Rynek przestraszył się groźby wyborów

Bartosz Krzyżaniak
14-02-2006, 00:00

„Wyborcze” zamieszanie wyrwało wczoraj inwestorów z krótkiego zimowego snu po podpisaniu paktu stabilizacyjnego.

Tym razem polityka okazała się bardzo ważna dla ostatnio uodpornionych na nią rynków finansowych. Złoty, obligacje i giełda zaczęły tracić zaraz po godzinie 15.15, kiedy Polska Agencja Prasowa podała, że prezydent Lech Kaczyński jest bliski podjęcia decyzji o rozwiązaniu parlamentu. Spadki były znaczne.

Prezydent trzymał wszystkich w napięciu całe popołudnie i wieczór. Jego rzecznik unikał odpowiedzi na na pytanie o wybory. Wreszcie o godz. 21.10 Lech Kaczyński oświadczył, że choć budżetu nie dostał do podpisu, to parlamentu nie rozwiąże. Wcześniej jednak na rynkach finansowych trwał polityczny triller.

I po letargu

— Rynek się przestraszył. Ta informacja zmroziła go, bo czujność inwestorów była w ostatnim czasie uśpiona podpisaniem paktu stabilizacyjnego. Nikt nie spodziewał zmiany scenariusza — twierdzi Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego.

Tomasz Zdyb, analityk Pekao, mówi, że w ciągu zaledwie godziny złoty stracił około 3 gr względem euro, a rentowności obligacji wzrosły o 5-10 pkt bazowych.

— Co ciekawe, w ślad za złotym zaczął tracić forint i korona — zauważa analityk Pekao.

Na giełdzie nie było lepiej. WIG20 w pół godziny stracił 1 proc.

— Od pewnego czasu na scenie politycznej było spokojnie, tymczasem wczoraj znów ktoś musiał namieszać, co od razu odbiło się na notowaniach — ocenia Marcin Mróz, ekonomista banku Societe Generale.

Zaskoczeni byli także politycy. Zwłaszcza ci, którzy mieli wraz z PiS stabilizować sytuację polityczną. Roman Giertych, lider LPR, mówił, że nie wierzy, by prezydent zdecydował się na ten krok. Według Andrzeja Leppera, szefa Samoobrony, winą za przedterminowe wybory obarczony byłby PiS. Wieczorem obaj podpisali jednak aneks do umowy stabilizacyjnej z PiS. Zobowiązali się, że bez zgody rządzącej partii nie będą popierać nie tylko projektów ustaw opozycji, ale nawet poprawek przez nią zgłaszanych. I to przeważyło wczoraj szalę.

— Chodziło o wymuszenia podpisania aneksu — mówił Stefan Niesiołowski, senator PO.

Nowy atak populizmu

Gdyby Lech Kaczyński zdecydował się na rozpisanie nowych wyborów, bylibyśmy świadkami dalszych wyprzedaży.

— I to dużych, które dotknęłyby wszystkie rynki. Jednak kryzysu się nie obawiałem — dodaje ekonomistka Banku Handlowego.

Jej zdaniem, w dłuższej perspektywie przedterminowe wybory mogłyby odświeżyć atmosferę na scenie politycznej. Mogłyby też spowodować, że do parlamentu dostanie się mniej ugrupowań.

— Jednak w krótkim terminie wielu inwestorów zmniejszyłoby zaangażowanie w nasze aktywa — uważa Katarzyna Zajdel-Kurowska.

W opinii Marcina Mroza, tym razem nie udałoby się nam uniknąć nerwowości na rynkach i w konsekwencji spadków.

— Mielibyśmy do czynienia z dużą zmiennością notowań i osłabieniem rynków. Spodziewam się bowiem, że przy zbliżonych wynikach sondażowych dwóch największych partii kampania wyborcza byłaby bardzo ostra i niepozbawiona populistycznych haseł, które mogłyby przestraszyć inwestorów. Złoty mógłby osłabnąć do 4 zł względem euro — uważa Marcin Mróz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rynek przestraszył się groźby wyborów