Skarbówka ostrzy zęby na e-handel

Jarosław Królak,KL
opublikowano: 03-02-2009, 00:00

Urzędnicy skarbowi łatwo dobiorą się do skóry zarabiającym w sieci bez płacenia podatków. Na nielegalnych handlarzy padł blady strach.

Na portale posypią się kary za brak współpracy z fiskusem

Urzędnicy skarbowi łatwo dobiorą się do skóry zarabiającym w sieci bez płacenia podatków. Na nielegalnych handlarzy padł blady strach.

Niedługo może skończyć się hossa dla nielegalnego handlu w internecie. Ministerstwo Finansów (MF) chce nieskrępowanego dostępu do danych identyfikujących osoby podejrzane o prowadzenie w sieci niezarejestrowanej działalności gospodarczej i unikające płacenia podatków. Jeżeli np. Allegro.pl, nasz lider e-handlu, nie udostępni informacji o interesującej urzędników transakcji, nie poda imion, nazwisk, adresów i kont bankowych osób sprzedających i kupujących, to zapłaci kary. W ten oto sposób resort finansów chce wymusić współpracę.

— Skala szarej strefy w internecie jest ogromna i narasta z każdym rokiem. To się po prostu opłaca, ponieważ wykrywanie tego procederu jest praktycznie zerowe. Organy skarbowe powinny wreszcie zacząć sobie z tym radzić — mówi Stanisław Stec, były szef kontroli skarbowej.

Eksperci twierdzą, że wyposażenie skarbówki w tak wielkie uprawnienia może skutecznie odstraszyć od działania w internetowej szarej strefie i nakłonić kombinatorów do rejestrowania działalności gospodarczej. Sęk w tym, że i Bogu ducha winni kupujący na aukcjach czy w sklepach internetowych trafią do "czarnej bazy" fiskusa.

Koniec cierpliwości

MF twierdzi, że planowana akcja zwiększy skuteczność postępowań podatkowych oraz dochody budżetu państwa. Nie ma się co dziwić, że w internecie fiskus chce znaleźć dodatkowe pieniądze. Szacuje się, że roczne obroty w sieci mogą już sięgać kilkunastu miliardów złotych. Niemała część z nich nie jest opodatkowana. Jednak fiskus nie kontroluje tego handlu. W 2007 r. na 12,4 tys. wszystkich kontroli skarbowych w całym kraju jedynie 145 (1,1 proc.) dotyczyło podmiotów handlujących w sieci. Na 1,9 mld zł wszystkich stwierdzonych uszczupleń podatkowych te internetowe wyniosły tylko 4,1 mln zł. Kropla w morzu. Resort finansów chce sięgnąć po znacznie więcej (jeszcze nie oszacował spodziewanych zysków).

— Pomysł jest zasadny. Handlowanie w internecie, szczególnie w sposób ciągły i na większą skalę, bez uiszczania podatków uderza po kieszeni firmy działające legalnie. Urzędnicy skarbowi będą mogli bez żadnego uzasadnienia domagać się od portali informacji o transakcjach i osobach ich dokonujących. Nawet gdy nie będą mieli podstaw podejrzewać łamania prawa. Ot, taka masowa prewencja, ale dająca możliwość skuteczniejszej walki z szarą strefą — mówi Paweł Tomczykowski, doradca podatkowy w kancelarii Ożóg i Wspólnicy.

Podobnie twierdzi Arkadiusz Michaliszyn, doradca podatkowy w CMS Cameron McKenna.

— To wygląda wręcz na planowaną ofensywę na internet. Nie ulega wątpliwości, że organy skarbowe powinny lepiej ścigać łamanie prawa w sieci. Jednak wielu ekonomistów uważa, że szara strefa, w pewnych rozsądnych rozmiarach, może być korzystna dla całej gospodarki, gdyż generuje obroty, zwiększa konsumpcję i daje ludziom zatrudnienie — mówi Arkadiusz Michaliszyn.

Portal odmawiający urzędnikowi informacji zapłaci karę wysokości 2,6 tys. zł. Może i niedużo, ale…

— Taka kara groziłaby za brak jednej żądanej informacji. Organy skarbowe zapewne będą żądać tych informacji na masową skalę, więc zagrożenie finansowe wzrośnie lawinowo — dodaje Paweł Tomczykowski.

Już się boją

Udało się nam porozmawiać z osobami stale handlującymi w sieci bez płacenia podatków.

— Od roku sprowadzam z Chin markowe ubrania. Nie mam problemów z ich sprzedażą np. na Allegro. Nie płacę podatków, zarabiam na tym dosyć sporo. Nigdy nie miałem żadnej kontroli. Teraz nie wiem, co dalej robić. Zaczynam się obawiać i chyba zalegalizuję działalność — mówi zastrzegający anonimowość rozmówca z Olsztyna.

Inny podobnie.

— Importuję z USA i Chin różne towary, najczęściej tekstylia. Nie ma co dalej ryzykować. Założę legalną działalność. I tak wyjdę na swoje — zwierza się mężczyzna z Rzeszowa.

8,1

mld zł Tyle — według IAB — wyniosła wartość polskiego rynku e-commerce w 2007 r. Grubo ponad połowę tej kwoty wygenerowały platformy aukcyjne. Eksperci szacują, że w ubiegłym roku wzrost mógł wynieść do 30 proc. a wartość rynku handlu elektronicznego sięgnąć 10,5 mld zł.

60

proc. Tylu kupujących w internecie wybiera aukcje internetowe, a nie sklepy — wynika z raportu BZ WBK. Na tle Europy jesteśmy pod tym względem fenomenem.

13,6

mln Tyle osób w Polsce, czyli ponad 45 proc. populacji korzysta regularnie z internetu — wynika z najnowszych badań Millward Brown SMG/KRC. Około 40 proc. z nich może robić zakupy w internecie.

145

Tyle podmiotów handlujących w internecie skontrolował w 2007 r. fiskus...

4,1

mln zł ...a taką kwotę uszczupleń wykazały jego kontrole.

Sąd może ukarać grzywną do 12 mln zł, karą pozbawienia wolności do lat 3 lub obiema karami łącznie za:

uchylanie się od opodatkowania,

zatajanie prowadzenia działalności gospodarczej,

podawanie nieprawdziwych informacji w deklaracji podatkowej.

Pomysły na szarą strefę pojawiają się od dawna

Już w tej chwili odpowiadamy urzędom skarbowym na każde zapytanie o użytkownika naszego serwisu, pod warunkiem, że spełnia ono wymogi formalne. Jedyne odrzucane wnioski to te, które są błędnie napisane — np. urzędnik chce dane mieszkańców gminy, którzy mogą korzystać z serwisu aukcyjnego.

Nie znamy jeszcze projektu ustawy, trudno więc powiedzieć, czy niezbędne są dodatkowe ułatwienia w zdobywaniu tych danych ani jak to będzie miało się do ustawy o ochronie danych osobowych.

Warto przypomnieć, że pomysły na nowe przepisy dotyczące kontrolowania szarej strefy w internecie pojawiają się regularnie od 3-4 lat. Ostatni taki pomysł pojawił się pół roku temu. Można odnieść wrażenie, że urzędnicy postrzegają internet jako wielką szarą strefę. Tymczasem model handlu internetowego w ostatnich latach bardzo się zmienił. Klienci stają się wymagający. Wiedzą, że kupując w internecie, mogą wymagać nie tylko niższej ceny, ale także dowodu zakupu i gwarancji. To wymusza również na sprzedawcach dostosowanie się do reguł rynku.

To nie Stadion Dziesięciolecia

Urzędy skarbowe już od kilku lat tropią szarą strefę na aukcjach internetowych. Nigdy do tej pory serwisy nie stwarzały im problemów. Kiedy potrzebowały danych, otrzymywały je w ciągu tygodnia. Dlatego nie jestem przekonany, że potrzebne są kolejne narzędzia, które mają im to dodatkowo ułatwić. Ponadto mam wrażenie, że Ministerstwo Finansów przeszacowuje wielkość szarej strefy. Może się okazać, że jest ona znacznie mniejsza, niż wydaje się urzędnikom. Resort i urzędy skarbowe nadal postrzegają serwisy aukcyjne jak dawny Stadion Dziesięciolecia, na którym odbywał się nielegalny handel. Tak było może na początku istnienia aukcji. Tymczasem dzisiaj serwisy aukcyjne można porównać raczej z galeriami handlowymi. 80 proc. transakcji to obecnie nie licytacje, ale sprzedaż po ustalonej z góry cenie. Takimi transakcjami zajmują się profesjonalne sklepy lub osoby prowadzące działalność gospodarczą. Wystawiają faktury i płacą podatki, również ze względu na swoich klientów, którzy domagają się dowodów sprzedaży.

Jarosław

Królak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak,KL

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu