Skąpią z budżetem na drogi

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 19-03-2007, 00:00

Drogowa dyrekcja i firmy znów spierają się o koszty budowy dróg. Oficjalne szacunki często nie przystają do realiów rynkowych.

Inwestycje Państwo rzadko uwzględnia wzrost kosztów robót

Drogowa dyrekcja i firmy znów spierają się o koszty budowy dróg. Oficjalne szacunki często nie przystają do realiów rynkowych.

Firmy budowlane zarzucają Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), że kiepsko i zbyt wolno waloryzuje kosztorysy inwestycji. W efekcie od miesięcy w większości przetargów powtarza się ten sam scenariusz — dyrekcja ogłasza konkurs, otrzymuje oferty znacznie wyższe od kosztorysu, kasuje więc przetarg i rozpisuje nowy, w którym uwzględnia już ceny proponowane przez wykonawców. Może lepiej byłoby od razu urealnić kosztorysy? Nic z tego.

Wybiórcza waloryzacja

Kilka dni temu pojawił się załącznik do rządowego rozporządzenia o tegorocznych wydatkach z Krajowego Funduszu Drogowego (KFD). Fakt —część kosztorysów została urealniona, ale część pozostała na poziomie ubiegłorocznym albo nawet sprzed dwóch lat.

— Nie możemy zwiększyć wszystkich szacunków, bo przecież nie we wszystkich kontraktach ceny muszą wzrosnąć — twierdzi Artur Mrugasiewicz z biura prasowego GDDKiA.

Urealniono m.in. wycenę kontraktów na budowę autostrady A4 Wielicka — Szarów oraz obwodnic Biecza, Augustowa i Wasilkowa. Bez zmian zostały kosztorysy drogi S2 wiodącej z podwarszawskiego węzła Konotopa do Puławskiej czy priorytetowej dla rządu trasy Szczecin — Gorzów Wielkopolski. Czy słusznie — przekonamy się wkrótce, bo 19 marca mija termin składania ofert na drugi z tych kontraktów. Wykonawcy są przekonani, że wybiórcze urealnianie kosztorysów może skończyć się kolejnym opóźnieniem inwestycji.

— Dyrekcja zaczyna działać, kiedy pali jej się grunt pod nogami. Nie ma co liczyć na niskie ceny ze strony wykonawców — mówi Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

Przemysław Maliszkiewicz z firmy drogowej Mota Engil twierdzi, że dyrekcja powinna tak układać kosztorys, by w każdym kontrakcie mieć 20 proc. rezerwy np. na wypadek wzrostu cen. To może się okazać potrzebne, bo Dariusz Słowiński, prezes Strabaga, jest przekonany, że ceny materiałów budowlanych nadal będą rosły. Dyrekcja liczy jednak na to, że choć część przetargów uda się rozstrzygnąć po starych, niższych, cenach. W ubiegłym roku według starych kosztorysów rozstrzygnięto na przykład przetargi na A1 Sośnica — Bełk i A4 Zgorzelec — Krzyżowa. W pierwszym grecka firma J&P Avax wchodziła na nasz rynek, więc starała się proponować lepsze ceny niż zadomowieni gracze. Ale w przypadku A4 wygrani już zaczynają mówić o korygujących cenę aneksach.

Cenowa dowolność

Oby nie skończyło się tak jak na A2 Konin — Stryków, gdzie firmy złożyły niskie oferty cenowe, później zaś przedstawiły aneksy. Część z nich dyrekcja przyjęła, a część odrzuciła. Trwa arbitrażowa batalia. Co gorsza, trudno nawet ocenić, ile właściwie kosztowała ta inwestycja. W załączniku do rozporządzenia o KFD z 2005 r. dyrekcja wpisała bowiem wartości kosztorysowe znacznie wyższe niż oferty wykonawców. W 2006 r. liczby zostały zweryfikowane i były zbliżone do ofert. W rozporządzeniu tegorocznym kosztorysy na niektóre pododcinki trasy Konin — Stryków pozostały takie same jak w ubiegłorocznym, a niektóre nawet są niższe. A przecież dyrekcja przyjęła część aneksów. Obecnie nie chce komentować sprawy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu