Rząd niemy - premier złotousty

Kazimierz Krupa
16-11-2005, 00:00

Znamy z historii pojęcie sejmu niemego z 1 lutego 1717 roku, czasów panowania Augusta II Mocnego Sasa, ale obecny premier może wzbogacić naszą historię najnowszą o pojęcie „rządu niemego”. Prawie trzysta lat temu przewodniczący obradom marszałek Ledóchowski nie dopuścił do głosu nikogo z posłów (w obawie przed zerwaniem obrad), teraz premier Kazimierz Marcinkiewicz pozbawia głosu kolejnych członków swojego gabinetu w obawie przed dekompozycją i tak niezbyt spójnej kompozycji programu. Tym bardziej że hołduje przecież, podobno, zasadzie, że po czynach, a nie po słowach ich poznacie.

Na pierwszy ogień poszła promotor niespełnionego doktoratu premiera, pani minister finansów Teresa Lubińska. Po tym, jak pani minister tak zafascynowała dziennikarzy „Financial Times” swoją dezynwolturą w sprawie postępowania z deficytem budżetowym i głęboką niechęcią do hipermarketów, że poświęcili jej dwa duże, czołówkowe artykuły, premier nakazał jej milczenie. Na razie skutecznie, ale więcej pokaże przyszłość. Po czynach ich poznacie...

Ostatnio Andrzej Mikosz, minister skarbu, ogłosił, że chce być „ostatnim ministrem skarbu”, czyli że chce sprzedać wszystko, co można, i skrytykował długoletnie gwarancje socjalne dla pracowników prywatyzowanych zakładów. Trochę za wiele powiedział też chyba o trybie odwoływania i powoływania prezesów kluczowych z punktu widzenia rządu spółek, w których państwo ma udziały. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Po protestach zachodniopomorskiej Solidarności i przeciwnych prywatyzacji związkowców z Zespołu Elektrowni Dolna Odra decyzja mogła być tylko jedna: nie dyskutować.

O takich drobiazgach jak prośba o milczenie dla — jak się okazało — zwolenniczki zapłodnień in vitro, kandydatki na pełnomocnika rządu ds. rodziny i kobiet w randze podsekretarza w ministerstwie pracy, Joanny Kluzik-Rostkowskiej czy „zakaz wypowiadania się” na temat powołania Krajowego Centrum ds. Przeciwdziałania Terroryzmowi, jaki minister Dorn wydał pułkownikowi Polko, nie warto nawet wspominać.

Indagowany w tej sprawie premier Marcinkiewicz odpowiedział pytaniem, że „chyba nie mają państwo nic do zarzucenia polityce informacyjnej rządu?”. I dodał, że przecież on sam jest ciągle dostępny „o każdej porze dnia, a nawet nocy”. I, jak zwykle, miał rację, nie sposób się z nim nie zgodzić. Rzeczywiście jest dostępny, wyjaśnia, odpowiada, tłumaczy, obiecuje... Słowem: wszystkiego, wszystkim, wszędzie. Jest złotousty. Co udowodnił ponad wszelką wątpliwość na spotkaniu z radą przedsiębiorczości. Wystarczyły mu ledwie dwie godziny, by krytycznych przedsiębiorców, którzy wątpili, ba, straszyli, byli pełni obaw, zamienić — przynajmniej według deklaracji niektórych z nich — w prawdziwych entuzjastów, zagorzałych zwolenników planów działań rządu premiera Marcinkiewicza. Po słowach już go poznaliśmy. Czekamy na czyny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rząd niemy - premier złotousty