Spitsbergen Ryszarda Solskiego

Wysłuchała Danuta Hernik
opublikowano: 29-11-2018, 22:00

Właściwie o tej podróży powinno się opowiadać latem, bo odbyła się w lipcu. Ale — jak wskazuje prezes Solski Communications — arktyczne lato to też krajobraz zimowy, odpowiedni do pokazania w czasie bożonarodzeniowym.

Popłynąłem tam w lipcu 2010 r., w pełni białych nocy. Ziściłem marzenie, które wcześniej zaprowadziło mnie na subantarktyczne południe Chile, potem na Ziemię Ognistą, wreszcie na Antarktydę. Zatem gdy poznałem — choć trochę — skrajne południe kuli ziemskiej, zaczęła mnie drążyć myśl o dalekiej północy. Spitsbergen stał się naturalnym wyborem.

Kierunek Svalbard. To był zasadniczo rejs dookoła Spitsbergenu, największej wyspy zajmującej około 2/3 archipelagu Svalbard liczącego kilkanaście wysp na Oceanie Arktycznym. Sam Spitsbergen (norw. szpiczaste góry), ze stolicą prowincji Svalbard, Long- -yearbyen, ma niespełna 40 tys. km kw. Cały archipelag zajmuje około 60 tys. km kw. Dla zwykłego człowieka (nie badacza czy polarnika) rejs statkiem wokół Spitsbergenu jest jedyną szansą na obejrzenie go z różnych stron ze względu na trudne warunki terenowe, ograniczone możliwości noclegu czy uzupełnienia żywności, nie mówiąc już o zagrożeniu dla życia (niedźwiedzie polarne). Dlatego zwiedzanie lądem całej wyspy nie wchodzi w rachubę. Turyści mogą wynająć miejscowego trapera przewodnika i skuterami śnieżnymi udać się nieco w głąb lądu. Oczywiście uzbrojeni, ponieważ to jest teren niedźwiedzi polarnych.

Wyruszyliśmy z Longyearbyen. To miasteczko, które liczy niecałe 2 tys. mieszkańców, ma jeden hotel i trochę kwater prywatnych. Jest też kościół, jedna ulica z kilkoma krótkimi przecznicami i kolorowe domki. Aha! I cmentarz, zresztą nieczynny już od 70 lat, ponieważ zwłoki zamarzały w wiecznej zmarzlinie i zaniechano pochówku na wyspie. Przewodnicy żartują: „Pamiętajcie, nie wolno wam tutaj umrzeć, bo nie możemy was pochować i będzie kłopot”.

Po okolicy jeździ się skuterami śnieżnymi. Pytałem, czy można wypożyczyć samochód. Odpowiedzieli, że można, tylko po co? Jest tam 40 km dróg, ale chyba razem z ulicami, podjazdami pod domy i drogą do lotniska. Całą żywność i niezbędne produkty przywozi się na Spitsbergen ze stałego lądu.

Magiczny rejs. Nocowaliśmy na statku. W trakcje rejsu, który zajął nam osiem dni, wpływaliśmy do fiordów, cumowaliśmy w osłoniętych zatoczkach i 12-osobowymi motorowymi pontonami, tzw. zodiakami, przybijaliśmy do brzegu. Trzeba było mieć wysokie, nieprzemakalne buty, bo wysiadało się w lodowatej wodzie — nie było portów ani przystani. Potem ruszaliśmy gęsiego po lądzie w asyście uzbrojonych przewodników.

Wypłynęliśmy z Isfjorden i ruszyliśmy wzdłuż wschodniego wybrzeża Morzem Grenlandzkim na północ do cieśniny Forland (Forlandsundent), oddzielającej Spitsbergen od Ziemi Księcia Karola (Prins Karls Forland). Najpierw zawinęliśmy do Ny-Alesund. To najbardziej wysunięta na północ osada, w której mieszczą się placówki badawcze kilku krajów, w tym baza Norweskiego Instytutu Polarnego. Polska Stacja Polarna Hornsund im. Stanisława Siedleckiego działa na Spitsbergenie od 1957 r. (na południowym cyplu wyspy). Prowadzi ją Instytut Geofizyki Polskiej Akademii Nauk (PAN). Na terenie stacji znajduje się latarnia morska. Niedaleko Ny-Alesund ma swoją maleńką stację badawczą toruński Uniwersytet Mikołaja Kopernika. W Ny-Alesund jest pomnik Roalda Amundsena, który w 1925 r. wystartował stamtąd z ekipą dwoma samolotami wodnymi, żeby zdobyć biegun drogą lotniczą. Jeden samolot miał awarię. Lądowali na wodzie i musieli w drogę powrotną zabrać się drugim — sześć osób w trzymiejscowym samolocie, bez wymaganego pasa startowego. Udało się. Amundsen zawsze startował z Ny-Alesund i generalnie wyprawy na biegun północny ruszały z tego miejsca.

Wpłynęliśmy do Krossfjorden — 30-kilometrowego fiordu na północno-zachodnim wybrzeżu, będącego bramą do kilku mniejszych fiordów. W zatoczce Ebeltofthamna na początku XVII w. powstała pierwsza baza wielorybnicza. Przed nami góry, błękitny lodowiec i krystaliczna woda. Cisza i słońce przez całą dobę.

Następnie dalej na północ, mijając Przylądek Mitra, i na wschód wzdłuż północnych cypli, mijając wejścia do Woodfjorden i Wijdefjorden. Na północy pojawiają się czerwone góry z piaskowca, które spotykają się z cudownym błękitem Morza Arktycznego. Morze ma wielkiwpływ na klimat. Od zachodu płynie ciepły prąd zatokowy, Golfsztrom, który ociepla rejon zachodni. Od wschodu, z Morza Barentsa, płynie zimny prąd i tu jest niższa temperatura. To zresztą widać: po zachodniej stronie jest cieplej, rosną mchy i krzewinki, tylko tu mieszkają ludzie. Po wschodniej stronie są niemal same lodowce (60 proc. powierzchni Svalbardu to lodowce). Średnia temperatura lata na Spitsbergenie to 3-6 stopni, więc nie było tak bardzo zimno. Jednego dnia było nawet 10 stopni ciepła. Słońce. To był przecież lipiec — szczyt lata. Zimą jest średnio minus 16-20 stopni.

Dalej skierowaliśmy się na południe, przez cieśninę Hinlopen (Hinlopenstretet), oddzielającą Spitsbergen od Ziemi Północno-Wschodniej (Nordaustlandet): wąski przesmyk, przez który przedostanie się bardzo często uniemożliwia kra lodowa. Pod koniec lipca kra stopniała i udało się nam tędy przepłynąć. Dalej poruszaliśmy się wzdłuż zachodnich brzegów Spitsbergenu, otaczając Wyspę Barentsa i przeciskając się przez Freemansundet, między wyspami Barentsa i Edge’a. Aż do Przylądka Południowego.

Z dala od ludzi. Ocenia się, że na Svalbardzie żyje do 10 tys. dzikich reniferów. To podgatunek zwany reniferem spitsbergeńskim. Różnią się od tych skandynawskich wielkością. Chociaż dzikie, nie boją się ludzi, zbliżają się do osad. Poruszają się w małych stadach, liczących trzy, cztery sztuki. Zdarzają się i samotniki. Żyją tam również lisy polarne. Ssaki mieszkające nad wodą reprezentowane są przez liczne foki i morsy. W morzu żyją delfiny i wieloryby. Niedźwiedź polarny (około 3 tys. osobników) nie boi się człowieka, widzi w nim wyłącznie pożywienie. Nie daje się przegonić, ani wypłoszyć. Jest bardzo niebezpieczny. Tym bardziej, że biega do 60 km na godzinę. Człowiek nie ma z nim szans.

Obowiązuje bezwzględny zakaz polowań na Svalbardzie, jednak w każdej grupie musi być człowiek ze strzelbą na wypadek ataku niedźwiedzia. Ale ponieważ nie wolno do nich strzelać, więc każdy przypadek śmierci niedźwiedzia jest odnotowywany i Norwegowie prowadzą dochodzenie. Mieliśmy w planach odwiedzenie polskiej stacji polarnej, ale odebraliśmy telefon, że nie możemy do nich dobić, bo właśnie w pobliżu stacji znaleziono martwego niedźwiedzia i rozpoczęło się dochodzenie. Wszyscy są przesłuchiwani. Może padł ze starości...

Na Svalbardzie żyje ponad 100 gatunków ptaków, głównie morskich: nurzyk polarny, który gnieździ się wysoko na skalnym klifie, mewa trójpalczasta, mewa blada, wydrzyk, nur, pardwa, nurnik, maskonur. Bardzo popularne są kaczki — edredony i tukany. Gęsi — bernikla białolica i gęś krótkodzioba. I nautyki, które śmiesznie startują. Biegną po wodzie i podrywają się do lotu. Rybitwa popielata to bardzo bojowy ptak, który atakuje wszystkich. Kiedy robiłem mu zdjęcie, zapikował w moją głowę. Dziobnął mnie przez czapkę ostrym, mocnym dziobem, co było dość bolesne. Najlepsza metoda na nie, to trzymanie czegoś nad głową — wtedy atakują tę rzecz. Rybitwy popielate odbywają najdłuższe wędrówki ze wszystkich ptaków na świecie, do 30 tys. km. Potrafią przelecieć ze Spitsbergenu na Antarktydę, okrążyć ją i wrócić. Na północy spotykamy morsy. Tym, co najbardziej pociągało Europejczyków, były kły morsów, bo mogły jako surowiec zastąpić kość słoniową. Po co morsowi te kły? Wcale nie do walki z innymi morsami, ale do wyszukiwania pożywienia. Mors orze nimi dno i w ten sposób wydobywa zakopane w piasku skorupiaki, rozgwiazdy i inne stworzenia.

Do rozpoznania zdobyczy służą mu wąsy na pysku. Spitsbergen został odkryty w 1596 r. przez Willema Barentsa. Odkrywcom spodobało się, że jest mnóstwo morsów i fok. I wieloryby... Przez następne 200 lat polowano tam bez ograniczeń. Wyławiano wieloryby, powstawały osady wielorybnicze, po których do dziś pozostały ślady. Morsy zostały niemal doszczętnie wybite... Dopiero po II wojnie światowej zakazano polowań na nie i ginąca populacja odbudowała się z ostatnich przedstawicieli gatunku. Teraz zwierzęta nie boją się ludzi. Do naszej łodzi zodiak podpływały ciekawskie foki. Północ to też rejon niedźwiedzi polarnych.

Najwięcej ich jest po tej zimniejszej stronie, tu pokrywa lodowa jest grubsza. Topnienie lodu to ogromne zagrożenie dla nich. Foki się przenoszą, a przecież są podstawą bytu niedźwiedzi. Chociaż żywią się głównie fokami, ich ofiarą może paść mały mors, lis polarny, zjadają także padlinę, np. martwe ptaki.

Trwa dyskusja wśród naukowców, czy niedźwiedź polarny jest zwierzęciem morskim, czy lądowym. Wielu skłania się ku opinii, że to zwierzęta morskie, bo przede wszystkim pływają. Niedźwiedź, którego widzieliśmy ze statku (zatrzymaliśmy się, żeby bliżej mu się przypatrzeć), płynął około dwóch kilometrów od brzegu.

Latem na Spitsbergenie na bardzo krótko wychylają się kwiaty. Oczywiście bezwonne, wiatropylne. Nie ma owadów. Nie ma też drzew i krzewów. Wprawdzie naukowcy twierdzą, że jest brzoza karłowata i wierzba, ale nie widziałem roślin wyższych niż 20-30 cm.

Cywilizacja i kopalnie węgla. Nazwa stolicy regionu, Longyearbyen, pochodzi od nazwiska magnata amerykańskiego Longyera, który znalazł tam pokłady węgla kamiennego. Miał firmę wydobywczą i zaczął kopać węgiel.

W 1920 r. podpisano Traktat Spitsbergeński, który zdemilitaryzował Spitsbergen, przyznał go Norwegii, ale jednocześnie dał wszystkim sygnatariuszom traktatu (w tym Polsce) prawo do osiedlania się tam i prowadzenia działalności gospodarczej.

Dziś działają tam dwie kopalnie norweskie i jedna rosyjska (na południu wyspy). Ale trudno mówić o opłacalności wydobycia dla Rosji, bo logistyka jest bardzo trudna i kosztowna.

W Longyearbyen jest muzeum arktyczne i światowy bank nasion — co na wypadek jakiegoś kataklizmu daje możliwość odtworzenia ziemskiej flory. Około 60 proc. powierzchni Spitsbergenu stanowią rezerwaty. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wysłuchała Danuta Hernik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Spitsbergen Ryszarda Solskiego