Solidarne państwo, skłóceni posłowie

Adam Sofuł
opublikowano: 12-02-2007, 00:00

Jeżeli opozycja nie zgłosi swoich kandydatów do komisji, to wybierzemy jej skład mimo tego bojkotu — zapowiedzieli w piątek posłowie Prawa i Sprawiedliwości. To dość niecodzienna sytuacja, by komisję sejmową powoływać tylko spośród przedstawicieli koalicji. Skądinąd i stosowany przez opozycję bojkot można uznać za sytuację wyjątkową. Ale też komisja jest nadzwyczajna — ma rozpatrywać projekty ustaw wchodzących w skład sztandarowego programu PiS — „Solidarnego państwa”.

Nadal jednak nie wiadomo, jakie dokładnie ustawy miałaby rozpatrywać komisja „Solidarnego państwa”. Jeśli wierzyć „Dziennikowi”, z kancelarii premiera wypłynęła lista pięciu ustaw, które komisja miałaby rozpatrywać na początek — dwie oświatowe i trzy dotyczące wymiaru sprawiedliwości. Można mieć do opozycji pretensję o bojkot , ale wypada się z nią zgodzić, że to słaby argument, by powoływać odrębną nadzwyczajną komisję. Z czasem ustaw będzie więcej, ale wypadałoby je poznać przed powołaniem komisji, chociażby po to, by wiedzieć jakich posłów do takiej komisji skierować. Czy — jeśli zostanie utrzymana obecna proporcja — wystarczą parlamentarzyści wyspecjalizowani w kwestiach prawnych i edukacji, czy w miarę napływu ustaw, przydałby się jakiś fachowiec od gospodarki.

Wątpliwości jest zresztą więcej — skoro program „Solidarnego państwa” jest dość szeroki, to powołanie nadzwyczajnej komisji jest błędem. Może lepiej, gdy ustawami z różnych dziedzin będą się zajmować wyspecjalizowane stałe komisje, a nie komisja od wszystkiego. Wątpliwości budzi kandydat na jej szefa — Krzysztof Jurgiel, który sprawnością urzędniczą dotychczas nie zasłynął, podobnie jak wszechstronnością. Znany jest raczej jako PiS-owski specjalista od rolnictwa. Chyba że nie chodzi o merytoryczną pracę nad ustawami i szukanie kompromisu, ale o szybkie przepychanie przez parlament rządowych pomysłów. Z tego punktu widzenia i powołanie komisji, i wybór (niemal pewny) jej przewodniczącego stają się naturalne.

Od wielu tygodni w obozie rządowym przebąkiwano o nowym otwarciu. Spekulowano o próbie uzyskania dla rządu nowych środowisk. Okazją do tego miała być szumnie nagłaśniana ocena resortów. Jej skutki przeszły najśmielsze oczekiwania, okazuje się, że za kiepską grę można dostać co najwyżej żółtą kartkę, czerwoną za dyskusję z sędzią. Nadzieje na klimat partnerstwa i współpracę diabli wzięli i PiS zamiast próbować przekonać opozycję do idei powołania komisji, powoła sobie własną — niesolidarną komisję do programu „Solidarne państwo”.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu