraszona władza dmucha na zimne — bo taka jej powinność — ale chyba niepotrzebnie. Nic nie zapowiada, aby powtórzyły się sceny znane choćby ze słynnej zeszłorocznej manifestacji górników. Notabene należy przypomnieć, że wszystkie partie — oprócz Platformy Obywatelskiej — uznały tamto najście Sejmu za integralny element ścieżki legislacyjnej i w oparach gazu łzawiącego uchwaliły ustawę o emeryturach górniczych. Cytowałem wówczas — a dzisiaj powtórzę — argument prawny jednego z górników, reprezentującego Związek Zawodowy Pracowników Dołowych, mający w swoim logo zaciśniętą piąchę: „Jak nie, to przyjedziemy w sto tysięcy z kilofami i wszystko rozpieprzymy!”. Sejm nowej kadencji nie został tak „zdopingowany” i dlatego do tej pory nie podjął tematu emerytur pomostowych, na co ma czas tylko do końca roku.

Z jutrzejszej bogatej oferty demonstracyjnej chyba wybiorę kolumnę Zygmunta, przez historyczny sentyment. 3 maja 1982 r. właśnie tam uczestniczyłem w najsłynniejszej, największej i najlepiej sfilmowanej przez służby — stąd często pokazywanej w telewizyjnych wspominkach — warszawskiej manifestacji epoki stanu wojennego. Nie mam pojęcia, kto wtedy był z nami, a kto na przykład siedział cicho w mieszkaniu na Żoliborzu. Dobrze natomiast zapamiętałem ciekawostkę, iż zwarte oddziały ZOMO świątecznie wystąpiły ten jeden jedyny raz w mundurach… wyjściowych (potem już zawsze w polowych). Po prostu wypada mi stanąć na placu Zamkowym, w tym samym miejscu co 24 lata temu. Ciekawe tylko, kto ustawi się tam, skąd wówczas nacierało wygalowane ZOMO…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Rynek manifestacji trzyma równowagę