Socha: W Polsce istnieje myślenie "mieć ciastko i zjeść ciastko"

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 21-10-2005, 12:59

Istnieje w Polsce myślenie w  kategoriach "mieć ciastko i zjeść ciastko". Tym należy tłumaczyć duże zainteresowanie kupowaniem akcji i jednocześnie niechęć do sprzedaży majątku przez państwo - uważa minister skarbu Jacek Socha.

Istnieje w Polsce myślenie w  kategoriach "mieć ciastko i zjeść ciastko". Tym należy tłumaczyć duże zainteresowanie kupowaniem akcji i jednocześnie niechęć do sprzedaży majątku przez państwo - uważa minister skarbu Jacek Socha.

Jak powiedział Socha w wywiadzie dla PAP, państwo stało się właścicielem wielu firm "historycznym przypadkiem", a obecnie należy sprywatyzować ten majątek.

Poniżej treść wywiadu z ministrem Sochą:

PAP: Czy jest jakiś bank inwestycyjny, którego działalność szczególnie Pan ceni?

Jacek Socha: Nie. Wychodzę z założenia, że każdy ma równe szanse.

PAP: Jednak czy minister skarbu nie jest w pewien sposób bankierem inwestycyjnym?

Jacek Socha: To byłoby znaczne ograniczenie jego roli. Minister skarbu nadzoruje spółki, przy pomocy doradców dokonuje ich restrukturyzacji i prywatyzacji. Można raczej powiedzieć, że minister skarbu kieruje dużym funduszem, do którego należą akcje ponad 1440 spółek. Musi też zdecydować, czy koncentruje się na zwiększaniu wartości spółek, czy też jednocześnie dokonuje sukcesywnej sprzedaży aktywów.

PAP: Mówił Pan wielokrotnie o tym, że Skarb Państwa powinien pozostać właścicielem kilkunastu spółek. Natomiast są opinie, że własność państwowa jest po to, żeby istniały ciepłe posady.

Jacek Socha: Być może chodzi o posady, które można uzyskać dzięki koleżeńskiemu czy partyjnemu poparciu. Jednak nie sądzę, żeby posady w spółkach Skarbu Państwa były "ciepłe". Jest wielu menedżerów, którzy ciężko i dobrze pracują, ich firmy przynoszą wielosetmilionowe zyski, natomiast pensje są ograniczone przez tzw. ustawę kominową.

Wracając do stanu posiadania Skarbu Państwa: historycznym przypadkiem staliśmy się jako państwo właścicielem firm. Teraz trzeba sprywatyzować ten majątek po to, by doprowadzić do efektywnej struktury gospodarczej.

Trzeba pozostawić jako własność Skarbu Państwa te elementy, które decydują o bezpieczeństwie Polski. Dlatego np. dotychczasowe koncepcje rozwiązań logistycznych w branży paliw płynnych nie uzyskały mojej aprobaty. Bezpieczeństwo Polski zależy bardziej od rurociągów produktowych, niż surowcowych, ponieważ to właśnie produkt jest wykorzystywany zarówno w samochodach osobowych, jak i np. w pojazdach wojskowych. Trzeba zatem określić możliwości rzeczywistej dywersyfikacji dostaw produktów, zwłaszcza że nie jest łatwo dywersyfikować dostawy surowców.

Własności państwa powinno być niewiele. Mój pogląd dość dobrze odzwierciedla lista spółek, których dotyczy złote weto, a tych jest kilkanaście. Ponieważ złote weto - zgodnie z prawodawstwem unijnym - może dotyczyć tylko określonych branż, więc lista spółek, które - moim zdaniem - powinny pozostać we władaniu państwa byłaby nieco dłuższa. Ale podkreślam - nieco.

PAP: Skarb Państwa jest też właścicielem takich firm jak Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) czy Kompania Węglowa, które dokapitalizował, zatem mógłby czegoś wymagać w zamian.

Jacek Socha: I wymaga - jeżeli program pomocy nie jest realizowany, należy zwrócić pomoc publiczną. BGK jest zresztą przypadkiem szczególnym - jest to bank państwowy i takim pozostanie. BGK powinien bliżej współpracować z Bankiem Pocztowym, który na razie wiąże się z PKO BP. Wówczas istniałaby możliwość stworzenia konkurencyjnego do PKO BP banku detalicznego, obsługującego jednocześnie państwo.

PAP: Czy powinna być prywatyzowana Polska Agencja Prasowa?

Jacek Socha: Nie ma powodu, aby PAP miał być państwową agencją prasową. PAP musi działać skutecznie, przekaz informacji ma być szybki i rzetelny. Do tego jednak nie jest konieczny nadzór państwa. Nie wyobrażam sobie, aby Agencja przesiewała informacje, ukrywając np. niekorzystne dla rządu.

PAP: Z jednej strony w polskim społeczeństwie niskie jest poparcie dla prywatyzacji, a z drugiej - prawo własności uważane jest za świętość, ludzie korzystają z ofert publicznych, wpłacają pieniądze do funduszy akcyjnych. Skąd ta rozbieżność w rozumowaniu?

Jacek Socha: To naturalne myślenie w kategoriach "mieć ciastko i zjeść ciastko". Jeśli ktoś decyduje się na kupno akcji spółki - jest to indywidualna, racjonalna decyzja, nawet jeśli nie od razu przyniesie korzyści. Natomiast równolegle w obiegu publicznym pojawiają się oceny zabarwione emocjami, podtrzymywane zresztą wypowiedziami niektórych polityków. Zgodnie z nimi państwo jest bogate, jeśli posiada duże, dobrze prosperujące firmy. Kwitnie też myślenie: a cóż będziemy sprzedawać w przyszłości, jeśli sprzedamy dziś?

Nieruchomości
Najważniejsze informacje z branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Wiadomości, komentarze i analizy rynkowe.
ZAPISZ MNIE
×
Nieruchomości
autor: Dominika Masajło, Paweł Berłowski
Wysyłany raz w tygodniu
Najważniejsze informacje z branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych. Wiadomości, komentarze i analizy rynkowe.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

PAP: Jest taka opinia: "Nie mamy komu sprzedawać w Polsce spółek, bo tego kapitału w Polsce nie ma, a nawet jak się ktoś pojawi, to zwykle nie jest inwestorem, lecz pośrednikiem: odsprzedaje spółkę zagranicznej firmie i sam zgarnia prowizję".

Jacek Socha: To teza nieprawdziwa. Przynajmniej dzisiaj, bo może była prawdziwa 10-15 lat temu, kiedy Polska miała aspiracje do budowy gospodarki rynkowej, natomiast brakowało kapitału. Dziś jesteśmy bogatsi, chociaż z politycznego punktu widzenia akurat dobrze jest pokazywać biedę. Wystarczy jednak trochę pojeździć po kraju - budowane w Polsce domy dawniej uchodziłyby za rezydencje.

Obecnie mamy już krajowy kapitał. Reforma emerytalna co roku przynosi 4 mld zł na inwestycje na rynku spółek publicznych, z czego na giełdę efektywnie trafia 2,5-3 mld. Ile zatem musi pojawić się co roku nowych aktywów na giełdzie, by zaspokoić popyt OFE? Co najmniej 6-7 mld zł. Jeśli do tego dodać fundusze inwestycyjne, które już mają powyżej 50 mld zł aktywów, ponadto inwestorów indywidualnych i zagranicznych, to wówczas podaż musi być jeszcze wyższa.

PAP: Desygnowany na premiera Kazimierz Marcinkiewicz mówił o zlikwidowaniu podatku od dochodów kapitałowych.

Jacek Socha: Przyjąłbym to z wielkim zadowoleniem. Jednak likwidacja tego podatku zwiększy tylko popyt, co samo w sobie jest korzystnym zjawiskiem, zwłaszcza w okresach słabszej koniunktury. Zarazem powinny pojawić się bodźce podatkowe zwiększające podaż spółek na giełdzie, na przykład obniżenie podatku korporacyjnego od spółek wchodzących na giełdę. Zwiększyłoby to zainteresowanie spółek wejściem na giełdę, bowiem zmalałby koszt tej operacji. Natomiast państwu zwróciłoby się to z nawiązką w postaci podatku dochodowego.

PAP: PiS twierdzi, że można zwiększyć wpływy z prywatyzacji z 5 do 7 mld zł w przyszłym roku. Co Pan zostawia następcy do sprzedania?

Jacek Socha: Jest kilka spółek, w których przygotowania do oferty publicznej są bardzo zaawansowane: ENEA, Elektrownia Kozienice, Ruch - w następnej fazie, bowiem w pierwszej planowane jest tylko podniesienie kapitału zakładowego. Na finiszu są rokowania z potencjalnymi inwestorami w Dolnej Odrze. Można też sprzedawać akcje spółek, które już są w publicznym obiegu. Nie ma przeszkód, by w 2006 r. sprzedać pozostałe akcje Puław - firmy, której wartość przekracza 1 mld zł czy Polic, znaleźć inwestora strategicznego dla Grupy Lotos - jeśli nie będzie decyzji o połączeniu go z PKN Orlen. W perspektywie 2007 r. można mówić o elektroenergetyce, chociaż najpierw trzeba w tym sektorze przeprowadzić konsolidację pionową.

PAP: Co najtrudniejszego poza PZU zostawia Pan następcy, a może pozostawi Pan sugestie zmian w prawie?

Jacek Socha: Na pewno powinna powrócić ustawa reprywatyzacyjna. Sejm przyjął ustawę zabużańską, w związku z tym jest jakiś wzorzec rekompensat za utracone mienie. Potrzebna jest nowelizacja ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji, która zawiera mnóstwo absurdów. Następna sprawa to ustawa kominowa, którą nazywam sufitową. Powinna zostać uchylona. Trzeba też zakończyć trudny proces konsolidacji sektora farmaceutycznego.

PAP: Co z doświadczeń przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych i Giełd mógł Pan wykorzystać w ministerstwie?

Jacek Socha: Na pewno znajomość rynku kapitałowego i przygotowywania ofert publicznych. A także zasadę - nie ma kwitu, nie ma rozmowy. Należy unikać godzinnych debat bez twórczych rozwiązań. Ale to są stanowiska nieporównywalne. W KPWiG najtrudniejsza była cała sfera nadzoru nad rynkiem. W ministerstwie daje o sobie znać waga decyzji, które się podejmuje.

PAP: Co pan będzie robił po odejściu z ministerstwa?

Jacek Socha: Będę pracował. Dziś otrzymałem kolejną propozycję. Jak widać, rynek wysoko notuje moje dokonania, doświadczenie, nazwisko. Te propozycje, które otrzymuję, nie są związane z pracą doradczą, ale z podejmowaniem strategicznych decyzji.

PAP: Jaką radę zostawiłby Pan swojemu następcy?

Jacek Socha: Minister skarbu wciąż styka się z osobami, które gotowe są doradzić, wywodzącymi się z różnych środowisk - politycznych, biznesowych, także dziennikarskich. Jednak, gdy podejmuje decyzje, jest sam i musi mieć głębokie przekonanie, że decyzja jest słuszna i podjęta z pełną rozwagą.

Anna Lach

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane