Sine qua non Parker

Weronika A. Kosmala
24-04-2016, 22:00

Sine Qua Non to najdroższe kalifornijskie wina, a dosłownie — „niezbędny składnik”. Wątek Roberta Parkera i spekulantów nasuwa się od razu.

Mimo że wpływowy krytyk już od dawna odgrażał się, że ocenianie bordoskich win pozostawi młodszemu następcy, moment, w którym rzeczywiście zaczął to postanowienie realizować, wyraźnie zaskoczył część inwestorów. Branżowe portale, zamiast publikować noty przejmującego ster Neala Martina, intensywnie drążą teraz konsekwencje zapowiadanego od miesięcy ruchu Parkera, który od tej pory oceniać ma już tylko wina z Kalifornii. Dla tych bordoskich punkty przyznane wcześniej będą więc jeszcze bardziej „sine qua non” niż do tej pory, a dla kalifornijskich — mogą się okazać „warunkiem niezbędnym” do spekulacji rodem z Bordeaux.

WZIĘTY ADWOKAT:
Zobacz więcej

WZIĘTY ADWOKAT:

Zanim Robert Parker poświęcił się prowadzeniu słynnego „The Wine Advocate”, przez ponad 10 lat pracował w kancelarii prawniczej. Jak wynika z jego ostatnich wypowiedzi, po erze orzekania w Bordeaux będzie osądzał wina z Kalifornii. ARC

Pollice verso

Efekt rynkowy, jaki może przynieść zmiana noty Parkera o jeden punkt, może być dla mniej wprawionych inwestorów trudny do wyobrażenia. Wyroki, które krytyk wydaje w swoim 100-punktowym rankingu, przekładają się na ceny z giełdy Liv-ex tak klarownie, że zależność bywa nawet czasem obiektem kpin winiarskiego środowiska. Wiadomość, że ilość bordoskich win z wysokim wynikiem w tych tabelach jest ostatecznie ograniczona, prawdopodobnie skłoni więc inwestorów do większego zainteresowania tym, co pozostało — i najpewniej będzie drożało. Zrezygnowanie z oceniania okazałoby się wtedy równie sprzyjające zwyżkom, co samo ocenianie, chociaż na efektywność tego drugiego Robert Parker zdążył już dostarczyć wielu spektakularnych przykładów. Raport, w którym krytyk odnieść się miał ponownie do 10-letniego rocznika 2005, zaplanowany był na połowę ubiegłego roku, ale zwiększenie popytu, obserwowane z półrocznym wyprzedzeniem, spowodowało wzrost cen, zanim jeszcze wina zostały ocenione. Zależnie od okoliczności, rozbudzanie apetytu inwestorów może się jednak odbywać i powoli, i w kilka dni czy nawet godzin. Kiedy podczas obiadu w château Haut Bailly Parker został poczęstowany winem z rocznika 2009, skrzynka kosztowała na giełdzie Liv-ex 775 GBP — trzy dni po opublikowaniu wiadomości, że wino smakowało, cena była wyższa o ponad 45 proc., a teraz wynosi prawie 1,6 tys. GBP, czyli o kolejne kilkaset funtów więcej. Pod względem szybkości samej reakcji rekordzistą byłby jednak rocznik 2010 bordoskiego Montrose, bo chociaż jego ceny konsekwentnie spadały, podniesienie noty o punkt spowodowało, że odbudowanie straty z całego roku było właściwie kwestią kilku godzin.

Dziewiczy rynek

Podczas gdy w rozbudowanej machinie en primeur bordoskie wino oferowane jest przez kilkuset producentów, w Napa uczestników takiej kampanii byłoby może kilkudziesięciu. Handlowanie tzw. winnymi futuresami — czyli niezabutelkowanym winem przed oficjalnym wprowadzeniem na rynek — odbywa się w Kalifornii i na mniejszą skalę, i na zupełnie innych, bardziej przejrzystych zasadach. Na okoliczność wcześniejszej sprzedaży przeznacza się, według „Decantera”, zwykle do 15 proc. rocznika, a obniżka względem ceny po zabutelkowaniu ustalana jest od razu na poziomie 10-20 proc., co ewidentnie nie rozpala wyobraźni spekulantów. Niewinność, zwłaszcza na tle niepoprawnie zawyżonych cen bordoskich, może jednak przyciągać, o ile tylko stanie za nią stosowny autorytet — a w tym temacie nikt nie mógłby się sprawdzić bardziej niż właśnie Robert Parker. 100-puntktowa skala, jaką opracował, oceniając głównie trunki z Bordeaux, okazała się skuteczna nie tylko dlatego, że służyła cenionemu ekspertowi, ale przede wszystkim z powodu przełomowej prostoty. Możliwość porównywania kolekcjonerskich win na podstawie łatwych liczbowych zestawień rodzi pokusę, żeby towarzyszących im trudnych opisów nie czytać już wcale, a taki model podejmowania inwestycyjnych decyzji prowadzi to tego, że spora grupa postępuje na rynku jednakowo. Teraz jej uwaga skierowana zostanie za ocean, a jak wynika z branżowych komentarzy, tylko tego kalifornijskim winnicom brakowało, bo warunki klimatyczne i jakościowe są w zasadzie spełnione. Jak uważa ekspert Matt Kramer z „Wine Spectatora”, podejrzenia, że w słynącej z nasłonecznienia Kalifornii jest zdecydowanie za gorąco na uprawę winorośli, są bezpodstawne, szczególnie że w długoterminowej perspektywie nieuniknionych klimatycznych zmian prawdziwie radykalnie pogoda ma się zmienić dopiero we Francji. Na razie o kalifornijskim rynku jeszcze nie mówi się aż tyle, co o bordoskim, ale proporcja dobrych wieści do niepożądanych bywa zaskakująco korzystna dla winnic z USA — jeśli więc inwestorzy zareagują na decyzje Parkera z oczekiwanym entuzjazmem, grona nietknięte do tej pory przez spekulantów obrodzić mogą na miarę „Like a virgin” kasowymi amerykańskimi przebojami.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Sine qua non Parker