Spadły rachunki, więc powraca abonament

Kamil Kosiński
opublikowano: 21-04-2008, 00:00

ajpierw w całej Polsce pojawiły się znaki promujące charakterystyczną czerwoną łapę. Choć domysłów, o co chodzi, było wiele, dość szybko wykrystalizował się pogląd, że mają one związek z telefonią komórkową. Nieznana pozostawała tylko odpowiedź, czy to kampania reklamowa czwartej sieci infrastrukturalnej, czy operatora wirtualnego. Oba warianty odpowiedzi okazały się błędne. Czerwone łapy promowały Heyah — nowy system przedpłacony Polskiej Telefonii Cyfrowej (PTC), czyli działającego od lat operatora infrastrukturalnego.

Oferta cenowa Heyah była pod wieloma względami przełomowa. Użytkownicy tej marki nie mogli co prawda liczyć na subsydiowane aparaty, ale w zamian otrzymywali tanie jak na tamte czasy rozmowy — 68 gr brutto za połączenia wewnątrz sieci i 98 gr za połączenie z inną siecią. Po ośmiu tygodniach Heyah miała prawie milion użytkowników. Trzy lata później PTC jako jedyna zanotowała jednak ujemną dynamikę użytkowników nieabonamentowych. Z systemów Tak Tak i Heyah ubyło w 2007 r. ponad 107 tys. numerów.

— Nasza polityka jest pod tym względem bardzo jasna. Nie trzymamy martwych dusz. Karty nieużywane przez trzy miesiące są wyłączane — podkreśla Agata Borowska z PTC.

— Nie sądzę, aby PTC ubyło klientów prepaid, którzy wykonują połączenia. Jeżeli czyjaś oferta prepaid budziła małe zainteresowanie, to raczej była to oferta Polkomtela, który wyraźnie postawił na promocję usług abonamentowych — zaznacza Grzegorz Bernatek, kierownik działu analiz firmy analitycznej Audytel.

Przełomowy rok 2007

Nie można jednak mieć złudzeń. Eldorado na klientów prepaid się skończyło. Rok 2007 przyniósł wyraźny regres w sprzedaży numerów przedpłaconych. W porównaniu z rokiem 2006 popyt na nie spadł o 65 proc. Z kolei wzrost sprzedaży numerów abonamentowych o 28 proc. spowodował, że w 2007 r. aktywowano ich milion więcej niż tych bez zobowiązań finansowych klientów wobec operatorów. Popularyzacji systemów nieabonamentowych nie pomogło nawet pojawienie się kilku operatorów wirtualnych, którzy nie oferują nic innego poza kartami prepaid, ani wejście na rynek czwartego operatora infrastrukturalnego, jakim jest P4 z siecią Play, której trzy czwarte klientów na koniec 2007 r. stanowili użytkownicy prepaid. Jednocześnie był to kolejny rok spadku wskaźnika ARPU, czyli przychodów z użytkownika — u operatorów infrastrukturalnych spadł on już poniżej 50 zł miesięcznie.

— Zasadą jest, że sięganie przez operatorów po klientów przynoszących coraz niższe przychody zwiększa bazę użytkowników systemów prepaid. Spadek znaczenia numerów przedpłaconych był więc niespodziewany. Choć trzeba przyznać, że zdarzają się sytuacje wyjątkowe. W Finlandii zdecydowanie dominują kontrakty terminowe, a we Włoszech 90 proc. numerów działa w systemach przedpłaconych — komentuje Tomasz Kulisiewicz, ekspert rynku teleinformatycznego.

Rok 2007 był też wyjątkowy pod innym względem. W jego trakcie liczba aktywnych kart SIM po raz pierwszy przerosła liczbę mieszkańców Polski — o blisko 10 proc. Było to w dużej mierze konsekwencją pojawienia się Heyah. Uruchomienie tej marki przedpłaconej znacznie przyspieszyło proces obniżania cen usług, co w konsekwencji doprowadziło do upowszechnienia się telefonii komórkowej. O ile jeszcze w 2003 r. liczba aktywacji kart SIM netto wynosiła około 3,5 mln, o tyle w 2004 r. była już o 2 mln wyższa, by w 2006 r. siegnąć 7,6 mln. W latach 2003-06 proporcja aktywnych kart SIM do liczby mieszkańców zwiększyła się z 45,1 do 96,4 proc. Stało się to głównie dzięki numerom przedpłaconym. Liczba nowych kontraktów okresowych w latach 2003-06 wzrosła o 7,7 mln, podczas gdy aktywnych kart prepaid o 15,2 mln.

Tylko 0,2 karty mniej

Na nieoczekiwany renesans numerów abonamentowych wpływ miała na pewno rosnąca popularność bezprzewodowej transmisji danych. Działanie karty modemowych wykorzystywanych w laptopach lub terminalach do obsługi kart płatniczych niejako z definicji jest oparte na abonamentowych kartach SIM. Ale wzrost liczby kontraktów wiążących użytkowników z operatorami sieci ma też inne podłoże. Komercyjny start P4, który nastąpił w marcu 2007 r., wywołał u pozostałych operatorów reakcję obronną.

— Dużo zainwestowali w reklamy zachęcające do przechodzenia z usług prepaid na postpaid. Byli przy tym gotowi podpisywać umowy z większymi niż dotychczas rabatami cenowymi — wyjaśnia Grzegorz Bernatek.

Jego zdaniem, tempo przyrostu liczby abonentów będzie się stopniowo zmniejszać, zarówno procentowo, jak i w liczbach bezwzględnych, z powodu postępującego nasycenia bazy potencjalnych klientów. Mimo ubiegłorocznego boomu przewidywany spadek dynamiki wzrostu będzie wyraźniejszy w segmencie abonamentowym niż prepaid. Niemniej ten ostatni nie odzyska już takiej pozycji, jaką miał w 2006 r., i liczba aktywnych kart SIM w systemach przedpłaconych raczej nie przekroczy już 60 proc. ogółu aktywnych numerów. Według prognoz firmy Audytel, powolny, ale systematyczny spadek udziałów numerów przedpłaconych w ogólnej bazie klientów operatorów mobilnych zostanie zatrzymany tylko w 2012 r., kiedy to ze względu na mistrzostwa Europy w piłce nożnej wielu przybyszów kupi takie karty, aby używać ich podczas pobytu w Polsce. Z szacunków Audytela wynika, że w 2012 r. liczba aktywnych kart SIM przekroczy w Polsce o blisko 40 proc. liczbę mieszkańców. Statystyczny użytkownik telefonii mobilnej będzie miał jeden numer prepaid, ale również aż 0,8 numeru abonamentowego. l

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy