Silnym dodane, słabszym odebrane

  • Materiał zewnętrzny
opublikowano: 11-04-2019, 22:00

Ocena kondycji polskiej branży bankowej

W Polsce panuje doskonała koniunktura, ale w większym stopniu korzystają na tym pracownicy niż właściciele firm. I widać to w przypadku banków. Wprawdzie zyski sektora bankowego rosną, ale wskaźniki obrazujące zyskowność biznesu wcale się nie poprawiają. Wynika to z wielu przyczyn, częściowo o charakterze makroekonomicznym, częściowo regulacyjnym. W sektorze bankowym widać również inne zjawisko charakteryzujące gospodarkę polską w ostatnich latach — duże firmy radzą sobie lepiej niż małe. Duże banki, korzystające na efektach skali, są w stanie poprawiać zyskowność i obniżać wskaźniki kosztów, mniejszym idzie to znacznie trudniej. Stąd presja na konsolidację w sektorze bankowym oraz obawy o kondycję banków spółdzielczych. Dlatego mimo ogólnie bardzo wysokiej stabilności sektora finansowego obawy o to, co się stanie ze słabszymi bankami, gdy wody dobrej koniunktury opadną, wydaje się uzasadnione. Szczególnie że w dłuższej perspektywie nie należy wykluczać zejścia stóp procentowych w Polsce w pobliże zera. Patrząc na sytuację finansową banków, warto zacząć od pewnie najważniejszego wskaźnika obrazującego ekspansję sektora — czyli wielkości aktywów. Aktywa w relacji do PKB od kilku lat stoją w miejscu, a po uwzględnieniu dostosowań o zmiany kursu walutowego nawet lekko spadają. W 2018 r. aktywa sektora bankowego wynosiły 90,2 proc. PKB, czyli nieznacznie więcej niż przed rokiem, co wynika głównie z deprecjacji złotego wobec franka. Generalnie podobny poziom wskaźnika aktywa/PKB utrzymuje się od 2014 r.

Dlaczego? Można próbować wyjaśniać ten problem, analizując zmiany popytu na kredyt oraz ingerencję regulacji. Jednak najlepiej tłumaczy to zmiana paradygmatu dotyczącego oceny roli banków w gospodarce. Przed dekadą panowało przekonanie, że im większy sektor bankowy, tym lepiej dla gospodarki. Po kryzysie wśród ekonomistów i regulatorów na świecie nastąpiła zmiana patrzenia na rolę banków, pojawiało się coraz więcej analiz wskazujących, że ekspansja aktywów bankowych powyżej 100 proc. PKB jest groźna. Polska akurat ze swoim sektorem bankowym znalazła się w idealnym punkcie, relacja aktywów do PKB w kraju została uznana za optymalną nawet przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Nikt oczywiście nie kieruje się takimi opiniami w decyzjach biznesowych, ale w praktyce ani politycy, ani regulatorzy, ani pewnie sami bankowcy nie chcieliby widzieć w Polsce dużo większego sektora bankowego. A ile z tych aktywów udaje się bankom wyciągnąć dochodów? Przez kilka lat banki systematycznie podnosiły marże odsetkową i prowizyjną, by zrekompensować sobie wzrost stawek podatkowych oraz niskie stopy procentowe. Jednak w 2018 r. ten proces uległ wyraźnemu spowolnieniu. Uproszczona marża odsetkowa, czyli relacja wyniku z odsetek do aktywów całego sektora nie zmieniła się w 2018 r., a marża prowizyjna wręcz się obniżyła. Wpłynęło na to zapewne kilka czynników.

Wysoka konkurencja o depozyty, które dużą falą odpływają do funduszy rynku pieniężnego, co rusz zmusza banki do oferowania atrakcyjnych ofert. Swoje zrobiły też problemy banku Getin Noble, który przez dwa ostatnie miesiące ponosił kolosalne straty w wyniku kryzysu wizerunkowego związanego z aferą korupcyjną w KNF. Nie można wreszcie nie doceniać roli rosnącej konkurencji technologicznej — przenoszenie większej liczby transakcji kredytowych i depozytowych do internetu sprawia, że konkurencja na rynku rośnie, a w takich warunkach coraz trudniej podnosić marże. Jeżeli jednak nie udaje się wycisnąć dużo więcej po stronie marż odsetkowych i prowizyjnych, to wynik można poprawić dzięki redukcji kosztów. I wiele banków robi to z powodzeniem. Ale są to głównie większe banki komercyjne. Wskaźniki kosztów do dochodów w takich bankach obniżyły się średnio o 0,5 pkt proc. Koszty administracyjne i pracownicze zwiększyły się tylko o 2,5 proc., co przy 7,5-procentowym wzroście płac w gospodarce wydaje się wynikiem wyjątkowo dobrym (dla właścicieli; gorzej z pracownikami).

Słabiej z analogicznymi kosztami radziły sobie banki spółdzielcze, w których zwiększyły się one o 3,5 proc. Po tej różnicy dobrze widać, jak istotne w bankowości są efekty skali. Duże banki się cyfryzują, optymalizują procesy, a małe banki muszą prowadzić biznes tradycyjny. Ponieważ po stronie marż nastąpiło lekkie pogorszenie, a po stronie kosztów nieznaczna poprawa, wskaźniki zyskowności całego sektora prawie się nie zmieniły. Zwrot z aktywów utrzymał się na poziomie 0,8 proc., ale zwrot z kapitału pozostał na poziomie 7,4 proc. Przy czym banki komercyjne lekko poprawiły swoje wskaźniki, a w bankach spółdzielczych nieznacznie się one pogorszyły. Obserwujemy zatem w sektorze bankowym dywergencję. Ogólne wyniki sektora rosną w tempie zbliżonym do PKB, co wynika ze stabilizacji aktywów w relacji do PKB i wskaźników zyskowności. Ale jednocześnie duże banki komercyjne rosną szybciej od średniej, a mniejsze banki — w dużej mierze spółdzielcze — wolniej od średniej. Z jednej strony, można powiedzieć, że takie są naturalne siły gospodarcze: efekty skali i postęp technologiczny promują duże instytucje, te z kolei są w stanie zaoferować tańsze produkty. Z drugiej strony czyż do niedawna cały świat nie zadawał sobie pytania, co zrobić z bankami, które są zbyt duże, by upaść?

Ignacy Morawski, dyrektor działu raportów i analiz Bonnier Business Polska szef platformy SpotData

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu