Rynek nie całkiem stracony

  • Emil Szweda
01-07-2018, 22:00

Jeśli porozmawiać dłużej z oferującymi, to przyznają, że dobre czasy już były.

W latach 2016-17 przeprowadzono ponad 60 emisji publicznych, z których tylko dwie nie zakończyły się redukcją zapisów. Bilans pierwszego półrocza 2018 r. może wprawdzie sprawiać korzystne wrażenie (dwie niezamknięte w całości emisje), bo wartość przeprowadzonych publicznych emisji wzrosła w porównaniu do pierwszego półrocza 2017 r. o 23 proc. (do 830 mln zł), ale trzeba pamiętać, że w tej kwocie aż 72 proc. przypadło na obligacje PKN Orlen. Co stanie się w kolejnych miesiącach?

Zobacz więcej

Fot. Marek Wiśniewski

GPW jednoznacznie stawia na rozwój rynku hurtowego, choć wydaje się on dziś tylko pobożnym życzeniem. Catalyst miał dziewięć lat na przyciągnięcie inwestorów instytucjonalnych, a skoro to nie udało się do tej pory, to pewnie nie uda się również w kolejnych dziewięciu latach. Odpowiedź, dlaczego tak się dzieje, jest złożona, ale być może sprowadza się do kosztów transakcyjnych (giełdzie trzeba płacić prowizje, a na rynku OTC koszty są zerowe lub bliskie temu) i skali rynku. Jeśli masz 10 mln zł w emisji wartej 30 mln zł i wystawisz je na sprzedaż, uczestnicy rynku są w stanie zidentyfikować sprzedającego i ocenić deal pod kątem bieżącej sytuacji oferującego. A stąd już niedaleko do artykułów o wyprzedaży aktywów przez fundusz X albo o trupach w szafie spółki Y itd.

Przez dziewięć lat udało się natomiast zbudować całkiem niezły rynek pierwotny, dostępny dla inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych. Aż trudno uwierzyć, że przypadek jednej spółki jest w stanie zaprzepaścić ten dorobek. Prokuratura działa tym razem sprawniej (tym razem, bo spraw dla prokuratury znalazłoby się na Catalyst więcej, ale nie o każdej piszą na pierwszych stronach i nie każda ma wymiar polityczny), ale ukaranie winnych to jedno, a zaufanie uczestników rynku — drugie.

Na koniec dnia i tak jest to zaufanie inwestorów indywidualnych, ponieważ czy przestają oni kupować obligacje do własnego portfela, czy wycofują pieniądze z funduszy inwestycyjnych, efekt jest ten sam. Emisje uplasować trudniej, oferujący walczą o życie, obniżając wynagrodzenia na plasowanie, a emitenci oferują lepsze warunki. Dotyczy to również Robygu (wzrost marży o 15 pkt. baz.) czy Marvipolu (amortyzacja obligacji), a nawet Orlenu (warunki z tegorocznych emisji publicznych są wyraźnie lepsze niż tych z ubiegłego roku). Warunki to jednak mało. Inwestorzy muszą mieć pewność, że sprawozdania roczne zostały rzetelnie przebadane, aktywa są warte tyle, ile napisano w bilansie, a zabezpieczenia możliwe do sprawnej zamiany na gotówkę.

Co otrzymują zamiast tego?

Arbitralne obostrzenia. Pisaliśmy już wcześniej — obejmują obligacje podporządkowane banków, oferowanie obligacji przez banki tylko klientom o aktywach powyżej 100 tys. EUR, emisje prywatne do 149 inwestorów rocznie — wszystko to są pomysły wzięte z sufitu, nie posiadające uzasadnienia popartego analizami i dyskusjami z oferującymi. Giną cegły z budowy? To trzeba zamknąć budowę i problem z głowy. Nikt nie patrzy, że ta budowa jest potrzebna. Że rynek obligacji korporacyjnych może być realną alternatywą dla kredytów bankowych, ale potrzeba nie obostrzeń, lecz ułatwień właśnie. Ułatwień w egzekucji majątku. Gdyby GetBack bankrutował w USA, prawdopodobnie bylibyśmy już po pierwszych licytacjach pakietów wierzytelności, a przynajmniej w trakcie ich badania przez zainteresowanych zakupem. Ale zbankrutował w Polsce, gdzie każdy potrafi wskazać i osądzić winnych, ale gorzej z przeprowadzeniem sprawnego procesu odzyskiwania wierzytelności. Tu potrzebny jest nie tylko palec wskazujący, ale również głowa na karku i sporo energii, a przede wszystkim wiedzy i przekonania, że jest to możliwe i potrzebne, nawet bardziej niż cele pełne gospodarczych przestępców. Nie strach jest paliwem gospodarki i rynku, ale odwaga i energia.

Co więc nas czeka? Emisje zamknięte w tym tygodniu pokazują, że proces odbudowy rynku jest możliwy, choć będzie zapewne długotrwały. Ludzie stracili nazwiska, a firmy reputację, ale są przecież i inni, którzy chcą uczciwych zasad. GetBack przypomniał chyba wszystkim wokół, że w interesie całego rynku jest szybkie piętnowanie wątpliwej jakości emitentów, bo milczenie albo poklepywanie po plecach mogą być w długim terminie bardzo kosztowne nie tylko dla tych, którzy trefne obligacje kupili.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda, Obligacje.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rynek nie całkiem stracony