Rząd PiS wyciął w pień interpretacje

Jarosław Królak
14-11-2007, 00:00

Podatnicy rezygnują z wiążących interpretacji, a fiskus też praktycznie przestał je wydawać. To skutek „reformy” minister Gilowskiej.

Firmy straciły z trudem wywalczone gwarancje bezpieczeństwa podatkowego

Podatnicy rezygnują z wiążących interpretacji, a fiskus też praktycznie przestał je wydawać. To skutek „reformy” minister Gilowskiej.

Sprawdzają się najczarniejsze wizje dotyczące przyszłości interpretacji podatkowych, uznanych za największe osiągnięcie ustawy o swobodzie gospodarczej. Okazuje się, że zmiany przepisów, które weszły w życie 1 lipca 2007 r., skutecznie zniechęcają podatników do występowania o „wiążącą”, a organom fiskalnym umożliwiły zwlekanie z ich wydawaniem. Potwierdzają to najnowsze dane z Ministerstwa Finansów (MF). Od lipca do września złożono tylko 3,9 tys. wniosków o interpretacje, a wydano ich zaledwie... 543! W porównaniu z drugim kwartałem oznacza to spadek liczby wniosków prawie o 80 proc., a wydanych interpretacji aż o 96 proc.! Nie brakuje więc ostrych opinii.

Fakty kontra intencje

— Minister Gilowska po prostu zamordowała instytucję wiążących interpretacji podatkowych, która tyle pożytku przynosiła przedsiębiorcom. Przestrzegaliśmy, że takie mogą być skutki zmiany przepisów forsowanych przez rząd — grzmi Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich.

Nie udało nam się uzyskać komentarza resortu finansów.

— Trudno mi powiedzieć, dlaczego nastąpił tak duży spadek liczby składanych wniosków i wydawanych interpretacji. Intencją zmian przepisów było ujednolicenie wydawanych interpretacji w skali kraju i może to właśnie się udaje, skoro jest mniejsze zapotrzebowanie. Należy jednak się przyjrzeć funkcjonowaniu nowych regulacji i jeśli okaże się niedoskonałe, zastanowić się nad ich zmianą — mówi Aleksandra Natalli-Świat, wiceprzewodnicząca PiS.

Było tak pięknie

Wiążące interpretacje prawa podatkowego funkcjonują od 1 stycznia 2005 r. Zostały wprowadzone przez rząd Marka Belki, dzięki usilnym staraniom Rady Przedsiębiorczości, skupiającej największe organizacje pracodawców. W ciągu 2,5 roku do urzędów skarbowych napłynęła fala 160 tys. wniosków. W tym czasie wydano aż 145 tys. interpretacji. Dzięki nim podatnicy mieli pewność rozumienia niejasnego przepisu i jego zastosowania. Dostali gwarancję, że nawet jeśli interpretacja okaże się błędna i zostanie zmieniona, to i tak nie będą musieli płacić zaległego podatku (nie spadną na nich także konsekwencje karno-skarbowe).

Interpretacje pełniły więc rolę swoistego glejtu bezpieczeństwa w sytuacji tak bardzo zagmatwanego prawa podatkowego. Natomiast skarbówka miała pracy co niemiara, bo urzędnicy musieli maksymalnie w ciągu trzech miesięcy wydawać postanowienia. I to zapewne leżało u podstaw pomysłu zmian w systemie. Ministerstwo Finansów, kierowane przez Zytę Gilowską, postanowiło powalczyć o ułatwienie sobie życia. Odebrało urzędom skarbowym prawo do wydawania interpretacji i przekazało je... sobie. Od 1 lipca tego roku w imieniu MF wydają je cztery biura informacji podatkowej. Ponadto interpretacje w dużej mierze przestały być wiążące. Zmiana błędnej interpretacji (z winy urzędnika) już nie chroni przed wpadnięciem w zaległość podatkową. Podatek trzeba zapłacić. Fiskus nie ma też w zasadzie ograniczeń czasowych.

Urzędnicza hydra

— Widać, że urzędnicy odzyskali utraconą władzę. Zmiany z lipca istotnie pogorszyły sytuację podatników. Dlatego tak mało jest składanych wniosków. Interpretacje przestały być wiążące w pewnym zakresie, a do tego trzeba za nie płacić 75 zł. To dla niektórych też jest bariera — mówi Małgorzata Okońska-Zaremba, wiceminister gospodarki, pilotująca w rządzie SLD ustawę o swobodzie gospodarczej.

Dodaje, że po zmianie błędnej interpretacji wpada się w zaległość podatkową, co może być przeszkodą np. w staraniu się o zamówienie publiczne.

— Cóż, odpowiedzialność za złe prawo znowu została przerzucona na barki przedsiębiorców — komentuje była wiceminister.

Podobnie uważa Józef Banach, radca prawny z PricewaterhouseCoopers.

— Zmiany z lipca pogorszyły sytuację podatników. To przyczyniło się do spadku zainteresowania interpretacjami. Resort finansów zaklinał się, że podoła centralizacji tego systemu. Teraz widać, że nie jest w stanie wydawać interpretacji w rozsądnym terminie. Skarbówka nie nadąża po rozprężeniu systemu — mówi Józef Banach.

Nowy rząd musi naprawić błędy poprzedników

Alarmowaliśmy, że forsowane przez minister Zytę Gilowską zmiany w zakresie wiążących interpretacji podatkowych są bardzo niebezpieczne dla tej niezwykle korzystnej dla firm instytucji. Niestety, mieliśmy rację. Przy okazji centralizacji systemu, co argumentowano koniecznością ujednolicenia interpretacji, rozwodniono dobrodziejstwa płynące z „wiążącej”, a w zasadzie wyeliminowano je w sporej części. Tego nie wolno było robić, gdyż stanowiły jeden z największych sukcesów polskich przedsiębiorców. Koniecznie trzeba zachęcić nowy rząd, aby przywrócił stare i sprawdzone zasady, które chroniły podatników przed skomplikowanym, a często złym i niezrozumiałym prawem. Nie może być tak, że to ludzie i firmy ponoszą konsekwencje niejasnych regulacji prawnych.

Mamy też nadzieję, że nowy rząd będzie zwracał szczególną uwagę na tworzenie i uchwalanie przepisów dobrej jakości.

Andrzej Malinowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rząd PiS wyciął w pień interpretacje