Sami wybiorą, z kim będą inwestować

Agnieszka Berger
opublikowano: 30-08-2006, 00:00

Na początku września PKE poprosi inwestorów o oferty współpracy przy odbudowie elektrowni

Halemba i Blachownia. Lista chętnych pęka w szwach.

Południowy Koncern Energetyczny (PKE), drugi co do wielkości producent energii elektrycznej w Polsce, kończy prace nad memorandum informacyjnym dotyczącym planowanych inwestycji w elektrowniach Halemba i Blachownia. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, powinno być gotowe w pierwszych dniach września. Czy trafi bezpośrednio do inwestorów, którzy odpowiedzieli na kwietniowe ogłoszenie PKE, czy też koncern ogłosi formalny przetarg, nie wiadomo, bo spółka na razie nie chce wypowiadać się na ten temat.

— Na komentarze jest za wcześnie. Ujawnimy szczegóły po zakończeniu przygotowań — ucina Jan Kurp, prezes PKE.

Przypomnijmy, że — jak poinformował koncern — w maju do spółki wpłynęły propozycje aż od 17 zainteresowanych podmiotów (trzynaście ofert dotyczyło Halemby, a dziewięć — Blachowni, niektórych oferentów interesowały oba projekty), wśród których nie zabrakło europejskiej czołówki firm energetycznych. Z naszych informacji wynika, że na liście chętnych do wspólnego inwestowania z PKE znaleźli się prawie wszyscy najwięksi inwestorzy branżowi obecni w Polsce — czeski CEZ (od niedawna właściciel El Skawina i Elcho), francuski EDF (m.in. El Rybnik), belgijski Electrabel (El Połaniec) i niemieckie RWE (Stoen). Wśród zainteresowanych jest też — jak podają nasze źródła — hiszpańska Endesa (niedoszły nabywca Zespołu Elektrowni Dolna Odra) i włoski Enel. Spośród wielkich graczy, którzy mają już aktywa energetyczne w naszym kraju, zabrakło podobno tylko szwedzkiego Vattenfalla (m.in. Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny).

Skąd takie zainteresowanie projektem PKE?

— W Polsce będą potrzebne nowe moce. Zapotrzebowanie na energię stale rośnie, a w 2008 r. zaostrzają się europejskie normy ekologiczne, co spowoduje konieczność wyłączenia wielu przestarzałych elektrowni — mówi Grzegorz Górski, prezes Electrabela Polska.

Lepsze niż green field

Jego zdaniem, inwestycja w PKE jest potencjalnie bardziej efektywna niż green field, bo ze względu na istniejącą infrastrukturę wymaga mniejszych nakładów, a posiadane przez Halembę i Blachownię koncesje na produkcję energii i pozwolenia ograniczają niezbędne formalności.

— To nie oznacza, że już zadecydowaliśmy o przystąpieniu do tego projektu. Do tego jest jeszcze bardzo daleko — podkreśla Grzegorz Górski.

PKE szuka partnerów do realizacji obu przedsięwzięć, bo samodzielnie mógłby nie podołać ich sfinansowaniu. Spółka ma już zadłużenie związane z wcześniejszymi inwestycjami, a do tego w tym roku zaczęła kosztowną budowę dużego bloku energetycznego w Elektrowni Łagisza. Wprawdzie z ogłoszenia wynika, że koncern jest gotowy finansowo partycypować w przedsięwzięciu, można się jednak domyślać, że najwygodniejszy dla niego układ to wniesienie wkładu rzeczowego — m.in. w postaci istniejącej infrastruktury.

Niechciani, ale bogaci

Można się też spodziewać, że potencjalni partnerzy za wyłożoną gotówkę będą oczekiwali znacznych (niewykluczone, że większościowych) udziałów we wspólnych projektach. To może okazać się największą przeszkodą w realizacji przedsięwzięcia. Klimat polityczny nie sprzyja prywatyzacji z udziałem zagranicznych inwestorów, a współpraca przy odbudowie Halemby i Blachowni może zostać zinterpretowana przez niechętnych jej polityków jako wejście niepożądanych partnerów kuchennymi drzwiami. Z drugiej strony, niechciani inwestorzy pomogą rozwiązać problemy z finansowaniem inwestycji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu