Czytasz dzięki

Słowo przeciwko inflacji

Rozmawiał Paweł Sołtys
opublikowano: 27-02-2020, 22:00

Na podwyżki stóp jest za późno, ale przydałaby się werbalna interwencja, by uchronić konsumentów przed zadłużaniem się w czasach wysokiej inflacji — uważa dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego

„PB”: Jak okiełznać inflację?

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek: Na pewne elementy wzrostu cen nie mamy wpływu. Spora część inflacji zależy od czynników zewnętrznych, które płyną do nas z gospodarki globalnej. Jeśli na rynkach rośnie popyt np. na paliwa, to właściwie żadne elementy wewnętrznej polityki nie będą miały wielkiego wpływu na to, żeby opanować to źródło wzrostu cen. Jeśli będzie nieurodzaj skutkujący wzrostem cen warzyw, owoców czy zbóż, to na to także nie mamy wpływu.

Na co Rada Polityki Pieniężnej ma więc wpływ?

Na tzw. inflację bazową, czyli na wszystkie inne źródła wzrostu cen w innych grupach towarów i usług, aczkolwiek nie do końca. Do ograniczania silniejszych impulsów, prowadzących do wzrostu cen, nie wystarczą decyzje dotyczące stóp procentowych. To musi być pewien miks, połączenie polityki pieniężnej z polityką fiskalną i regulacyjną.

Jakie działania obecnie mogłyby więc inflację ograniczyć?

Wydaje się, że tak naprawdę jest już za późno na to, żeby polityką pieniężną reagować i próbować ograniczać silny wzrost cen. Tym bardziej że widać bardzo wyraźnie w danych Narodowego Banku Polskiego, że mimo niskich stóp procentowych firmy wcale nie zwiększają zapotrzebowania na kapitał. Jestem przekonana, że w przypadku tej fali inflacji impulsem do wzrostu cen była zapowiedź jeszcze w zeszłym roku wzrostu płacy minimalnej.

Czyli rząd powinien rezygnować z czynników, które podwyższają te koszty?

Zdecydowanie tak. Trzeba tworzyć warunki, w których warto będzie inwestować, firmy będą miały motywację do tego, żeby inwestować w takie rozwiązania, które będą poprawiać produktywność. Jak produktywność będzie rosła, to nie będzie przekładania cen na klientów, bo nie będą rosły koszty.

Wysoka inflacja wynikająca ze wzrostu kosztów pracy powinna więc szybciej firmy nakłonić do inwestycji w poprawę produktywności…

Problem w tym, że firmy nie inwestują, bo ryzyko dla ich działalności właściwie od 2016 r. jest cały czas znacznie większe niż w latach wcześniejszych. Myślę tutaj zwłaszcza o ryzyku regulacyjnym. Firmy nie znają dnia ani godziny, kiedy jeśli nie bezpośrednio wzrostem podatków, to pośrednio wzrostem różnego rodzaju danin będzie się je obciążać. Więc trudno im dzisiaj podejmować decyzje dotyczące inwestycji na skalę, która rzeczywiście poprawiałaby im wydajność pracy i poprawiała produktywność gospodarki.

Wracam do metod walki z inflacją — w tej chwili nie można zrobić nic? Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, twierdzi, że wzrost inflacji jest przejściowy, a poza tym wynagrodzenia rosną szybciej niż ceny.

Bardzo mnie dziwi taka wypowiedź w ustach wytrawnego ekonomisty. To czysty populizm. Przecież nie każdemu rosną wynagrodzenia o 6-7 proc. i nie każdy płaci za dobra, które konsumuje, o 3,5 proc. więcej. Problem wysokiej inflacji dotyczy zwłaszcza tych gospodarstw domowych, które mają relatywnie niskie dochody, a także kwalifikacje i kompetencje, które nie pozwalają im uzyskać istotnie lepiej płatnej pracy. Tam wynagrodzenia rosną zdecydowanie wolniej niż te 6-7 proc. To po pierwsze. Po drugie — takie gospodarstwa wydają procentowo więcej na żywność. Tymczasem już od wielu miesięcy ceny żywności rosną szybciej niż cały koszyk dóbr uwzględniony w pomiarze inflacji.

Co więc powinna zrobić Rada Polityki Pieniężnej?

Uważam, że jest za późno na podwyżkę stóp — te decyzje powinny zapaść znacznie wcześniej. Jednak nawet uznając, że decyzje rady nie będą oddziaływać na przedsiębiorstwa, to z punktu widzenia gospodarstw domowych sygnały płynące z jej strony mają znaczenie. Podniesienie stóp, a przynajmniej zasygnalizowanie werbalnie, że polityka może zostać zaostrzona, da do myślenia gospodarstwom domowym, że może nie warto w tej chwili sięgać po kredyty i przyspieszać konsumpcji.

Czyli jest pani zwolenniczką interwencji werbalnych?

Przynajmniej werbalnych. Także 25 punktów bazowych podwyżki stóp procentowych nie byłoby złym sygnałem, aby sobie nie narobić więcej kłopotów ponad te, które mamy w związku z dotychczasową, nadmiernie wstrzemięźliwą, polityką pieniężną oraz tym wszystkim, co działo się w obszarze polityki fiskalnej i regulacyjnej.

Rozmowa jest spisanym fragmentem podcastu "Puls Biznesu do słuchania", w odcinku pt. "Jak się walczy z inflacją" - do odsłuchania na pb.pl/dosluchania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Paweł Sołtys

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu