Rynek wolny w teorii

Krzysztof Jedziniak
opublikowano: 30-11-2007, 00:00

Wprowadzona w lipcu 2007 r. zasada TPA (możliwość dostępu do sieci osobom trzecim) dla odbiorców indywidualnych wraz z rozdzieleniem działalności obrotowej od dystrybucyjnej — do dziś nie przyniosły mierzalnych efektów.

W Polsce nie udało się wprowadzić jednolitego systemu zmiany dostawcy energii elektrycznej. Przekłada się to na dość długi czas zmiany, wynoszący około dwóch miesięcy. Ponadto żaden ze sprzedawców nie oferuje możliwości zawierania tzw. kompleksowych umów sprzedaży, zatem klient w razie zmiany będzie otrzymywał dwie faktury i dwóm różnym podmiotom przedstawiał odczyty z liczników. Można zatem stwierdzić, że wolny rynek energii elektrycznej dla klienta indywidualnego został stworzony, ale w praktyce jeszcze nie funkcjonuje. Dlatego uwolnienie cen energii elektrycznej przy takim poziomie konkurencyjności na rynku nie zachęci jego uczestników do praktycznej liberalizacji.

Bardzo obiecującym projektem mogłoby być wprowadzenie mechanizmu cen maksymalnych, zarówno za energię elektryczną, jak i usługę dystrybucyjną, oraz narzucenie jednolitych standardów przy zmianie dostawcy. Mechanizm cenowy zapewniłby bezpieczeństwo klientom, a jednocześnie zachęciłby dostawców do zmniejszenia kosztów. Kreowanie cen maksymalnych przez URE byłoby znacznie tańsze od dotychczasowego procesu akceptacji wniosków taryfowych, a sprzedawcy i dystrybutorzy zapomnieliby o żmudnym i kosztownym procesie przygotowywania wniosków taryfowych.

Wprowadzenie standardowego trybu zmiany dostawcy pozwoliłoby na stosunkowo tanią i skuteczną automatyzację tego procesu.

Krzysztof Jedziniak

menedżer spółki Accenture

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Jedziniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu