Rynek terminowy skusił inwestorów

Grzegorz Zalewski
opublikowano: 31-12-2001, 00:00

Jedną z najciekawszych tendencji, jakie można było zaobserwować w 2001 roku na rodzimej giełdzie, był ogromny wzrost zainteresowania inwestorów rynkiem terminowym.

W mijającym roku rekordy popularności bił rynek terminowy. Inwestorzy chętnie korzystali z tej oferty, nawet kosztem rynku akcji.

Wartość obrotów na całym rynku akcji w kolejnych kwartałach 2001 roku nie przekraczała 20 mld zł. Natomiast w przypadku kontraktów terminowych w tych samych okresach sięgała blisko 25 mld zł. Choć dane te dotyczą wszystkich notowanych kontraktów, należy pamiętać, że zdecydowanie dominują kontrakty na WIG 20.

Wartość średnich obrotów w czasie sesji na rynku futures wyniosła w 2001 roku blisko 400 mln zł. To niemal dwa razy więcej niż obroty na całym rynku akcji (średnio na sesji 230 mln zł).

Takie proporcje na warszawskim parkiecie nie są niczym nadzwyczajnym. Wartość obrotów najbardziej płynnymi kontraktami terminowymi notowanymi na światowych giełdach wielokrotnie przewyższa wartość nominalną instrumentów bazowych. To, co przyciąga inwestorów na rynki futures, to właśnie możliwość kontroli nad relatywnie wielkim kapitałem za pomocą znacznie mniejszych środków. Kupując lub sprzedając kontrakt terminowy na WIG 20 trzeba wnieść tylko część jego wartości. Za około 1,2 tys. zł można dysponować aktywami o wartości dziesięciokrotnie wyższej.

Porównując wysokość obrotów kontraktem na dowolny instrument (np. WIG 20) z rynkiem będącym podstawą dla tego instrumentu (w tym przypadku akcji 20 najbardziej płynnych spółek na GPW) należy pamiętać, że nie są one tożsame z faktyczną wartością zaangażowanej gotówki.

Inwestor, który trzymałby portfel akcji identyczny z indeksem WIG 20, straciłby w 2001 r. ponad 35 proc. Z kolei gracz, który na początku roku sprzedałby jeden kontrakt (musiałby wnieść depozyt wartości około 2 tys. zł) i systematycznie go odnawiał, zarobiłby niemal 7 tys. zł, czyli jego zysk wyniósłby 250 proc.

Jeszcze ciekawiej prezentuje się takie porównanie w przypadku segmentu innowacyjnych technologii. Portfel akcji wchodzących w skład indeksu TechWIG stracił na wartości w 2001 roku około 60 proc. Równocześnie gracz, który 1 stycznia 2001 sprzedałby jeden kontrakt na TechWIG, zarobiłby blisko 9 tys. zł, czyli ponad 300 procent.

Rynek terminowy, ze względu na ryzyko poniesienia strat znacznie wyższych niż w przypadku akcji, nie jest przeznaczony dla inwestorów szczególnie ceniących bezpieczeństwo kapitału. Niemniej, jego zalety są bezdyskusyjne. W roku, w którym trzymanie akcji wiązało się z bolesnymi stratami, zyski generowane z gry „na spadkach” były możliwe tylko dzięki futures. Trzeba w tym miejscu dodać, że istnieje jeszcze tzw. krótka sprzedaż akcji (pożyczenie papierów w celu dalszej odsprzedaży), jest to jednak nadal rozwiązanie praktycznie fikcyjne. Taką ofertę udostępnia na razie zaledwie jedno biuro maklerskie i to w mocno ograniczonym zakresie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy