Skok na kasę

Anna Leder
28-02-2005, 00:00

Być albo i nie być polskiej twórczości filmowej czy nowy, nieprzemyślany podatek?

Projekt nowelizacji ustawy o kinematografii zapewne nie wzbudziłby większych emocji, gdyby nie to, że pojawiły się tam opłaty na rzecz Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Sam akt był od dawna oczekiwany, a nadzieje na rozwiązanie kwestii finansowania twórczości filmowej — duże. Co więc — i komu — znowu nie wyszło?

Doganiamy Europę?

Zapisany w ustawie o kinematografii Polski Instytut Sztuki Filmowej miał uporządkować finansowanie filmu w Polsce.

— Bez dużych pieniędzy nie da się tworzyć dobrego kina. Zamierzeniem było stworzenie systemowych rozwiązań służących rozwojowi naszej kinematografii. Miały to być ulgi dla podmiotów inwestujących w kinematografię czy też obowiązek realizowania procentowo określonego wymogu nadawania polskiej produkcji — wyjaśnia Robert Mikulski, radca prawny, partner w kancelarii Stopczyk & Mikulski, doradca prawny TVP.

W artykule 19 projektu ustawy znalazły się więc zapisy tworzące zewnętrzne, pozabudżetowe źródła finansowania kinematografii.

— Przedstawiciele branży medialnej inwestowali i będą inwestować w produkcję filmową. Jednak ustawa nakłada na media kolejny podatek, zamiast wprowadzać rozwiązania systemowe — twierdzi Józef Birka, członek rady nadzorczej Polsatu.

Tymczasem podobne rozwiązania funkcjonują już w innych krajach. W państwach przodujących obciążenia nadawców są znacznie wyższe niż te zapisane w polskim projekcie ustawy. Europejskie produkcje filmowe są w 30-70 proc. finansowane przez telewizje. We Francji czy w Niemczech są podatki na rzecz funduszy czy instytutów filmowych. W innych krajach telewizje bezpośrednio inwestują w produkcję i zakup praw.

— Problem w tym, że projekt przyjmuje tylko i wyłącznie optykę „biorcy”. Odkłada rozwiązanie pozostałych zagadnień, poza finansowaniem instytutu, w bliżej nieokreśloną przyszłość — mówi Mikulski.

Kto i ile zapłaci

Przewiduje, że podmioty prowadzące kina, dystrybutorzy filmów na DVD i VHS, nadawcy programów telewizyjnych oraz operatorzy telewizji kablowych, a także podmioty pobierające opłaty za dostęp do programów pochodzących od nadawców zagranicznych będą zobowiązani do uiszczania opłaty ustalanej procentowo (2-3 proc.) w stosunku do przychodu.

— Operatorzy kablowi już są obciążeni opłatami z tytułu eksploatacji praw autorskich, pośrednio biorą więc udział w finansowaniu twórczości filmowej. Przy doliczeniu do tych wszystkich wydatków kolejnych 2 proc. podatku „obrotowego” faktyczne obciążenie operatora będzie sięgało 80 proc. przychodu. To gospodarczy i ekonomiczny absurd! — oburza się Jerzy Straszewski, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Komunikacji Kablowej.

Ministerstwo Kultury szacuje, że w połączeniu z dotacjami państwowymi, roczny budżet instytutu będzie wynosić 130 mln zł. Tylko czy instytut potrafi te pieniądze racjonalnie wydać?

— To kolejny podatek na rzecz budżetu. Nie przedstawiono żadnych wyliczeń, jakie są potrzeby kinematografii, żadnego biznesplanu. To typowy skok na kasę. Myślenie: najpierw zabierzmy pieniądze, komu się da, a potem zastanowimy się, co z nimi zrobić — denerwuje się Marek Sowa, wiceprezes UPC.

— Kwota nie jest przeznaczona na finansowanie administracji instytutu filmowego. Szacunkowy podział wygląda tak: 10 mln zł na program EuropaCinema, kolejne 10 mln zł na dystrybucję filmu europejskiego i polskiego, 6 mln na prace nad dobrymi scenariuszami, 20 mln na promocję filmu polskiego i około 80 mln na produkcję filmów krótkometrażowych, dokumentalnych, animowanych i na filmy tzw. artystyczne — odpowiada Agnieszka Odorowicz, sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury.

Kto zebrane pieniądze podzieli?

— Dyrektora jak i radę instytutu powołuje minister kultury. Zatwierdza także jego plan działalności oraz plan finansowy. Dyrektor — po zasięgnięciu opinii ekspertów — udziela wsparcia w imieniu instytutu — mówi Odorowicz.

Obosieczna broń

System finansowania kinematografii wymaga szybkiej naprawy. Co do tego zgadzają się wszyscy — i ministerstwo, i ludzie z branży.

— Obecność takiego konsensusu warto wykorzystać dla szerszego uregulowania kwestii finansowania filmu, jak również pozbycia się z projektu ustawy kontrowersyjnych przepisów dotyczących nadmiernej władzy dyrektora instytutu czy zobiektywizowania kryteriów dofinansowania. Skoro ustawa ma na celu poprawę sytuacji finansowej branży filmowej, naturalnym powinno być również dążenie do przekazania większego wpływu na przydział środków fachowcom z branży, najlepiej ciału kolegialnemu — komentuje Robert Mikulski.

Ustawa w aktualnym kształcie, szczególnie w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych, budzi wątpliwości co do rzeczywistych celów stojących za jej uchwaleniem. A jeśli to nie nastąpi i projekt wejdzie w życie…

— Wstrzymam wszystkie produkcje filmowe, wszystkie działania związane z promocją polskiej kinematografii. Będę próbował częściowo odzyskać pieniądze przeznaczane na instytut poprzez zabranie dziś istniejących upustów dystrybutorom filmów fabularnych. Z postawy zaangażowanego w sprawy rozwoju kultury rodzimej stanę się niemym świadkiem tego, co instytut będzie w najbliższym czasie w stanie nam zafundować — deklaruje Piotr Walter, prezes TVN.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Leder

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Media / Skok na kasę