Spadek cen wyhamuje pod koniec roku

Izabela Tadra
28-04-2009, 00:00

Ceny mieszkań spadają, choć umiarkowanie. W niektórych miastach ta tendencja może ulec zmianie już pod koniec 2009 r.

Deweloperzy wycofują ze sprzedaży część lokali

Ceny mieszkań spadają, choć umiarkowanie. W niektórych miastach ta tendencja może ulec zmianie już pod koniec 2009 r.

Mimo że dane GUS wskazują, iż tylko w pierwszym kwartale 2009 r. deweloperzy ukończyli dużo więcej mieszkań niż w latach poprzednich, to jednak liczba lokali wystawionych na sprzedaż jest aż pięciokrotnie niższa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego i trzy razy niższa niż dwa lata temu. W sumie na rynek sześciu największych polskich miast (Warszawa, Poznań, Wrocław, Łódź, Kraków, Trójmiasto) trafiło niecałe 34 tys. nowych lokali i według prognoz firmy Reas ich liczba będzie malała.

W pierwszym kwartale 2009 r. sprzedano niemal 2 tys. mieszkań więcej niż wprowadzono do sprzedaży. Co z tego, skoro w tym samym czasie odnotowano aż 1020 ich zwrotów i rezygnacji z transakcji zakupu. Bilans wychodzi na zero. Zwrotów mieszkań jest zaskakująco dużo, zwłaszcza że ceny oferowane, które i tak znacznie różnią się od transakcyjnych (deweloperzy sprzedają swoje mieszkania nawet o 15 proc. taniej niż zamierzali), są aż o 13 proc. niższe niż na początku ubiegłego roku.

Górki i dołki

Tak znaczne obniżki cen spowodowały, że w niektórych miastach liczba zawieranych transakcji zaczęła rosnąć.

— Gdyby tempo sprzedaży utrzymało się na poziomie ostatnich dwóch kwartałów, to do pozbycia się mieszkań znajdujących się obecnie na warszawskim rynku pierwotnym trzeba by aż 33 miesięcy. W Łodzi trwało by to 24, w Krakowie 21, a w Poznaniu 19 miesięcy. I to przy założeniu, że na rynek nie trafi ani jedno mieszkanie więcej — mówi Katarzyna Kuniewicz z Reas, autorka raportu o sytuacji na rynku mieszkaniowym w pierwszym kwartale 2009 r.

Deweloperzy mają swoją teorię na wyjaśnienie tego zjawiska.

— Powodem słabej sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym nie jest brak potencjalnych nabywców, ale znaczne ograniczenie przez banki dostępu do kredytów hipotecznych. Zainteresowanych zakupem powstrzymuje brak możliwości sfinansowania go, zwłaszcza tańszymi kredytami walutowymi. Wciąż oczekują też na jeszcze większe spadki cen lokali — mówi Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży w Red Real Estate Development.

Według Kazimierza Kirejczyka z Reas, liczba kredytów udzielanych na zakup lokali już ukończonych spadła nawet o 45 proc. Natomiast w przypadku pożyczek na zakup mieszkań we wcześ-niejszej fazie budowy spadek ten jest, jak twierdzi, najprawdopodobniej o wiele większy.

— Rośnie znaczenie sprzedaży mieszkań za gotówkę. Zjawisko to będzie pewnie narastać, a klient chcący tak nabyć lokal może zawsze liczyć na większe opusty i odstępstwa od cen ofertowych — tłumaczy Kirejczyk.

Z analiz redNet Consulting wynika także, że średnia zniżka, jaką można uzyskać dziś na stołecznym rynku pierwotnym to 8,4 proc.

Jednak będzie drożej

Naturalną konsekwencją spadku popytu jest ograniczenie liczby nowych inwestycji. Od drugiej połowy ubiegłego roku stale maleje liczba mieszkań oddawanych do użytku, choć cały czas buduje się ich dość dużo. Analitycy szacują też, że wstrzymano około 85 proc. projektów, których realizację planowano na rok bieżący, co skutecznie obniży podaż. Dodatkowo deweloperzy wycofują z oferty mieszkania, które sprzedawały się źle lub były po prostu za drogie jak na obecne możliwości klientów. Zabieg ten dodatkowo obniża podaż. Ograniczenie oferty rynkowej już niedługo może spowodować wzrost cen gotowych lokali.

— Ewentualny wzrost popytu może spowodować powrót kapitału z lokat bankowych. Do naszego biura sprzedaży trafia obecnie wiele osób zamierzających kupić mieszkanie z przeznaczeniem pod wynajem. Również deweloperzy rozważają możliwość wynajmowania niesprzedanych lokali. Inwestowanie w nieruchomości jest teraz korzystne, ze względu na możliwość uzyskania znacznego rabatu. Wzrost stawek wynajmu spowodował, że mieszkania z dobrą lokalizacją zaczynają ponownie być atrakcyjną lokatą kapitału — mówi Teresa Witkowska.

Kazimierz Kirejczyk nie wierzy jednak, by przeznaczanie niesprzedanych mieszkań przez deweloperów na wynajem, było tendencją masową.

— Deweloperzy wolą przetrzymać niepopularne i źle sprzedające się lokale, niż je wynajmować. Zwłaszcza, iż po uwzględnieniu kosztów zakupu mebli i wyposażenia, a potem remontu często jest to nieopłacalne — mówi Kazimierz Kirejczyk.

Jego zdaniem zjawisko ograniczania nowych inwestycji utrzyma się co najmniej do końca tego roku, a może przeciągnąć się na przyszły. Konsekwencją będzie wyhamowanie spadku cen w tych miastach, w których oferta się kurczy. Można się tego spodziewać nawet pod koniec 2009 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Izabela Tadra

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Spadek cen wyhamuje pod koniec roku