Spokojnego portu można szukać na rynkach alternatywnych

Małgorzata Ciechanowska
opublikowano: 25-11-2011, 00:00

Coraz więcej Polaków stawia na bezpieczniejsze inwestycje alternatywne.

Dobra koniunktura na rynku akcji trwała jedynie do końca kwietnia, a od lipca były już spore spadki indeksów, od kilkunastu do ponad 20 proc. Nic nie zapowiada, aby w najbliższych miesiącach było lepiej. Na przeszkodzie stoją kłopoty finansowe strefy euro i kiepskie perspektywy gospodarcze.

— Nadchodzący rok będzie prawdopodobnie równie burzliwy jak ten, który mija. Jeśli nie dojdzie do recesji w największych gospodarkach, a spowolnienie tempa wzrostu nie będzie zbyt głębokie i długotrwałe, to odważniejsi inwestorzy mogą zacząć myśleć o kupowaniu akcji już wiosną. Na zyski będą mogli liczyć po kilkunastu miesiącach — uważa Roman Przasnyski, analityk Open Finance.

Do wcześniejszych zakupów na giełdzie może skłonić luzowanie polityki pieniężnej przez najważniejsze banki centralne. Pierwszy krok zrobił Europejski Bank Centralny, obniżając na początku listopada stopy procentowe.

— Jeszcze jedna obniżka stóp w Europie lub bardziej agresywne skupowanie obligacji przez Fed powinno być dobrą okazją do stopniowego zwiększania udziału akcji w portfelach. Potencjał ewentualnej zwyżki notowań akcji i okres fali wzrostów trudno obecnie oszacować. Jeśli największe gospodarki zaczną wracać na ścieżkę wzrostu, można liczyć na 20-30 proc. wzrostu wartości indeksów do końca 2012 roku — przewiduje Roman Przasnyski.

Do tego czasu inwestorzy, szczególnie mniej doświadczeni, powinni wybierać inwestycje bezpieczniejsze, czyli lokaty bankowe i obligacje. Wiosną skończą jednak żywot tzw. lokaty antybelkowe, pozwalające uniknąć 19-procentowego podatku od zysków kapitałowych. Na większe ryzyko, czyli akcje, mogą sobie pozwolić bardziej doświadczeni lub cierpliwi.

Bezpieczny zarobek

Aby zwiększyć pewność, że inwestycja nie przyniesie strat, lepiej wybierać produkty ustrukturyzowane, które zakładają 100-procentową gwarancję ochrony wpłaconych pieniędzy.

— Z jednej strony, w razie niekorzystnej zmiany warunków rynkowych inwestor otrzymuje wpłacone pieniądze w pełnej wysokości, a z drugiej — w razie ziszczenia się założonego scenariusza jego zysk może wynieść nawet kilkanaście procent rocznie — wyjaśnia Paweł Majtkowski z Expandera.

Do wad produktów ustrukturyzowanych należą ich ograniczona płynność i próg wejścia, który wynosi co najmniej kilka lub nawet kilkanaście tysięcy złotych. Kłopotliwy może być także brak wiedzy o tym, jak działają najbardziej skomplikowane z tych produktów.

Nietypowe inwestycje

O ile przy inwestowaniu w waluty i surowce potrzeba jest znajomość rynku, o tyle na zakup wina, monet czy dzieł sztuki może sobie pozwolić każdy. — Do inwestowania nie potrzeba szczególnej wiedzy, ponieważ w lokowaniu kapitału pomagają eksperci od danego rynku. Barierą nie są też pieniądze potrzebne do inwestowania alternatywnego. Dla przykładu: minimalna kwota przy inwestycji w wino to obecnie tylko 2,5 tys. funtów, czyli około 12,5 tys. złotych. Średnia roczna stopa zwrotu z portfeli winnych to 37,4 proc. — wskazuje Maciej Kossowski z firmy Wealth Solutions.

Marek Nienałtowski z Domu Kredytowego Notus przypomina jednak, że wino i sztuka są podobnie jak inne aktywa narażone na spadek wartości w razie kryzysu na światowych rynkach i w gospodarce.

— Indeks Liv-ex Fine Wine 100, najlepiej chyba obrazujący poziom cen wina, od historycznego maksimum w czerwcu spadł do końca października już o ponad 15,5 proc. To reakcja przede wszystkim na zmniejszenie popytu Chińczyków, którzy do niedawna byli główną siłą sprawczą wytworzenia się prawdziwego bąbla cenowego win — ostrzega Marek Nienałtowski.

Z ostatniego raportu World Gold Council wynika, że bezpiecznym sposobem inwestowania jest numizmatyka.

— W trzecim kwartale 2011 r. aż 45 proc. popytu na złoto stanowił popyt inwestycyjny. Zdaniem wielu to właśnie on utrzymuje ceny złota na wysokim poziomie. Gdyby doszło do nagłych załamań na giełdzie, to portfel może uratować wartość kolekcjonerska, niezależna od giełdowych notowań — uważa Bartosz Wojtczak, główny analityk w firmie Inwestycje Alternatywne Profit, będącej właścicielem portalu e-numizmatyka.pl. Cierpliwi powinni pomyśleć także o kamieniach szlachetnych, których wartość powoli, ale stale rośnie.

— Ich różnorodność nie pozwala na generalizowanie zysków ze względu na kilka parametrów charakteryzujących brylant i nieprawdopodobnie niską powtarzalność. Do każdego kamienia należy podejść indywidualnie i z dużą starannością oceny potencjału inwestycyjnego — podkreśla Bartosz Wojtczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ciechanowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu