Śmiałość precyzyjnej wyobraźni

Jacek Konikowski
opublikowano: 21-11-2008, 00:00

Polscy styliści wiedzą, jak winien wyglądać samochód.

Gdyby jeszcze nasi inżynierowie potrafili go zbudować.

hoć historię rodzimej motoryzacji można spisać na kawałku serwetki, polscy styliści przyłożyli rękę do tylu popularnych i znanych modeli samochodów na świecie, że ich lista nie zmieściłaby się na obrusie.

Przeciw stereotypowi

— Nie jesteśmy już traktowani jako designerski zaścianek Europy — zapewnia Wojciech Sierpowski z "DesignForum".

A powinniśmy, bo to, że polscy styliści znani są w branży motoryzacyjnej, to paradoks i fenomen bo nie ma u nas szkoły designu o renomie uczelni w Pforzheim, Pasadenie czy Mediolanie, o firmach zajmujących się projektowaniem samochodów nie wspominając. Co prawda bo na deskach kreślarskich BKPMotu (Biuro Konstrukcyjne Przemysłu Motoryzacyjnego) powstał w 1959 roku projekt syreny mikrobus, pierwszego na świecie auta o nadwoziu van, czy siedem lat później — prototyp Syreny 110, pierwszego na świecie hatchbacka, ale mimo to trudno je porównywać z takimi sławami designu, jak: Pininfarina, Bertone, Ghia, Zagato czy Giugiaro. Notabene: właśnie temu ostatniemu zawdzięczamy wygląd sztandarowego dzieła polskiej motoryzacji — FSO polonez.

Nie ma szkół, ale też tradycji budowy aut. W Polsce wymyślono i produkowano tylko jeden samochód osobowy: syrenkę. Jej design był dziełem profesora Cezarego Nawrota, także twórcy studyjnego ogara i warszawy 223 (po wygaśnięciu patentów, ogar stał się nawet wzorem i kopalnią pomysłów dla konstruktorów renault clio). Łączyło je to, że wyglądały lepiej, niż jeździły. Jakim cudem, skoro nigdy nie byliśmy i nie jesteśmy mistrzami w produkcji samochodów lecz czołgów i autobusów, polscy styliści robią karierę w zagranicznych koncernach?

A robią. Po latach właśnie Polacy stworzyli samochód Jamesa Bonda w "Casino Royale" — słynnego astona martina DBS. Tadeusz Marek skonstruował silnik a Marek Reichman zaprojektował nadwozie. Styliści z polski rodem prowokują podziw dla jaguara, ferrari, volvo — nie wspominając o innych markach i modelach: od pandy poczynając, na najnowszym audi R8 TDI V12 kończąc. Polscy designerzy przyłożyli rękę do wyglądu chociażby najnowszej lancii delta, forda focusa czy hinduskiej taty indico.

Janusz Kaniewski projektuje dla Pininfariny, Ferrari, Fiata i Hondy. Wojciech Sokołowski wraz ze słynnym projektantem Ercole Spadą we wspólnej firmie planują sportowe supersamochody. Zbigniew Maurer jest "nadwornym" stylistą Alfy Romeo. Z Porsche do BMW przeniósł się Maksymilian Szwaj, syn Zbysława Szwaja, współwłaściciela firmy Gepard z Mielca. Nie jest jedynym Polakiem w BMW — dołączył do Thomasa Sychy — projektanta m.in. nadwozia znanego roadstera BMW —Z4 coupé. Komu zawdzięczamy zadziorny wygląd najszybszego diesla na świecie audi R8 V12TDI? Kamilowi Łabanowiczowi. Eleganckie wnętrza i klasyczne kształty jaguarów? Tomaszowi Jelcowi. Wyważone proporcje fordów? Tomaszowi Jarze. Kto pokazał Włochom, jak powinny wyglądać ich samochody, a teraz uczy tego samego Hindusów i Chińczyków? Justyn Norek.

Jakim cudem? Pytanie zadaliśmy każdemu z nich. I z pewnością łatwiej przyszłoby im zaprojektować futurystycznego sedana, niż znaleźć na nie odpowiedź. I chyba najbliżej prawdy był Justyn Norek.

— W Polsce jest, czy może raczej była, wielka pasja do samochodów. Ciekawe rozwiązania, choćby beskid. I ludzie: Janusz Zgadlewicz, Sobiesław Zasada czy Wiesław Wiatrak. W przypadku Wiatraka wciąż zachodzę w głowę, jak to jest do cholery, że można narysować tak piękny silnik. Wydaje mi się, że tajemnicą naszego sukcesu jest melancholia za tym, czego u nas nie ma, tęsknota połączona z nadzieją, że — a nuż — kiedyś nad Wisłą też będą powstawać piękne samochody — wyjaśnia Norek.

Młody i szybki

Wojtek Sokołowski ma 24 lata i projektuje, ręka w rękę, z włoskim mistrzem designu Ercole Spada, supersamochody — w ich studio projektowym Spadaconcept pod Turynem. W tym wieku być wspólnikiem mistrza? Sztuka. Wojtek zabłysnął na konkursie Sille Italiano Giovanni — i dostał się do renomowanej szkoły designu w Turynie (Instituto Europeo di Design). Jego praca dyplomowa dla Ferrari (ferrari 595 daytona) zaskoczyła wszystkich.

— Pracę dyplomową robiłem pod opieką Pininfariny. No i wydarzenie urosło do rozmiarów międzynarodowego konkursu "Ferrari — New Concepts of the Myth" między najważniejszymi szkołami projektowania Coventry, Detroit, Tokio i Turyn. Projekt, który wykonałem wraz z dobrym znajomym z grupy Ivanem Telescą, jako jeden z 20 wyróżnionych został oficjalnie zaprezentowany w Galerii Ferrari w Maranello — wspomina Wojtek.

— Pomysł był tak dojrzały, że wydawało się, że jest dziełem studia Pininfariny, a nie studenckiej prezentacji — dodaje Ken Okuyama, który nadzorował prace w Ferrari.

"Polskie" ferrari wpadło w oko także mistrzowi włoskiego designu Ercoli Spadzie, którego syn, Paolo (wykładowca Wojtka z projektowania aut) zaproponował mu pracę w nieistniejącej jeszcze wówczas — Spadaconcept. Od 2006 roku Sokołowski został jednym ze wspólników i założycieli tego studia.

— Projektujemy pojazdy sportowe, kaski dla Formuły 1, siedzenia i akcesoria wyścigowe. Na początku moje funkcje sprowadzały się do bycia projektantem. Obecnie wprowadzamy na rynek codatronca — supersportowe, ręcznie wykonane auto naszego projektu (premiera światowa odbyła się w kwietniu tego roku na Top Marques 2008 w Monaco; samochód odsłaniał — dosłownie — Damon Hill) i właśnie pracujemy nad wprowadzeniem go do produkcji (10-20 egzemplarzy rocznie) — mówi Wojtek, który właśnie pracuje nad wersją mercedesa na rynek japoński.

Wojtek — mimo młodego wieku — ma zdrowy stosunek do designu i nie ukrywa szacunku dla inżynierów, z którymi większość designerów toczy wojny o drobiazgi.

— Oni biorą na siebie całą "brudną" robotę, aby potem projektant — w myśl idei plastic is fantastic — powiedział "to ja zrobiłem". I wszyscy myślą, że to rzeczywiście on — projektant — od początku do końca wszystko zrobił. Oklepanymi, żartobliwymi powiedzeniami wśród moich kolegów po fachu są: "to ja zrobiłem!" i "każde auto ma wielu ojców, a każdy ojciec mówi, że to jego dziecko". Styliści — i tu bez znaczenia na pochodzenia — są patetyczni i skłonni do koloryzowania. Dlatego z przymrużeniem oka należy traktować wypowiedzi, że ktoś zaprojektował taki a taki samochód i nadał mu takie właśnie linie, bo — co najwyżej — można powiedzieć: współprojektował z kolegami z zespołu — mówi Sokołowski.

Auta i buty

Gdy zapytać Wojtka, z kim zdarza mu się pić drogie wino z plastykowych kubeczków na dachu samochodu na pustym parkingu na wzgórzu, z widokiem na migoczący światełkami Turyn — bez namysłu wspomni o Janku Kaniewskim. W Polsce mało kto o nim słyszał — mimo że uchodzi za jednego z najbardziej utalentowanych stylistów na świecie. Od ponad 10 lat projektuje poza krajem. Dla Pininfariny, Ferrari, Mazdy, CitroĎna, Fiata i Hondy. Jeszcze na studiach w turyńskiej Instituto Europeo di Design wypatrzyli go ludzie z Pininfariny (gdzie po kilku latach był już dyrektorem artystycznym). Czym ich urzekł?

— Butami narciarskimi dla Hermanna Maiera, narysowanymi w jedną noc w jednym tylko rysunku — wspomina Kaniewski, znany z miłości do samochodów i butów właśnie.

Paradoksalnie, w tym czasie specjalizował się w projektowaniu silników. W 2000 roku opracował wygląd silnika w papieskiej limuzynie — lancii thesis. Ale w branży słynie z czego innego: jak mało kto umie połączyć maskę wozu z wyrazem twarzy. Raz to zalotny uśmiech (renault twingo), wyważone spojrzenie (BMW), otwarte w zachwycie usta (ferrari california) lub kobiecy pocałunek — jak w najnowszej lancii delcie, którą uważa za swój najlepszy projekt.

— Cieszę sie z delty — mówi Kaniewski.

I opisuje ją jak człowieka. To trzeba widzieć, te gesty… Skąd te ludzkie cechy w przedmiocie, w samochodzie?

— Cóż, człowiek wymyślił i zaraz spersonifikował samochód, jak mało który z przedmiotów, mających mu służyć. O samochodzie mówimy "on" lub "ona", o auto się spieramy, martwimy; oceniamy innych na podstawie tego, czym jeżdżą. Antropomorfizujemy grafikę nałożoną — ku użytkowi i ozdobie — na przedmiot. W gazetach czytamy, że dany model ma "bezosobowy" lub "agresywny" wygląd — mówi Kaniewski.

Jaki wyraz nada futurystycznemu modelowi hondy, który ma wejść na rynek w 2011 roku? Tego nie zdradzi. Za to chętnie opowie o samochodach, które kocha za ich stylistykę. O citroĎnie DS, peugeocie 504 i 406 coupé, dużym fiacie, ISO grifo, maserati ghibli, pierwszym renault twingo, fiacie 500, skodzie 1100 MB czy nowym BMW 5.

Kwintesencja designu? Odpowie bez namysłu:

— Przyjemność. Przedmiot ma działać, producentowi przynieść zysk, użytkownikowi — pożytek, ma być bezpieczny, nieszkodliwy. A jak jeszcze ktoś sie uśmiechnie — to znaczy, że to dobry design. Tworzę z przyjemnością i potem te przedmioty mają tę przyjemność oddać. Komuś — kończy Kaniewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy