Sieci przerobią Polaków na fit

  • Alina Treptow
opublikowano: 13-06-2012, 00:00

Na polski rynek wchodzi McFit, niemiecki potentat z branży fitness. To niejedyna sieć, która liczy, że Polacy złapią za hantle i sztangi

— Siłownia to dobry biznes. Nie ma lipy. Będą klienci, będzie siła — tak by powiedział hardcorowy Koksu, czyli ulubieniec internautów Robert Bruneika.

Przedsiębiorców przekonywać nie musi. Nad Wisłą w kluby fitness chcą inwestować nie tylko rodzime firmy, ale też zagraniczne. Pazury ostrzy sobie niemiecka sieć McFit. To jeden z największych graczy działających za Odrą, który ma ponad 150 placówek, działających często przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. W połowie maja McFit Poland został wpisany do KRS. Szefem na Polskę będzie Adam Śliwiński, związany z niemieckim koncernem od listopada. Spółka potwierdza zainteresowanie polskim rynkiem, ale nie chce ujawnić szczegółów.

— Projekt jest we wstępnej fazie — ucina Claudia Kintscher z niemieckiego biura McFit.

Przyzwyczajenia klientów

Ale w branży wieść o wejściu Niemców, którzy rynek podbijają niskimi cenami, jest głośna. Czy konkurenci zwierają szyki przed nowym rywalem? Twierdzą, że nowemu graczowi łatwo nie będzie.

— Już dzisiaj na rynku jest dość ciasno, a McFit stawia na niskokosztowe placówki.Pytanie, czy polscy klienci, którzy są przyzwyczajeni raczej do wysokiego standardu, przekonają się do takich klubów — mówi Mikołaj Nawacki, właściciel sieci Calypso Fitness Club.

Robert Kamiński, dyrektor ds. rozwoju produktu w Benefit Systems, uważa, że model sprawdzony za Odrą nie musi odnieść sukcesu nad Wisłą. Zwraca uwagę, że całodobowe siłownie, których jest nad Wisłą kilka, nie przyciągnęły tylu klientów, ile analogiczne placówki u sąsiadów.

— Polski rynek jest specyficzny. Z jednej strony wydaje się, że jest perspektywiczny, bo z tego typu usług korzysta zaledwie 2-3 proc. społeczeństwa, podczas gdy w Niemczech 7—8 proc. Z drugiej strony Polacy są raczej społeczeństwem pasywnym, wolny czas wolą spędzać przed telewizorem niż na rowerze górskim — uważa Robert Kamiński.

Rozdrobniony rynek

Polski rynek jest bardzo rozdrobniony. Według szacunków Benefit Systems, nad Wisłą działa nawet 5 tys. placówek, ale sieci jest zaledwie kilka. Nic dziwnego, że zainteresowały się nim fundusze private equity — według naszych informacji kilka lat temu o krok od kupna sieci był Enterprise Investors. Ale dotychczasowe doświadczenia nie napawają optymizmem. Choćby historia Gymnasionu, w który zainwestował fundusz Totmes. Nie pomogła magia nazwisk założycieli — Jacka Wszoły, mistrza olimpijskiego w skoku wzwyż, Ireneusza Wesołowskiego, rekordzista Polski w skoku wzwyż, Stefana Tatarka, byłego kanclerza BCC, i Mariusza Czerkawskiego — najlepszego polskiego hokeisty — i dwa lata temu złożył wniosek o upadłość. Sił w biznesie spróbował też Andrzej Supron, znany zapaśnik, który od kilku lat prowadzi sieć ProActiv.

Polscy przedsiębiorcy muszą się zmagać nie tylko z lenistwem rodaków, ale również z zagranicznymi koncernami. Ruszyły one na podbój polskiego rynku kilka lat temu — sześć lat temu ekspansję rozpoczął koncern Holmes Place Poland (HPP). Anglicy otworzyli trzy placówki w Warszawie i zapowiadali, że w kolejnych latach grupa rocznie będzie się powiększać o 3-5 klubów. Planów nie udało się jednak zrealizować i HPP nadal ma w Polsce trzy placówki. Sieć Pure Health and Fitness (PHF) z 26 placówkami jest liderem polskiego rynku. Pod koniec 2013 r. ma ich być już prawie dwa razy tyle.

— W przyszłym roku chcemy otworzyć 20 klubów — zapowiada James Balfour, szef PHF.

Początki sieci, która oprócz Polski działa też w Czechach, Turcji i Rumunii, nie były łatwe. W 2010 r. miała 32 mln zł przychodów i blisko 7 mln zł straty netto. Jak jest teraz? James Balfour podkreśla, że PHF może pochwalić się dobrą sytuacją finansową, ale o dokładnych wynikach nie chciał informować. Polscy konkurenci depczą PHF po piętach. Ekspansję zapowiadają m.in. Calypso Fitness, Fitness Academy i Fabryka Formy. Spółki mają silne zaplecze, ponieważ we wszystkie trzy zainwestował giełdowy Benefit Systems.

Fabryka Formy do końca roku ma mieć trzy kluby w Poznaniu. W kolejnych latach będzie otwierała dwie — trzy placówki. Jeszcze ambitniejsze plany ma warszawskie Calypso, które do końca 2012 r. ma mieć 13 klubów (teraz 11).

— W ciągu najbliższych kilku lat będziemy otwierać rocznie trzy — pięć klubów. Inwestycje będziemy finansować m.in. funduszami własnymi. W przyszłości — w ciągu najbliższych pięciu lat — nie wykluczamy też debiutu na GPW — zapowiada Mikołaj Nawacki.

OKIEM EKSPERTA

Kluby mogą odczuć kryzys

KRZYSZTOF PUCHALSKI

socjolog zdrowia w SWPS

Trudno powiedzieć, czy liczba Polaków uprawiających sport rośnie, spada, czy się utrzymuje. Jedne badania pokazują, że liczba aktywnych osób od kilku lat utrzymuje się na tym samym poziomie, inne, że moda na zdrowy tryb życia skłoniła rodaków do prowadzenia bardziej aktywnego trybu życia. Statystyki pokazują, że co czwarty Polak regularnie uprawia jakieś sporty choć zaledwie kilka procent korzysta ze zorganizowanej aktywności. Warto jednak spojrzeć, kto dzisiaj uprawia sport — głównie młodzi, wykształceni członkowie klasy średniej. Jeśli ich sytuacja finansowa zostanie zagrożona — np. przez kryzys finansowy — sprzedaż pakietów może spaść. Z pomocą może przyjść najbardziej atrakcyjna dla przedsiębiorców grupa, czyli osoby, które już ćwiczą, mają pakiety, ale nie korzystają z nich regularnie. Dzisiaj stanowią około 30 proc. Ich już nie trzeba przekonywać, że sport to zdrowie, trzeba ich tylko namówić, żeby w siłowni pokazywali się częściej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy