Scalanie akcji nie uzdrowi giełdy

  • Michał Błasiński
opublikowano: 26-07-2013, 07:45

Presja, którą GPW wywiera na groszówki, zaczyna przynosić skutek. Jednak akcjonariuszy zdołowanych spółek to raczej nie zbawi.

Na początku lipca władze warszawskiej giełdy zapowiedziały odświeżenie regulacji dotyczących firm, których walory są wyceniane poniżej 1 zł. Dokładny kierunek i zakres zmian nie są jeszcze znane, ale „straszak” zaczyna spełniać swoją rolę.

Pierwszy zareagował Rubicon Partners, którego akcjonariusze 9 lipca podjęli uchwałę o przeprowadzeniu resplitu (scalenia) akcji. Na taki sam krok zdecydował się Bioton, po tym jak akcje zakwalifikowano do segmentu Lista Alertów.

To tylko kosmetyka

Piotr Cieślak, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, chwali inicjatywę GPW. O tym, że problem jest istotny, świadczy fakt, że kurs co dziesiątej spółki z indeksu WIG nie przekracza 1 zł.

— Scalenie to operacja polegająca na podniesieniu wartości nominalnej pojedynczego waloru przy zachowaniu tej samej wielkości kapitału zakładowego. Mówiąc prostym językiem, akcje są łączone, czyli zamiast kilku wydawany jest jeden papier, np. za pięć „starych” akcji inwestor otrzymuje jedną „nową”. W rezultacie spada ryzyko ponadprzeciętnej zmienności kursu i spółka zyskuje też wizerunkowo — mówi Piotr Cieślak.

W przypadku Rubiconu parytet zamiany wyniesie 6:1. Wczoraj za jedną akcję płacono 0,09 zł. Nawet więc po zmianach akcje będą w grupie groszówek, choć zmiany notowań będą już zapewne mniej dynamiczne. Na większy skok zdecydował się Bioton, który podniesie wartość nominalną stukrotnie, co oznacza, że kurs będzie wynosił nie kilka groszy, ale kilka złotych. Analitycy z biur maklerskich są zgodni, że zabieg resplitu z pewnością nie oznacza rozwiązania problemu dotychczasowych akcjonariuszy. Ale lepsze to niż pozostawanie sytuacji w obecnym kształcie.

— Nie oszukujmy się — scalenie akcji to zabieg czysto techniczny. Dla inwestora najważniejsze są fundamenty oraz perspektywa przyszłych wyników finansowych danej firmy, a w tej kwestii przecież nic się nie zmienia — przekonuje Piotr Drozd, specjalista Wood. Wtóruje mu Jakub Szkopek z DI BRE.

— Resplit to operacja przeprowadzana przez spółki postrzegane jako inwestycje podwyższonego ryzyka, które ze względu na ponadprzeciętną zmienność odstraszają potencjalnych inwestorów. W praktyce zabieg ma czysto kosmetyczny charakter. Myślę, że inwestorów bardziej interesuje to, czy Bioton w przyszłości ponownie nie rozwodni kapitału— mówi Jakub Szkopek z DI BRE.

Pozorna poprawa

Opinie analityków znajdują potwierdzenie w giełdowej rzeczywistości. Scalenie ma na celu, podobnie jak operacja splitu, zwiększenie obrotów i zainteresowania walorami danej firmy — jednak w praktyce bywa z tym różnie. Wystarczy spojrzeć na kilka przykładów. W ciągu ostatnich dwóch lat resplit przeprowadziły cztery spółki z głównego rynku: Serinus Energy, Herkules, Wikana oraz UniCredit. Do dzisiaj tylko Herkules jest wyceniany wyżej niż w dniu „zamiany” — kurs zyskał łącznie 50 proc. Kapitalizacja UniCredit, Serinusa i Wikany stopniała odpowiednio o 5, 12 i 57 proc.

Warto podkreślić, że w żadnym z przypadków nie zaobserwowano wyraźnego zwiększenia wartości obrotów. Dużo większą popularność resplitu można zaobserwować na NewConnect. Licząc od początku 2011 r., kilkanaście firm zdecydowało się zwiększyć wartość nominalną akcji. Niestety w większości przypadków notowania ponownie zanurkowały, a obroty pozostają znikome. Na plusie są jedynie walory Kupca, które zyskały łącznie 10 proc. Prawdziwym rodzynkiem jest PCZ — kapitalizacja spółki wzrosła o połowę i za jeden papier trzeba zapłacić 30 zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Błasiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy