Rząd szykuje się do drugiego skoku na OFE

JKW
opublikowano: 26-01-2012, 00:00

Minister finansów znowu grzebie przy II filarze. Troszczy się o emerytów czy chce na papierze naprawiać finanse?

Jacek Rostowski, minister finansów, zapowiada drugi etap strzyżenia OFE. Tym razem ograniczana będzie nie składka trafiająca do funduszy, ale grono osób, które tę składkę będą płacić. Zapowiedział wczoraj, że będzie dążył do tego, by wyłączyć z drugiego filara emerytalnego osoby zbliżające się do emerytury.

— Za dwa lata, przy okazji przeglądu systemu OFE, ważne będzie wprowadzenie mechanizmusprawiającego, że składka do OFE będzie pobierana raczej od młodszych pokoleń, a nie od osób starszych — stwierdził Jacek Rostowski.

Minister tłumaczy te plany troską o wysokość przyszłych emerytur. — Jestem świadom tego, że OFE straciły pieniądze w ostatnich latach — mówił minister.

Jego zdaniem, obecny system emerytalny rodzi ryzyko, że pracownicy, którzy będą przechodzić na emeryturę po latach kryzysu, będą mieli zbyt niskie świadczenia. — Chodzi o to, by nie było problemu nagłego przejścia czy urealnienia tych inwestycji w momencie jakiegoś ostrego spadku na giełdzie — tłumaczył minister.

Gdyby ministrowi chodziło o wysokość emerytur, wprowadziłby propozycje Michała Boniego. Skoro chce przesunąć pieniądze do ZUS, chodzi mu tylko o wykorzystanie pieniędzy przyszłych emerytów do sfinansowania bieżących wydatków.

Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre ClubEkonomiści sądzą jednak, że w rzeczywistości intencją rządu jest przeksięgowanie części z OFE do ZUS, by deficyt finansów publicznych na papierze wyglądał na mniejszy, niż jest w rzeczywistości.

— To jest właściwie ta sama operacja, którą minister Rostowski przeprowadził już w 2011 r. Strumień płynący do OFE zostałby w ten sposób drugi raz ścięty, dzięki czemu oficjalne zadłużenie państwa by spadło. Obecny rząd miałby więc komfortową sytuację, bo czerpałby dochody z OFE i przeznaczał je na bieżące wydatki. W przyszłości byłoby to jednak obciążenie dla podatników — twierdzi Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

Przed rokiem Michał Boni, ówczesny szef doradców premiera, również wysuwał propozycje mające chronić przyszłych emerytów przed skutkami nagłego spadku wartości oszczędności gromadzonych w OFE. Nie było w nich jednak nic o przejmowaniu funduszy przez ZUS. Michał Boni proponował jedynie, by oszczędności emerytalne osób, które zbliżają się do emerytury, były przez OFE inwestowane tylko w bezpieczne aktywa, np. obligacje skarbowe. Pieniądze te dalej byłyby realnym kapitałem w OFE, a nie wirtualnym zapisem w ZUS.

— Gdyby ministrowi finansów chodziło jedynie o wysokość emerytur, wprowadziłby propozycje Michała Boniego. Skoro jednak chce przesunąć pieniądze do ZUS, chodzi mu tylko o wykorzystanie pieniędzy przyszłych emerytów do sfinansowania bieżących wydatków. W zamian minister da ubezpieczonym obietnicę, że przyszłe rządy oddadzą im pieniądze z odsetkami — mówi Stanisław Gomułka. Podobnego zdania jest Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea.

— Nie ulega wątpliwości, że propozycja ministra motywowana jest jedynie bieżącą sytuacją fiskalną, a nie chęcią wyeliminowania ryzyka nagłego spadku wartości emerytur. To jest krok, który na krótką metę poprawia sytuację fiskalną kraju, ale w dłuższym terminie stwarza problemy — mówi ekonomista.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JKW

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu