SITA bierze więcej, a Alba– za więcej

  • Anna Pronińska
opublikowano: 02-07-2013, 00:00

Zwycięzcy i przegrani miejskich przetargów śmieciowych są zgodni — stawki oferowane przez firmy były zbyt niskie

Kurz wywołany wejściem w życie ustawy śmieciowej powoli opada. Z chaosu zaczyna wyłaniać się obraz rynku, na którym w największych miastach główne role będą grać zagraniczne koncerny, choć sporo do powiedzenia będą miały też rodzime firmy: zarówno prywatne, jak i samorządowe. Sprawdziliśmy, kto wygrał przetargi w miastach należących do Unii Metropolii Polskich.

>>Zobacz infografikę:

I choć Warszawa oraz Poznań nie rozstrzygnęły postępowań, to już można wskazać największych beneficjentów zmian w prawie. W dziesięciu miastach przetargi wygrały dwa międzynarodowe koncerny: SITA należąca do grupy Suez Environnement oraz Remondis. Pierwszy wygrał 15 postępowań w pięciu miastach (zdobywając praktycznie cały Gdańsk), drugi — osiem w czterech miastach (sukcesy m.in. w Bydgoszczy i Łodzi).

Przychody SITA Polska z tego tytułu wyniosą prawie 200 mln zł, a spółek Remondisu prawie 110 mln zł. Gdyby patrzeć jednak tylko na wartość umów, absolutnym zwycięzcą jest Alba, polska spółka międzynarodowego koncernu. Wystarczyło wziąć udział w śmieciowej bitwie o Wrocław. Konsorcja z udziałem Alby w ciągu trzech i pół roku zainkasują prawie 750 mln zł.

— Przetargi w dużych aglomeracjach wygrały firmy, które od lat tam funkcjonowały. Ale dobrze się stało, że firmy lokalne nie zostały „skasowane” przez koncerny. Zielona Góra, Inowrocław czy Włocławek — tam wygrały firmy samorządowe — mówi Dariusz Matlak, prezes Polskiej Izby Gospodarki Odpadami (PIGO).

— Nasz wynik oceniam bez euforii, bo np. w Łodzi wzięliśmy tylko jeden sektor, i to w konsorcjum. Podobnie było w Krakowie. Już dawno temu mówiliśmy, że zarzut, jakoby duże koncerny wzięły cały rynek i zniszczyły małe firmy, jest chybiony. To raczej duże firmy straciły więcej w wyniku zmian. Większość przetargów w Polsce wygrały małe firmy, dając niskie ceny — mówi Jean-Michel Kaleta, prezes SITA Polska.

Polityka i ceny

Firmy prywatne chętnie tworzyły konsorcja z publicznymi. Tak stało się m.in. w Krakowie, Łodzi, Rzeszowie.

— Staraliśmy się wchodzić w alianse, jeśli tylko pojawiała się taka możliwość — mówi Grzegorz Czechoński, dyrektor z Remondis Warszawa. — W Łodzi nie byliśmy obecni, a udało się powiązać nasz potencjał z miejskim MPO, który od lat obsługuje miasto — dodaje prezes SITA Polska.

— Okazuje się, że nie trzeba na rynku toczyć zażartych walk i udowadniać wszystkim na siłę, kto tu rządzi — komentuje Dariusz Matlak. Ale firmy nie czują się wcale wygrane — oczywiście z powodu cen. Według prezesa PIGO, w dużych miastach nie grożą one katastrofą — nie zbankrutują ani dostawca usługi, ani samorząd. Dariusz Matlak przyznaje, że nielicznymi wyjątkami (Słupsk) przetargowe ceny były niższe niż budżety miast.

— Bywa, że gminy przyjmowały bardzo niskie stawki, ale o tym decydowała polityka. Także mniejsze firmy oferowały bardzo niskie ceny i tam będą kłopoty, bo za takie kwoty nie da się zagospodarować odpadów — uważa Dariusz Matlak. — W niektórych przypadkach ceny były poniżej kosztów przetwarzania w instalacjach. Co dalej? Odpady trafią do lasu, a ustawamiała przecież uszczelnić system — mówi Jean-Michel Kaleta.

Byś czarno widzi

Także firma Byś, która zainwestowała w nowoczesną instalację do przekształcania odpadów komunalnych, uważa, że nie da się zorganizować zbiórki i właściwego zagospodarowania odpadów za kwoty z przetargów.

— Startowaliśmy w regionie warszawskim i nic nie wygraliśmy, bo mamy wyższe ceny, uwzględniające zagospodarowanie odpadów w naszej nowej instalacji do ich przetwarzania. Czujemy się ofiarami nowej ustawy, bo przez nią stosowane są dumpingowe stawki, 2-3 razy niższe niż dotychczas. Do tej pory koszt zagospodarowania tony odpadów w instalacji wynosił 500 zł, w przetargach wychodzi 200 zł. Nawet odwiezienie na składowisko jest droższe. Odpady nie trafią do przerobu, ale na nielegalne składowiska — twierdzi Wojciech Byśkiniewicz, właściciel firmy Byś. Jego zdaniem, tam, gdzie wygrały miejskie firmy, poniosą one straty. Samorządy będą do nich dokładać.

— Liczy się tylko cena, a nie posiadane instalacje. Prawdopodobnie będziemy musieli zamknąć zakład — mówi Wojciech Byśkiniewicz.

20 czarnych owiec

Zdecydowana większość gmin zdała egzamin z wprowadzania nowego sytemu śmieciowego — tak uważa Marcin Korolec, minister środowiska, choć zaznacza, że część zrobiła to rzutem na taśmę. W sumie tylko 20 samorządów nie przeprowadziło postępowań przetargowych na odbiór śmieci. W tym gronie są m.in. Sopot, Łapy i Czorsztyn. Minister uważa, wbrew obawom firm, że system będzie szczelniejszy.

— Od dzisiaj wszyscy obywatele będą uiszczać opłatę śmieciową. Statystyki mówią, że prawie jedna czwarta Polaków nigdy nie zapłaciła za odbiór śmieci. Odpady lądowały w rowach, lasach bądź były spalane — podkreśla minister. Dzięki nowym przepisom mają trafić do ponownego przetworzenia. Obecnie ponad 70 proc. śmieci trafia na wysypiska, np. w Niemczech — tylko około 0,5 proc., najmniej w całej Europie. Marcin Korolec dodał, że nowe regulacje będą też korzystne dla gospodarki.

— Mamy już w Polsce firmy, które na podstawie surowców wtórnych, np. plastików, wytwarzają alternatywne paliwa — powiedział minister środowiska. [DI, PAP]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy