Rząd Marcinkiewicza musi być czyściusieńki

Kazimierz Krupa
06-01-2006, 00:00

Rząd musi naprawiać państwo i w związku z tym „musi być czyściusieńki” — powiedział premier Kazimierz Marcinkiewicz, komentując dymisję ministra skarbu Andrzeja Mikosza. Nie wspominał natomiast, że musi być kompletny. No więc nie jest. Od wielu tygodni pisaliśmy, że — tak naprawdę — w tym rządzie minister skarbu i minister finansów to funkcje zbędne i z powodzeniem można by te stanowiska, chociażby w ramach programu „tanie państwo”, zlikwidować, bo i tak decyzje podejmowane są poza tymi resortami: albo w kancelarii premiera, albo w pałacu prezydenckim, albo w gabinecie szefa PiS, Jarosława Kaczyńskiego. W każdym razie w tym trójkącie są omawiane. Niby ta wizja się realizuje, bo premier pełni już też obowiązki ministra skarbu, ale jednak coś jest nie tak.

No bo jeżeli minister skarbu jest niepotrzebny, to dlaczego premier stwierdził, że ma „kandydata na ministra skarbu państwa i przedstawił go już prezydentowi”. A jeżeli przedstawił, to dlaczego nie ma powołania, a ta kandydatura utrzymywana jest w tajemnicy. Czyżby jakieś zakłócenia na łączach w sprawczym trójkącie?

Wśród kandydatów wymieniane są dwie osoby, ale chyba tylko jedna z nich ma realne szanse na objęcie stanowiska. Chodzi oczywiście o Wojciecha Jasińskiego, posła PiS, zaufanego człowieka prezydenta. Gdyby jednak chodziło o niego, i to właśnie jego kandydaturę „bardzo szybko” premier wymyślił i przedstawił prezydentowi, to już zapewne bylibyśmy po nominacji. Tymczasem o sprawie nic nie wie sam zainteresowany. Ba, zaczyna przejawiać pewne zniecierpliwienie, że jego nazwisko wymieniane jest w różnych kontekstach, a nie idą za tym czyny. Czyżby więc prawdą było, iż premier „wymyślił” Dariusza Bachalskiego, senatora PO? O ile jednak nominacja profesora Religi, zwolennika Tuska w wyborach prezydenckich, ale jednak nie członka PO, była do przyjęcia, choć z trudem, o tyle senator PO, bez zasadniczych rozmów, nie może chyba zyskać akceptacji dwóch najważniejszych kątów trójkąta decyzyjnego.

To pierwsze takie spięcie na linii. Do tego dobudowuje się oczywiście, chyba na wyrost, najróżniejsze teorie spiskowe o nadmiernym usamodzielnianiu się premiera. Niezależnie od tego, jak się sprawy mają, upłynęło zbyt mało czasu, by iskrzyło i na tym froncie. Dosyć jest problemów z doraźnym montowaniem kruchej koalicji parlamentarnej. Z budżetem nie powinno być problemów, ale przecież najwięcej emocji wzbudzają sprawy kadrowe. Los, niezależnie od tego, że premier konsekwentnie zaprzecza, minister Lubińskiej wydaje się wysoce niepewny, może nawet przesądzony. Wspomina się również o zagrożonym fotelu ministra pracy i polityki społecznej Krzysztofa Michałkiewicza. Wszystkich, niezależnie od swojej omnipotencji, premier jednak nie będzie w stanie zastąpić. A jeżeli wyłonienie następców będzie przychodziło z takimi trudnościami, to działanie rządu będzie poważnie zagrożone.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rząd Marcinkiewicza musi być czyściusieńki