Skarpeta - najlepsza lokata

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 28-02-2011, 00:00

Inwestowanie to dla większości obywateli czarna magia. Właściciele lokat bankowych to już elita wśród inwestorów.

Tylko co czwarty Polak ma jakiekolwiek oszczędności. W dodatku najczęściej trzyma je w skarpecie

Inwestowanie to dla większości obywateli czarna magia. Właściciele lokat bankowych to już elita wśród inwestorów.

Polacy kochają trzymanie pieniędzy w skarpecie. Jak wynika z badania PBS DGA dla "PB", aż 47 proc. obywateli mających oszczędności nie korzysta z żadnych form inwestowania. Od lokat, funduszy inwestycyjnych czy obligacji trzymamy się z daleka. Wolimy gotówkę lub nieoprocentowany rachunek bankowy.

Kulą w płot

— Mamy w pamięci bessę. Kryzys dał poczucie, że nie ma inwestycji bez ryzyka. Na giełdzie akcje spadły, ciągnąc w dół wycenę funduszy. Waluty stały się jeszcze bardziej nieprzewidywalne niż dotąd, a kryzys grecki podważył zaufanie do obligacji rządowych — tłumaczy Emil Szweda, analityk Noble Securities.

Przywiązanie do skarpety ma jednak plusy. Wyniki badania pokazują, że wiedza obywateli o finansach jest porażająco niska. Za najbardziej zyskowne uważamy to, co przynosi stratę lub dawało zysk kilka lat temu. Może i dobrze, że tych "strategii" nie wprowadzamy w życie.

Według Polaków, w 2010 r. największy zysk przyniosły nieruchomości — uważa tak 36,1 proc. ankietowanych. Tymczasem na rynku nieruchomości panowała w ubiegłym roku stagnacja. Według szacunków GUS, przez rok przeciętna cena 1 mkw. w budynku mieszkalnym prawie się nie zmieniła — wzrosła zaledwie o 0,4 proc. Tymczasem inflacja zjadła 2,6 proc. kapitału.

— Świadomość ekonomiczna społeczeństwa jest dramatycznie niska. Ceny nieruchomości były hitem inwestycyjnymi kilka lat temu. Ale skąd Polacy mają wiedzieć, w co inwestować? Badania pokazują, że ponad połowa niczego nie czyta — mówi Emil Szweda.

Mocno przestrzeliły też osoby, które za najbardziej zyskowną inwestycję uznały kupno euro — odpowiedziało tak 13,5 proc. badanych. W 2010 r. euro osłabiło się do złotego o 2 proc., co oznacza utratę kapitału zamiast jego pomnożenie.

Większe wyczucie Polacy mieli natomiast do inwestycji w złoto — wskazało ją 24,2 proc. ankietowanych. Żółty kruszec rzeczywiście dał zarobić. Jego cena na światowych rynkach wzrosła w 2010 r. o 28,2 proc. (przy umocnieniu dolara do złotego zaledwie o 2 proc.).

Pojęcie o rynku mieli też ankietowani (19,1 proc.), którzy za najbardziej zyskowną inwestycję uznali akcje giełdowych spółek. Inwestor, który 1 stycznia 2010 r. zainwestował w firmy z WIG20, rok później mógł sprzedać je o 15,4 proc. drożej.

— To był dobry rok dla graczy giełdowych. Na rynkach międzynarodowych panowała nadpłynność, więc ceny akcji rosły — mówi Piotr Kuczyński, główny analityk Xeliona.

Lokata zaufania

Aż 66 proc. Polaków twierdzi, że nie ma czego inwestować, bo nie ma oszczędności. Kapitał do pomnażania ma tylko 29 proc. badanych.

— W dodatku w tej grupie pewnie wiele jest osób, których oszczędności to kilkaset złotych. Trudno im się dziwić, że nie inwestują — mówi Piotr Kuczyński.

Dlatego tylko 15 proc. społeczeństwa w cokolwiek inwestuje. Jakie strategie wybieramy na 2011 r.? Jeśli już decydujemy się na pomnożenie majątku, najczęściej wybieramy lokaty bankowe — deklaruje tak 21,3 proc. oszczędzających. To bezpieczna inwestycja, ale kokosów z niej nie ma. Według danych NBP, średnie oprocentowanie lokaty to obecnie 4,1 proc. rocznie. Tymczasem inflacja wynosi 3,8 proc. (rok do roku) i wszelkie prognozy mówią, że w najbliższych miesiącach jeszcze wzrośnie.

— Część lokat może wręcz przynieść nam stratę, czyli możemy dać się skusić na oprocentowanie niższe od inflacji. Banki niechętnie podnoszą oprocentowanie, bo w warunkach wysokiej płynności nie muszą walczyć ze sobą o depozyty — mówi Emil Szweda.

Na drugim miejscu na liście inwestycji Kowalskiego są nieruchomości. Deklaruje je 16,2 proc. osób posiadających oszczędności. Według ekspertów, to również, przynajmniej w krótkiej perspektywie, może być nietrafiona inwestycja.

— Czeka nas stabilizacja cen. Z jednej strony ich wzrost jest wspierany przez nasilającą się akcję kredytową. Dostęp do kredytów hipotecznych poprawia się, co wspiera popyt na nieruchomości. Z drugiej jednak strony rośnie podaż mieszkań, bo oddawane są powoli do użytku inwestycje zamrożone w kryzysie. Te dwa efekty będą się znosić — mówi Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.

Co dziewiąta osoba posiadająca oszczędności (11,2 proc.) liczy na wzrosty na giełdach. Głównie chcemy inwestować za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych, rzadziej samemu kupować akcje. Te plany eksperci oceniają już znacznie lepiej.

— W 2011 r. na giełdzie najpewniej jeszcze będzie można zarobić. Banki centralne nadal będą drukować pieniądze, a jeszcze nie przerodzi się to w wybuch inflacji na świecie — uważa Piotr Kuczyński.

47,6%

W nic nie zainwestuję

Polacy nie mają żyłki inwestora. Prawie połowa z osób, które mają oszczędności, deklaruje, że ich nie zainwestuje, lecz będzie trzymać w gotówce lub na rachunku. To oznacza, że realnie ich oszczędności będą topnieć. Większość prognoz mówi, że w 2011 r. inflacja wyniesie średnio około 4 proc.

21,3%

Założę lokatę bankową

Emil Szweda analityk Noble Securities

Lokata bankowa to nie jest obecnie najlepsza inwestycja na rynku. Część lokat w 2011 r. może wręcz przynieść w ujęciu realnym stratę. Zysk z odsetek może być w całości zjedzony przez inflację. Wzrost cen będzie przyspieszał, tymczasem banki będą niechętnie podnosić oprocentowanie lokat. Nie muszą walczyć o depozyty gospodarstw domowych, bo mają nadpłynność, dzięki której mogą zarabiać na udzielaniu kredytów.

16,2%

Kupię nieruchomość

Łukasz Tarnawa główny ekonomista PKO BP

Nie liczyłbym na wysokie zyski z inwestycji w nieruchomości. Co prawda dostęp do kredytów mieszkaniowych się poprawia i akcja kredytowa jest dość silna, co podnosi popyt na mieszkania i pcha ceny w górę. Jednak efekt ten jest bilansowany tym, że podaż mieszkań też idzie w górę, bo oddawanych budynków mieszkalnych przybywa. Dlatego spodziewam się stabilizacji na rynku.

6,4%

Kupię jednostki funduszu inwestycyjnego

4,8%

Kupię akcje na giełdzie

Piotr Kuczyński główny analityk Xeliona

W 2011 r. na akcjach i funduszach inwestycyjnych jeszcze będzie można zarobić. Największe banki centralne świata dalej będą drukowały pieniądze i pompowały płynność w gospodarkę, co będzie podbijać wycenę aktywów. Dopóki nadpłynność nie przerodzi się w inflację, indeksy giełdowe będą pięły się w górę.

3,1%

Kupię euro

Na euro zarobimy tylko wtedy, jeśli na świecie wydarzy się coś nieoczekiwanego, co zachwieje rynkami. Większość prognoz mówi o umocnieniu złotego do euro, co oznacza stratę dla osób trzymających oszczędności w unijnej walucie.

2,7%

Kupię obligacje skarbu państwa

2,5%

Kupię złoto

Złoto jest dobrą inwestycją początku minionej dekady — jego cena od tego czasu konsekwentnie rośnie. Cena uncji wzrosła prawie sześciokrotnie. Kiedyś zacznie spadać, ale najprawdopodobniej dopiero wtedy, kiedy niepokoje na rynkach ustaną. Wątpliwe jest, że taki spokój zapanuje już w 2011 r.

0,8%

Kupię dolary

Niechęć Polaków do inwestowania w dolary jest uzasadniona. Według prognoz Bloomberga, na koniec 2011 r. dolar będzie kosztował 2,74 zł, czyli o 14 gr mniej niż teraz.

7,1%

Zainwestuję w coś innego

2,2%

Nie wiem

Źródło: Badanie typu omnibus przeprowadzone przez PBS DGA w dniach 18-20 lutego 2011 r. na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1048 dorosłych Polaków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu