Rynkowi twardnieje skóra

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 12-12-2006, 00:00

Rynki spokojnie przyjęły kolejne polityczne zamieszanie. Z równowagi nie wyprowadziłyby ich nawet wcześniejsze wybory.

Ubiegły tydzień był dla złotego niezbyt dobry. Według ekonomistów, pogłoski o dymisji wicepremier Zyty Gilowskiej, informacje o wykorzystywaniu kobiet w Samoobronie czy wreszcie zgłoszona przez PO propozycja rozpisania wyborów mogły się do tego przyczynić.

— Największe napięcie widać było w piątek, gdy rentowności obligacji wzrosły o 5-6 pkt bazowych, a złoty trochę osłabł. Jednak wczoraj na rynki wrócił spokój, charakterystyczny dla końca roku — uważa Michał Chyczewski, ekonomista Banku BPH.

Zdaniem Marcina Mroza, głównego ekonomisty Fortis Banku (FB), inwestorzy stali się odporni na wieści ze świata polityki.

— Nie widać większej ekscytacji, tym bardziej że wchodzimy w okres spokoju, większość budżetów jest już pozamykana, a inwestorzy czekają na nowy rok, by z entuzjazmem zabrać się do zarabiania pieniędzy — uważa ekonomista FB.

Polityczne dylematy

Jak zauważa Piotr Kalisz, ekonomista Banku Handlowego (BH), ryzyko wcześniejszych wyborów zmniejszyło się, choć takiego scenariusza nie można wykluczyć.

— Decyzja o tym będzie rozważana podczas prac nad budżetem. Inwestorzy zdążyli się jednak przyzwyczaić do zamieszania i rzadko na nie reagują. Wiedzą bowiem, że dotąd nie niosły one zmian w gospodarce — uważa Piotr Kalisz.

Wcześniejsze wybory mogłyby przynieść pogorszenie nastrojów na rynku. Ale na krótko.

— W długiej perspektywie to rozwiązanie korzystniejsze. Mogłoby prowadzić do wyłonienia stabilnej większości. Gdyby sprawdziły się sondaże i wybory wygrała PO, skończyłaby się niepewność. Na razie działania rządu są blokowane, a politycy zamiast myśleć o ułatwieniach w uzyskiwaniu funduszy UE zajmują się dzieckiem pewnej pani — mówi Marek Nienałtowski, główny analityk Secus Asset Management (SAM).

Hasła, nie działania

Nie bez winy jest opozycja.

— Nie ma woli rozwiązania sytuacji ani z jednej, ani z drugiej strony. Poza hasłami nie widać działań — twierdzi ekonomista SAM.

Michał Chyczewski uważa, że utrzymywanie się na pierwszych miejscach sondaży poparcia PO powoduje, że perspektywa wyborów nie przeraża inwestorów.

— Przede wszystkim dlatego, że PO jest za szybkim wstąpieniem do strefy euro — dodaje ekonomista Banku BPH.

Jednak według Marcina Mroza, nawet realizacja mniej prawdopodobnego scenariusza, jakim są wybory, niewiele by zmieniła.

— Dadzą one wygraną albo PiS, albo PO. To oznacza albo kontynuację obecnej polityki, albo próbę delikatnych reform fiskalnych. Żaden scenariusz nie przyniesie radykalizacji — mówi ekonomista FB.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu