Rząd oszczędza drobniaki

JKW
11-06-2010, 12:47

Reguła wydatkowa, przygotowywana przez Ludwika Koteckiego, wiceministra finansów, będzie dotyczyć tylko 9 proc. wydatków budżetu. Główna reforma finansów publicznych okazała się niewypałem – twierdzą ekonomiści

Ludwik Kotecki, wiceminister finansów
Wyświetl galerię [1/2]

Ludwik Kotecki, wiceminister finansów

Ministerstwa finansów przedstawiło projekt tzw. reguły wydatkowej – kagańca, który ma powstrzymywać wydatki publiczne przed nadmiernym wzrostem. Od przyszłego roku mają rosnąć nie szybciej niż inflacja powiększona o 1 pkt proc. Problem w tym, że zgodnie z planami rządu, ta zasada ma dotyczyć jedynie 9 proc. budżetu centralnego. Pozostałe 92 proc. wydatków może dalej rosnąć znacznie szybciej niż cała gospodarka.

Ostra selekcja
W projekcie przedstawionym wczoraj przez wiceministra Ludwika Koteckiego reguła wydatkowa ma bowiem „kilka” wyjątków. Nie dotyczy wydatków sztywnych budżetu, np. wydatków na wojsko, subwencji dla samorządów, emerytur mundurowych. A tych jest w budżecie 74 proc.
- Nie możemy zmieniać prawa, które dziś funkcjonuje – przekonuje Ludwik Kotecki.
Oprócz wydatków sztywnych, wyjątkami są też koszty obsługi długu publicznego (12 proc.), wszelkie koszty związane z finansowaniem projektów dotowanych z Unii Europejskiej (5 proc.) i składki członkowskie w organizacjach międzynarodowych (0,4 proc.).
- To są wydatki, które trudno jest prognozować lub na które rząd ma niewielki wpływ – wyjaśnia Ludwik Kotecki.
Pod reżimem reguły zostają więc takie wydatki jak koszty administracyjne urzędów czy pensje urzędników. W budżecie na 2010 r. to jest niespełna 30 mld zł – nieco ponad połowa zaplanowanego deficytu. Dlatego, według ekonomistów, znaczenie nowelizacji dla finansów publicznych będzie nieznaczne.
- Reguła będzie obejmować zaledwie 4-5 proc. wydatków całego sektora finansów publicznych. To margines. Nie rozumiem, dlaczego rząd nie chce ograniczać wydatków sztywnych. Wystarczy zmienić ustawy, każdą z osobna – mówi Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów.
- Sama reguła jest dobrym pomysłem, ale w tak okrojonej formie ma znikome znaczenie – dodaje Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas.

Zostajemy w tyle
Według obliczeń resortu finansów, reguła wydatkowa ma przynieść budżetowi 3 mld zł oszczędności w 2011 r. i 5,5 mld zł w 2012 r. Ministerstwo bierze jednak za punkt odniesienia (tzw. wariant alternatywny) wzrost wydatków z lat 2006-2008, kiedy rosły najszybciej, bo gospodarka była rozgrzana.
- Te 3 mld zł to tylko oszczędności na papierze. Taki zysk łatwo wykazać – komentuje Mirosław Gronicki, były minister pracy.
Ekonomiści są tym bardziej zawiedzeni, że reguła wydatkowa była jednym z filarów zapowiadanego na początku roku planu uzdrowienia finansów publicznych. Była też jedyną reformą, która miała przynieść oszczędności w krótkim terminie.
- Reguła przyciągała uwagę, bo była jedynym konkretnym pomysłem przedstawionym przez rząd. Położono na stół jedno danie, które w dodatku okazało się ziarenkiem fasoli – mówi Stanisław Gomułka.
Według planów rządu, deficyt sektora finansów publicznych ma spaść z 7,1 proc. PKB w 2009 r. do 2,9 proc. Taki plan przedstawił w nocie do Brukseli na początku roku. Jeśli nawet reguła przyniosłaby zakładane oszczędności, w przyszłym roku obniżyłoby to deficyt o 0,2 pkt proc., a w 2012 r. o 0,4 pkt. Rząd nie przedstawił dotąd pomysłów na dalsze zbijanie deficytu.
- Niestety konsolidacja finansów państwa nie wygląda dobrze. Brakuje zdecydowanych działań. Cała Europa oszczędza, a my zostajemy w tyle. Prędzej czy później to odbije się na zaufaniu rynków finansowych. Wzrośnie koszt pieniądza, również dla sektora prywatnego – ostrzega Michał Dybuła.

Sztywne rachunki
Resort finansów przekonuje też, że dzięki regule wydatkowej budżet zostanie uelastyczniony – udział wydatków sztywnych ma spaść w ciągu dekady z 74 proc. do 63 proc.
- Wszelkie nowe wydatki sztywne, wprowadzane po wejściu w życie reguły wydatkowej, będą jej podporządkowane. Dzięki temu udział wydatków sztywnych będzie maleć – tłumaczy Ludwik Kotecki.
Te wyjaśnienia nie przekonują jednak ekonomistów. Ich zdaniem wprowadzenie reguły raczej usztywni budżet niż go uelastyczni.
- Nie wiem, jak to możliwe, że hamując wydatki elastyczne, ich udział w budżecie będzie rósł. Tym bardziej, że wydatków sztywnych będzie przybywać, skoro nowe wydatki będą automatycznie usztywnione regułą – mówi Mirosław Gronicki.
- To oczywiste, że po wprowadzeniu reguły, wydatki sztywne będą rosły szybciej niż elastyczne, więc ich udział w budżecie będzie rósł – twierdzi Stanisław Gomułka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JKW

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rząd oszczędza drobniaki