Rynek rośnie szybko. A to dopiero początek

Wiktor Szczepaniak
18-03-2004, 00:00

W ostatnich trzech latach sprzedaż artykułów spożywczych pod markami sieci podwoiła się. To pomost dla firm, które nie potrafiły się przebić.

Wprowadzone przez wielkie sieci handlowe w połowie lat 90. prywatne marki sklepowe zawłaszczają coraz więcej produktów. Jest to widoczne na rynku spożywczym. W przypadku mrożonych frytek, makaronów, lodów, dżemów, soków i napojów udział tzw. private labels (marki sieci handlowych) sięga już 20 proc.

To dopiero początek

— Szacujemy, że marki prywatne mają już 15-proc. udział w całym rynku artykułów spożywczych. Trzy lata temu miały tylko 6 proc. — mówi Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Dane monitorującej rynek firmy GfK Polonia potwierdzają, że udział wartościowy prywatnych marek herbaty, kawy, soków, napojów owocowych i olejów spożywczych wzrósł średnio z 7,1 proc. w 2001 r. do 13,4 w 2003. Są to z reguły tanie gatunki, więc wzrost udziałów ilościowych jest jeszcze większy.

— Potencjał rozwoju marek prywatnych jest duży, jeśli porównać nasycenie nimi rynku polskiego i zachodniego. W naszym kraju dominują marki pierwszej generacji, tanie i dość niskiej jakości, podczas gdy tam istnieją także marki ze średniej i wyższej półki, klasy premium — mówi Ewa Małuszyńska, specjalista z GfK Polonia.

Szansa dla mniejszych

— Produkcja na zlecenie sieci to wielka szansa dla małych i średnich firm spożywczych na rozwój sprzedaży w kraju i na eksport. Przedsiębiorstwa, których nie stać na promocję własnych marek, zostawiają to sieciom — mówi Andrzej Gantner.

Dobrym przykładem jest Sokpol z Myszkowa, producent soków i napojów.

— Wyrośliśmy na produkcji dla sieci handlowych. Obecnie produkujemy pod 27 markami dla większości sieci działających w Polsce oraz pod sześcioma własnymi — mówi Sebastian Knapik, dyrektor handlowy firmy.

Przedstawiciele sieci handlowych twierdzą, że potencjał rozwoju marek prywatnych jest duży.

— Ich udział w obrocie polskich hipermarketów Tesco nie przekracza 20 proc., podczas gdy w naszej sieci w Wielkiej Brytanii wynosi ilościowo ponad 60 proc. — mówi Wojciech Sokół, rzecznik Tesco.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rynek rośnie szybko. A to dopiero początek