Rząd chce ograniczyć przyrost deficytu. Nowa polityka czy zmyłka?

opublikowano: 24-11-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Ryzyko, że deficyt fiskalny w przyszłym roku sięgnie 7-8 proc. PKB, ewidentnie maleje.

W ostatnich tygodniach, a szczególnie w ostatnich dniach, pojawiało się coraz więcej informacji wskazujących, że rząd zamierza istotnie ograniczyć przyrost deficytu fiskalnego w 2023 r. Wynika to z obaw o powtórzenie w Polsce scenariusza węgierskiego, czyli o utratę kontroli nad walutą i inflacją. Na razie jednak jest mało szczegółów. Wygląda na to, że rząd chce przede wszystkim przeczekać największe turbulencje rynkowe — okres, kiedy wszystkie informacje o ekspansji fiskalnej są karane wyprzedażą obligacji.

Na istotną zmianę podejścia rządu do wydawania pieniędzy publicznych wskazuje kilka sygnałów. Przede wszystkim premier Mateusz Morawiecki powiedział, że zamrożenie cen gazu — które jest kosztowną operacją, wymagającą rekompensat dla spółek obrotu gazem — będzie uzależnione od dochodów gospodarstw domowych. To pierwsza sytuacja, kiedy kosztowne działania blokujące wzrost cen mają być kierowane tylko do uboższych Polaków, i dość symboliczna zmiana podejścia w polityce gospodarczej. Ponadto Ministerstwo Finansów ustami ministra i wiceministrów regularnie komunikuje, że potrzebne są oszczędności w budżecie. Jedną z form oszczędności ma być wycofanie tzw. tarczy antyinflacyjnej, czyli obniżek podatków VAT i akcyzy. Wreszcie na to wszystko nakładają się nieoficjalne informacje z mediów (m.in. Wprost), że rząd zamierza ograniczyć niektóre inwestycje.

Plany fiskalne rządu na przyszły rok zakładają, że deficyt całego sektora instytucji rządowych i samorządowych, liczony według metodologii UE i uwzględniający wszystkie fundusze pozabudżetowe, sięgnie w 2023 r. 4,5 proc. PKB. Byłoby to niewiele więcej niż prawdopodobne 3-4 proc. za 2022 r. Przyrost deficytu będzie mniejszy w przyszłym roku, mimo że gospodarka znajdzie się prawdopodobnie na granicy recesji. Część tego przyrostu będzie naturalną konsekwencją spowolnienia gospodarczego.

Jeszcze niedawno wydawało się, że 4,5 proc. deficytu w 2023 r. jest zbyt optymistyczną prognozą. Gdy dodało się koszty zamrożenia cen energii i obniżek podatków, to deficyt mógł sięgnąć 7-8 proc. PKB. Na rynku panowały obawy, że wchodzimy w rok wyborczy z wysoką inflacją i potężną ekspansją fiskalną, co mogłoby skończyć się znacznym osłabieniem waluty i wzrostem stóp procentowych. Zapowiedzi zmian w finansach państwa z ostatnich dni i tygodni sugerują jednak, że 4,5 proc. jest znów realistyczne.

To nie byłby mały deficyt, ale w roku głębokiego spowolnienia można by go uzasadnić. Błędy w polityce fiskalnej zostały popełnione w tym roku, kiedy obniżki podatków rozgrzewały i tak już przegrzaną gospodarkę. Przyszły rok ma przynieść, jak widać, lekkie otrzeźwienie. To samo w sobie jest oczywiście pozytywnym zjawiskiem, bo świadczy o tym, że stabilność makroekonomiczna może nie zostanie położona na ołtarzu walki politycznej, a rząd umie z wyprzedzeniem reagować na ryzyko, na które ewidentnie nie umieli zareagować Węgrzy.

Każdy uważny obserwator dostrzeże jednak zapewne w tych informacjach pewien problem. To wszystko są jedynie zapowiedzi. Konkretnych ustaw na razie brak. Rząd ewidentnie przestraszył się wyprzedaży obligacji, jaka nastąpiła na rynku finansowym w pierwszej połowie października, i próbuje uspokoić inwestorów.

Dużym wyzwaniem dla finansów państwa pozostaje też długookresowy rozjazd między rosnącymi planami wydatkowymi a ograniczonymi możliwościami podatkowymi. Chcemy zwiększać wydatki na obronę narodową, na ochronę zdrowia, na transformację energetyczną, a jednocześnie obniżamy podatki dochodowe. W długim okresie to może się spiąć tylko wtedy, jeżeli będziemy rozwijali się w bardzo wysokim tempie 4-5 proc. rocznie. Jeżeli gospodarka trwale zwolni, do np. 2-3 proc., co jest jak najbardziej możliwe, to dopięcie wszystkich długookresowych planów fiskalnych będzie trudne i może się udać głównie dzięki… trwale wyższej inflacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski

Polecane