Rynki wschodzące zyskowną alternatywą

Robert Szklarz
27-10-2016, 22:00

Zdaniem Marcina Adamczyka, zarządzającego w NN Investment Partners, sytuacja na rynkach wschodzących się poprawiła, a premia za ryzyko jest nadal wysoka.

W warunkach historycznie niskich stóp procentowych, kiedy jedna trzecia globalnie handlowanych obligacji ma ujemną rentowność, zyskownej konieczne staje się szukanie alternatywy dla obligacji krajów rozwiniętych, których rentowność na poziomie 4-5 proc. jest w obecnych warunkach trudna do powtórzenia.

Powrót:
Zobacz więcej

Powrót:

Marcin Adamczyk od 1 kwietnia będzie prezesem TFI PZU. Do pracy w Polsce wróci po dwunastu latach spędzonych za granicą. Grzegorz Kawecki

— Jednym z niewielu miejsc, gdzie rentowności wciąż są wysokie, są obligacje krajów rozwijających się — zauważa Marcin Adamczyk, główny zarządzający w jednym z funduszy NN Investment Partners, inwestującym w obligacje skarbowe i przedsiębiorstw z krajów rozwijających się, o wartości aktywów przekraczającej 1,7 bln USD.

Ekspert zauważa, że atrakcyjność obligacji skarbowych i korporacyjnych jest coraz większa, a ich rynek wart jest już 15 bln USD. Ponadto jest to mocno zdywersyfikowana klasa aktywów obejmująca obligacje rządowe 60 krajów, denominowane w dolarach i około 20 w walutach lokalnych oraz setki papierów korporacyjnych.

Także fundamenty tych krajów uległy poprawie. Przez ostatnie trzy lata, czyli od szoku, jakim było zakończenie programu luzowania ilościowego przez Fed, wzrost gospodarczy słabł i zawężała się różnica w poziomie dynamiki PKB między rynkami wschodzącymia siedmioma najbardziej wpływowymi państwami świata (G7). Teraz sytuacja się poprawia, a wzrost gospodarczy i oczekiwania względem niego się stabilizują. Ponadto gospodarki wschodzące są dziś bardziej odporne na szoki zewnętrzne niż przed trzema laty.

— Napływ taniego kapitału z USA prowadził do ogromnych deficytów na rachunkach obrotów bieżących, szczególnie w krajach tzw. wrażliwej piątki, czyli Brazylii, Indii, Indonezji, RPA i Turcji. Wstrzymanie programu QE było przyczyną ostatnich problemów rynków wschodzących, jednak dziś są one lepiej przygotowane na szoki zewnętrzne, takie jak wzrost stóp procentowych. Saldo obrotów bieżących jest w tych krajach bliżej równowagi, co udało się osiągnąć m.in. poprzez zmniejszenie importu — tłumaczy Marcin Adamczyk.

Rynki wschodzące mają za sobą dobry rok. Od stycznia wartość indeksu MSCI EM grupującego spółki krajów rozwijających się zwiększyła się o ponad 20 proc. Także dostępne na polskim rynku fundusze inwestujące w dług krajów rozwijających się notują od początku roku dodatnie stopy zwrotu. Investor Obligacji Rynków Wschodzących zarobił 2,78 proc., PZU Dłużny Rynków Wschodzących 4,39 proc., natomiast NN Obligacji rynków Wschodzących (waluta lokalna) 13,32 proc. Jedynie uruchomiony w lipcu b.r. Allianz Pimco Emerging Local Bonds notuje stratę w wysokości -1,06 proc.

— Kontynuacja tego trendu jest uzasadniona. W krajach o wysokiej inflacji następuje jej ograniczanie, co tworzy potencjał obniżania stóp procentowych. Do tego, pomimo poprawy sytuacji na rachunkach bieżących, wciąż wysokie są realne stopy procentowe, a także premia za ryzyko mierzona jako różnica w realnej rentowności obligacji emerging markets i USA oraz strefy euro pozostaje atrakcyjna. Szczególnie dobrze sytuacja wygląda w Ameryce Łacińskiej, gdzie stabilizacja wzrostu gospodarczego jest najbardziej widoczna — zauważa Marcin Adamczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Robert Szklarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rynki wschodzące zyskowną alternatywą