Ryzykanci mają tańszy prąd

Agnieszka Berger
31-03-2009, 00:00

Rynek zadziałał, a kryzys pomógł. Nadwyżki energii, której spółki obrotu mają za dużo, można kupić sporo taniej niż pod koniec roku.

Największym klientom energetyki opłaciło się czekać

Rynek zadziałał, a kryzys pomógł. Nadwyżki energii, której spółki obrotu mają za dużo, można kupić sporo taniej niż pod koniec roku.

Ceny energii, na które najwięksi odbiorcy przemysłowi narzekali od kilku miesięcy, nareszcie drgnęły. Spowolnienie gospodarcze, które wywołało spadek zapotrzebowania na prąd, widać na rynku. Zdaniem Marka Kulesy, dyrektora Towarzystwa Obrotu Energią (TOE), w porównaniu z zakupowym szczytem z końcówki 2008 r. jest taniej o około 15 proc. Rabaty, jakie obecnie uzyskują duzi odbiorcy, dochodzą nawet do 40 zł/MWh. Przemysł, który podjął ryzyko i nie kupił energii z góry na cały rok, skorzystał. Niektórym udało się obniżyć średnioroczne ceny o kilkanaście procent. Tak zrobiły m.in. Zakłady Górniczo-Hutnicze Bolesław.

— Żonglując produktami oferowanymi przez dostawców, zdołaliśmy zaopatrzyć się w energię taniej, niż byłoby pod koniec ubiegłego roku. Wykorzystujemy to, że spółki obrotu się przekontraktowały i teraz są skłonne sprzedawać nadwyżki po znacznie niższej cenie. Zaoszczędziliśmy w ten sposób około 15 proc., ale poszliśmy na duże ryzyko, nie zapewniając sobie dostaw energii na cały rok — mówi Henryk Kaliś, pełnomocnik zarządu ds. energii w ZGH Bolesław i przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu.

Duży może więcej

Obniżkę cen energii uzyskał też giełdowy KGHM, choć — według komentarzy sceptyków — zadziałał tu nie tyle rynek, ile siła przetargowa potężnego odbiorcy. Kombinat zmniejszył wolumen energii kupionej drogo w ubiegłorocznym kontrakcie i dokupił resztę już po tegorocznych, niższych cenach. Dzięki temu obniżył średnie koszty prądu na cały rok. Jednak na taki manewr mogli sobie pozwoli tylko naprawdę wielcy odbiorcy.

— Mniejsi, którzy kupili energię pod koniec roku, teraz muszą płakać i płacić —nawet po 240-260 zł/MWh — mówi Henryk Kaliś.

Tańsze zakupy powiodły się też PCC Rokita.

— Obniżyliśmy koszty zakupu energii o 10-15 proc. W ubiegłorocznym szczycie zaopatrzyliśmy się w pełni tylko na I kwartał 2009 r. Na pozostałe mieliśmy kontrakty zaspokajające 60 proc. naszego zapotrzebowania — wyjaśnia Andrzej Zielaskowski, dyrektor handlowy Centrum Energetyki w PCC Rokita.

Cena spokoju

Odbiorcy wciąż jednak są dalecy od optymizmu. Nie przeceniają siły kryzysu.

— Ceny już powoli zaczynają rosnąć. Sądzę, że w letnim szczycie, kiedy włączą się klimatyzatory, znowu poszybują — spodziewa się Andrzej Zielaskowski.

Nie wszystkim podoba się też żonglerka na rynku energii.

— Chcemy prowadzić spokojny biznes, nie martwiąc się o dostawy energii i ceny. Podjęliśmy ryzyko i wygraliśmy. Można się było tego spodziewać, bo zaczynał się kryzys. Jednak równie dobrze ceny mogły pójść w górę, narażając nas na straty — mówi Henryk Kaliś.

Jednak zdaniem Marka Kulesy, odbiorcy nie mają wyjścia.

— Jeśli ktoś oczekuje gwarancji dostaw i cen, to nie ma to nic wspólnego z rynkiem. Święty spokój dużo kosztuje, a jeśli chce się mieć niskie ceny, trzeba ryzykować. Odbiorcy muszą się tego nauczyć. Niestety, większość wciąż jest zdeterminowana, żeby zakontraktować energię pod koniec roku. Dlatego w grudniu ubiegłoroczna sytuacja się powtórzy. Ceny znowu poszybują do poziomu 230-240 zł/MWh — uważa dyrektor TOE.

Agnieszka

Berger

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Ryzykanci mają tańszy prąd