Solidność i... apetyt

Marcin Bołtryk
13-04-2006, 00:00

Toyotą Land Cruiser jeździli żołnierze ONZ, policjanci i… Osama bin Laden. Teraz czas na biznesmenów.

Najnowsze wcielenie kultowej już japońskiej terenówki — Toyoty Land Cruiser — w niczym nie przypomina siermiężnych aut sprzedawanych pod tą samą nazwą w latach 50. Protoplastą dzisiejszego Land Cruisera był lekki samochód z napędem na cztery koła, produkowany dla wojska. Pierwsze 100 egzemplarzy przeszło chrzest bojowy na wojnie w Korei. Seryjna produkcja Toyoty Jeep, jak ją początkowo nazywano, zaczęła się w 1951 r.

Najnowsze nadwozie Land Cruisera, zaprojektowane w europejskim ośrodku stylistycznym Toyoty, ma sylwetkę, której nie sposób pomylić z jakimkolwiek innym modelem. Nowoczesna, aerodynamiczna i... utrzymana w tym samym duchu co poprzednie land cruisery.

Bez udawania

Współczesna wersja popularnej terenówki przypomina luksusową limuzynę na dużych kołach, nie zaś terenówkę z prawdziwego zdarzenia. Japończycy walczą z tym stereotypem, organizując wyprawy po bezdrożach Afryki. Na pustyniach land cruisery poddawane są prawdziwym katuszom, które pozwalają najlepiej ocenić ich możliwości. Land Cruiser nie udaje terenówki, nie stara się też upodobnić do limuzyny. Jest i jednym, i drugim. To samochód sprawny w terenie i mocny na autostradzie.

Konstrukcja oparta na sztywnej ramie, reduktor i blokada mechanizmu różnicowego pozwalają na dotarcie w niedostępne ostępy i, co ważniejsze, wydostanie się z nich. Na asfalcie Land Cruiser prowadzi się lekko i, jak na auto o tak wysoko umieszczonym środku ciężkości, precyzyjnie. Niezależne, dwuwahaczowe zawieszenie osi przedniej w połączeniu z zębatkową przekładnią kierowniczą zapewnia większą pewność prowadzenia na szosie. O sportowym pokonywaniu zakrętów można zapomnieć, ale i tak terenowa Toyota prowadzi się na autostradzie znacznie lepiej niż podobne auta konkurencji.

Testowany egzemplarz był autem pięcioosobowym o trzydrzwiowym nadwoziu. Wigor zapewniał nowoczesny, 24-zaworowy silnik benzynowy V6 o mocy 249 KM i maksymalnym momencie obrotowym 380 Nm. Warto podkreślić, że w przypadku testowanego modelu oznacza to, że 1 KM napędza tylko 7 kg masy samochodu. Co przez to rozumieć?

Oktanowy ocean

Na autostradzie Land Cruiser to prawdziwa rakieta. Do setki rozpędza się w 9 s, a maksymalną prędkość (180 km/h) osiąga bez wysiłku. To imponujący wynik jak na auto terenowe. A minusy? Fakt, że pod pedałem przyspieszenia drzemie piekielna moc, nie pozostaje bez wpływu na koszty utrzymania. Jeśli użytkownik zechce skorzystać z owych piekielnych mocy, musi liczyć się z tym, że Land Cruiser pochłonie morze benzyny — w trasie około 20 l na 100 km. Przy spokojnej jeździe zużycie można ograniczyć do około 15 l.

Jak na „limuzynę” przystało, auto nafaszerowane jest elektroniką. Wymienić trzeba — Hill-start Assist Control (HAC). System ten monitoruje obroty kół podczas wjazdu na zbocze i ruchu po śliskich nawierzchniach. Kontrolując obroty poszczególnych kół, HAC blokuje ześlizg i umożliwia ruch jedynie do przodu. Watro wspomnieć o Downhill Assist Control, który automatycznie kontroluje prędkość obrotu kół i zapobiega niekontrolowanemu ześlizgiwaniu się pojazdu ze zbocza. Wnętrze Toyoty Land Cruiser zostało zaprojektowane z myślą o użytkownikach. Wskaźniki i przełączniki znajdują się tam, gdzie należy się ich spodziewać, a ich wygląd i działanie podporządkowano zasadom ergonomii. W kabinie rzuca się w oczy wysoka jakość — zarówno materiałów, jak i wykonania.

Najtańszy Land Cruiser z silnikiem V6 kosztuje 185 tys. zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Solidność i... apetyt