Rynki wschodzące pod presją

Expander
18-03-2008, 10:16

Jednak nie wszystko się wczoraj rozstrzygnęło, choć nie ma wątpliwości, że nasza giełda wykonała kolejny ważny ruch w stronę powrotu do trwalszych spadków.

Tym ruchem był spadek WIG20 poniżej styczniowego dołka. Natomiast WIG, który uznajemy od dłuższego czasu za najlepszy miernik koniunktury na naszym parkiecie, zatrzymał się tuż ponad minimum ze stycznia. Właśnie z tego względu nie można mówić, że ostateczne rozstrzygnięcia zapadły. Do takich wniosków zniechęcają również mocno ograniczone obroty. Ta wyczekująca postawa, jaką przyjęli inwestorzy, jest zastanawiająca. Sam nasz rynek wysyła wiele sygnałów słabości, a jednak duża część inwestorów nadal zwleka z decyzjami. Za takimi postawami musi stać przekonanie, że na świecie uda się uniknąć czarnego scenariusza i ponowne zaostrzenie kłopotów sektora finansowego uda się szybko zażegnać. Jeśli jednak zniżki na zagranicznych rynkach będą się przedłużać, na co wszystko obecnie wskazuje, to opierający się ostatnio dość dobrze przecenie nasz parkiet, zacznie tracić ze zdwojoną siłą.

Coraz wyraźniej realizuje się scenariusz, przed którym przestrzegaliśmy, czyli relatywnej słabości rynków wschodzących względem dojrzałych. Widzimy, że zwiększone ryzyko przestaje być ignorowane. Od dawna ma to miejsce na rynku obligacji, gdzie rośnie różnica w rentowności papierów skarbowych z rynków wschodzących i dojrzałych. Stała się wczoraj największa od czerwca 2005 r. Teraz przenosi się na rynek akcji – indeks dla giełd rozwijających się traci w tym miesiącu ponad 9%, dla rozwiniętych mniej niż 7%. Można spodziewać się, że kolejną ofiarą będą waluty z emerging markets, które do tej pory nad wyraz dzielnie znoszą zawirowania na rynkach i wzrost ryzyka inwestycyjnego.

Inwestorzy na warszawskim parkiecie mają więc obecnie dodatkowy problem. Jak duże znaczenie przywiązywać do zachowania emerging markets skoro przez ostatnie miesiące wykazywaliśmy silny związek z europejskim DJ Stoxx 600. Tym bardziej, że same rynki wschodzące nie zachowują się jednorodnie – części szkodzą wysokie ceny produktów rolnych, inne korzystają z wysokich cen ropy naftowej. W kontekście cen towarów najbardziej na spadek narażone są chyba państwa Ameryki Łacińskiej. One do tej pory trzymają się znakomicie. Pojawienie się spadku także na nich byłoby ostatecznym potwierdzeniem zmiany trendu.

Tym niemniej już teraz mamy silne sygnały sugerujące kontynuację wyprzedaży. Ostatecznie na wykresie MSCI EM ukształtowała się formacja głowy z ramionami. Dopóki indeks nie wróci ponad 1080 pkt (wtedy by zanegował taką formację) trzeba przyjmujemy, że trend zmienił się na spadkowy. Dlatego zniżki traktujemy jako bardziej prawdopodobne niż wzrosty.

Spadkowy scenariusz dla rynków wschodzących musi wiązać się z zachowaniem rynku surowców. Wczoraj przetoczyła się przez niego dawno nie widziana przecena (CRB stracił 4,6%), ale jeszcze za wcześnie jest tu mówić o zmianie trendu. Skala wcześniejszego wzrostu była na tyle duża, że jedna zniżka nie zmienia obrazu sytuacji. Co więcej, wyraźny spadek notowań towarów byłby raczej pozytywnie odbierany, bo ostatnio był jednym z czynników rosnących obaw inwestorów, związanych z presją inflacyjną i ryzykiem łączącym się z luzowaniem polityki pieniężnej. Obniżka cen surowców była jedną z przyczyn odrobienia części strat na amerykańskiej giełdzie w trakcie poniedziałkowej sesji.

Ciekawostką są pojawiające się opinie o przewartościowaniu amerykańskich banków o 50%, które bazują na cenie transakcji kupna udziałów w Bear Stearns przez JP Morgan. Interesująca jest też zmiana osoby sporządzającej prognozy dla amerykańskiej giełdy w Goldman Sachs. Największa na rynku optymistka Abby Cohen została odsunięta od tego obszaru. Zapowiadała osiągnięcie na koniec tego roku przez S&P 500 1675 pkt. Teraz ma 1277 pkt. Jednocześnie weterani giełdowych parkietów tacy, jak Joseph Granville, czy Robert Stovall, zapowiadają dalsze straty na rynkach akcji i spodziewają się, że obecny kryzys będzie najgorszy w powojennej historii. Tworzenie takiej atmosfery kryzysu nie jest korzystne przy obecnych fatalnych nastrojach.

Dziś rynki będą wyczekiwać na decyzję w sprawie stóp procentowych w USA. Nie ma co oczekiwać, że będzie to przełomowe wydarzenie. Ma raczej psychologiczny charakter. Jest ważniejsze dla rynków pieniężnego i obligacji (na tym pierwszym dochodowość spadła do najniższego poziomu od 1950 r.), które dyskontują duże obniżki kosztu pieniądza.

Katarzyna Siwek, Expander

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Expander

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rynki wschodzące pod presją