Śnieżka ma zapłacić 500 tys. zł kaucji

Albert Stawiszyński
09-12-2004, 00:00

Wrocławski sąd dopuszcza możliwość wstrzymania produkcji michałków przez lubelską Solidarność.

Przedsiębiorstwu Śnieżka ze Świebodzic (woj. dolnośląskie), producentowi cukierków Michałki, nie podoba się, że jej konkurent — lubelska Firma Cukiernicza Solidarność, ma w swojej ofercie produkt o podobnej nazwie, czyli Złote Michałki Solidarność. Spór między producentami nabrał ostatnio tempa. W listopadzie 2004 r. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu wydał orzeczenie o tymczasowym zabezpieczeniu powództwa w stosunku do firmy z Lublina. Jednak, aby było ono skuteczne, Śnieżka musi wnieść pół miliona złotych kaucji. Wówczas firma Solidarność będzie musiała zaprzestać wypuszczania na rynek tych cukierków. Kaucja ma zabezpieczać tę firmę przed ewentualnymi stratami, w sytuacji gdyby sąd później uznał, że mogła ona używać takiej nazwy produktu.

Słone zabezpieczenie

Z wysokością kaucji nie zgadza się Jan Klonowski, prezes Śnieżki.

— Pierwszy raz słyszę, żeby sąd żądał takiego zabezpieczenia. Aby bronić swoich racji jako pokrzywdzony, musimy teraz zapłacić ogromną sumę pieniędzy. Taką kwotę wolałbym przeznaczyć na inwestycje w firmie. Przecież nawet jeśli ją zapłacimy, to te pieniądze będą leżeć bezproduktywnie przez długi czas. Obecnie radca prawny firmy i rzecznik patentowy zastanawiają się, jak rozwiązać problem kaucji — mówi Jan Klonowski.

Dodaje, że cała sprawa trwała zbyt długo.

— Pozew o zabezpieczenie powództwa składaliśmy w Sądzie Okręgowym w Świdnicy w październiku 2003 r. Sprawa powinna być rozpatrzona niezwłocznie. Jednak sąd dopiero w lutym 2004 r. wydał negatywne postanowienie, które zostało przez nas zaskarżone. Sprawa ostatecznie trafiła do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu — wyjaśnia Jan Klonowski.

Solidarność się broni

Emocji nie brakuje także po drugiej stronie konfliktu.

— Wstrzymanie produkcji do czasu rozstrzygnięcia sporu niosłoby dla zakładu ogromne skutki finansowe. Mam nadzieję, że do takiej sytuacji nie dojdzie. Sąd słusznie uczynił, że zażądał takiej kaucji. Kto by później wynagrodził nam poniesione straty, gdyby sąd uznał, że możemy używać nazwy michałki — mówi Wojciech Włodarczyk, pełnomocnik Solidarności.

Spór o nazwę „michałki” trwa już od dłuższego czasu.

— Jako pierwsi zarejestrowaliśmy znak „michałki”. Mimo to coraz więcej firm bezpodstawnie go używa. Próbujemy walczyć z nieuczciwymi konkurentami, ale długie procedury w sądzie czy urzędzie patentowym na pewno temu nie sprzyjają — mówi Jan Klonowski.

Jednak według Wojciecha Włodarczyka nazwa „michałki” ma już charakter zwyczajowy.

— Żaden przedsiębiorca nie może mieć wyłączności na używanie nazwy „michałki”, ponieważ w ten sposób uzyskałby niczym nie uzasadniony monopol na produkcję tego rodzaju cukierków. Tak samo jak nikt w branży cukierniczej nie może zawłaszczyć nazw: krówki, ptasie mleczko, irysy, kukułki, raczki — uważa Wojciech Włodarczyk.

Jest ich więcej

Na rynku działa kilka firm, które w nazwie produktu używają sformułowania „michałki”. Spotkać można, poza wymienionymi wcześniej, m. in. Michałki z Hanki (produkowane przez Zakłady Produkcji Cukierniczej Michałek z Siemianowic Śląskich), Michałki Zamkowe (z firmy Wawel z Krakowa). Z tą ostatnią także spiera się producent ze Świebodzic.

— W stosunku do tej firmy toczy się sprawa o unieważnienie znaku towarowego Michałki Zamkowe. Zakończony został jeden etap sprawy z powództwa cywilnego, nadal jednak trwa sprawa z postępowania administracyjnego dotycząca niesłusznej rejestracji przez Urząd Patentowy RP znaku towarowego na rzecz firmy Wawel — mówi Jan Klonowski.

Okiem eksperta

Znaku trzeba pilnować

Znaki towarowe informują odbiorcę o pochodzeniu oznaczonych nimi towarów. Niekiedy tracą one tę zdolność odróżniania, a używane oznaczenie staje się nazwą rodzajową. Słowo „termos” pierwotnie było znakiem towarowym, ale sukces komercyjny i brak nazwy własnej dla takiego produktu spowodował, iż stało się ono nazwą naczynia, spełniającego określone funkcje. Gdy uprawniony nie ściga naruszycieli bądź prowadzi reklamę w sposób, który powoduje, że znak staje się dla klienta symbolem rodzaju towaru, przestaje on nieść informację o pochodzeniu danego towaru, a prawo wyłącznego używania znaku towarowego wygasa.

Krystyna Szczepanowska-Kozłowska radca prawny z kancelarii Linklaters

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Albert Stawiszyński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Śnieżka ma zapłacić 500 tys. zł kaucji