Sądowy pasztet podlaski

Joanna Barańska
02-03-2007, 00:00

Jak długo można walczyć o przegraną sprawę? Oj, można. Najdłuższy proces w polskim sądownictwie trwa koło pięćdziesięciu lat. Toczy się o podział majątku po rozwodzie. Tym co prawda zajmują się sądy powszechne, które, delikatnie mówiąc, nie słyną ze szczególnego pośpiechu. Ale także w administracyjnych można ciągnąć sprawę przez ładnych parę lat. Ponieważ sądy zdążyły się przez ten czas zreformować i zrobić dwuinstancyjne, to końca na razie nie widać.

Chodzi o pasztet drobiowy „Podlaski” siedleckiego Drosedu. Urząd Patentowy widział już tę sprawę pięciokrotnie, trzykrotnie sąd, ale spór trwa. Choć pasztet tej marki obchodzi w tym roku swoje trzydziestolecie, Drosed postanowił zastrzec nazwę dopiero piętnaście lat temu. Najpierw spotkał się z odmową. Po niespełna dwóch miesiącach markę jednak zarejestrowano i Drosed zaatakował swego konkurenta, Podlaskie Zakłady Spożywcze z Białegostoku, żeby natychmiast przestały nazywać swój pasztet „podlaskim”. Białystok odpowiedział żądaniem unieważnienia marki Drosedu. Urząd odmówił. Sprawa poszła do sądu, ten cofnął ją do Urzędu Patentowego. Urząd zmienił zdanie i powiedział, że podlaski się na markę nie nadaje, bo niesie tylko informację o regionie, z którego konserwa pochodzi. To zaskarżył znowu Drosed, sąd tym razem powiedział, że urząd nie ocenił wszystkich dowodów. Urząd wydał drugą decyzję o unieważnieniu, Drosed znów pobiegł do sądu i zrobił się rok 2007.

Drosed upiera się, że dzięki długiej obecności na rynku jego marka nabyła tzw. wtórną zdolność odróżniającą. Klienci kojarzą „podlaski” wyłącznie z Drosedem, a nie z konkurencją. Dowodem miała być wielkość opakowań, w jakich sprzedawane są wyroby Siedlec i Białegostoku. — My mamy małe eleganckie pudełka, a Białystok wielkie kilogramowe puszki. Przecież nikt nie stawia takiej puszki na stół, tylko odkrawa kawałek i podaje na talerzyku — roztaczał gastronomiczne wizje rzecznik patentowy Drosedu. Miało to pokazać, że klient, widząc przed sobą kawałek konserwy, nigdy się nie dowie, że pochodzi ona akurat z Białegostoku. — Widzisz tę wielką puchę na stole? Mnie się to kojarzy z marmoladą ogólnowojskową — krztusząc się ze śmiechu, szepnął ktoś z ław publiczności.

Warszawski Wojewódzki Sąd Administracyjny zachował powagę i skargę Drosedu oddalił. Oznacza to, że Drosed nie ma zastrzeżonej marki, a Białemustokowi wolno nazywać swój wyrób, jak chce. Ponieważ wyrok nie jest prawomocny, a nad sądem wojewódzkim jest teraz Naczelny Sąd Administracyjny, piszącej te słowa przez czas jakiś pewnie nie zabraknie chleba. Nawet z drobiowym pasztetem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Barańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Sądowy pasztet podlaski