Spiski: Epidemia albo nie wpadajcie w panikę

AdS
opublikowano: 26-10-2007, 00:00

DLACZEGO?

Oto ślepota narodu... Pod bełkotliwym językiem byłego prezydenta kryje się drugie dno. Bezdenna perfidia terrorystów! Demaskujemy knowania podstępnych komand!

Początki? Niepozorne... Były prezydent zachwiał się, zabełkotał, przemówił po francusku. I wszystko wróciło do normy. Potem jednak objawy zaczęły się nasilać. Mówił powoli, ale niewyraźnie. I nikt nie rozumiał, o co mu chodzi. Wyjaśnił, że to filipiński wirus (ryzykując dyplomatyczny konflikt z Filipinami). Zaczęły się śmichy-chichy. Niesłusznie!

Wkrótce wszystko było jasne. Epidemia uderzyła w nas jak grom. Nagle się okazało, że większość znanych nam polityków mówi powoli, ale niezrozumiale. I nikt nie wie, o co im chodzi. Trudno przypuszczać, by wszyscy borykali się z brzydkim problemem, o jaki podejrzewano byłego prezydenta. A więc wirus! Czy aby jednak na pewno filipiński?

Wystarczy skojarzyć. Prowadzimy wojnę. Terroryści już zmienili wynik wyborów w jednym z krajów naszych sojuszników (zamach — socjaliści — Hiszpania). To prawdopodobieństwo graniczące z pewnością: staliśmy się celem terrorystycznego ataku (chemicznego, biologicznego?). Dlaczego więc nie ma powszechnego alarmu i mobilizacji? A po co... My tę epidemię znamy od dawna. Nigdy nie wiedzieliśmy, o co chodzi politykom. A przecież, biedni poszkodowani, zawsze mówili wolno i niewyraźnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AdS

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu