Spółki cicho sza, ale zawrzało w środowisku prawników

Jacek Konikowski
25-06-2008, 00:00

Po tekście „Spółki cicho sza” zawrzało w środowisku prawników, bo opisywana sprawa spółek z o.o. z nieważnym zarządem może dotyczyć sporej liczby takich podmiotów.

Mecenas Grzegorz Fila zauważa, że w naszym tekście pominęliśmy przepisy przejściowe kodeksu spółek handlowych, konkretnie zaś art. 615 par. 2, zgodnie z którym termin wygaśnięcia mandatu członka organu spółki kapitałowej, który rozpoczął się przed dniem wejścia w życie ustawy, ocenia się według przepisów dotychczasowych. Zatem w stosunku do osób, które zaczęły pełnić swoje funkcje przed wejściem w życie k.s.h., art. 202 nie ma zastosowania.

Argumentacja ta nie wszystkich przekonuje.

— Na stronie 924 komentarza do kodeksu spółek handlowych pod redakcją prof. Kruczalaka oraz na stronie 1297 II tomu komentarza do kodeksu spółek handlowych pod redakcją prof. Kidyby znajduje się jasna interpretacja, że przepis art. 615 par. 2 k.s.h ma zastosowanie tylko do powołania członka zarządu na czas oznaczony (kadencja), czyli nie ma on zastosowania w opisanych przez „PB” przypadkach braku oznaczenia kadencji lub powołania na czas nieoznaczony — twierdzi mecenas Zbigniew Drzewiecki.

Z kolei radca prawny Mariusz Korpalski zwraca uwagę na treść uchwały Sądu Najwyższego — Izby Cywilnej z 14 września 2007 dopuszczającej możliwość potwierdzenia czynności zarządu podobnie do czynności pełnomocnika (III CZP 31/07, OSP 56/2008). Wprawdzie teza uchwały dotyczy spółdzielni, ale jej treść obejmuje problematykę skuteczności umów organów osób prawnych w ogóle.

— Uchwała ta jest nawet bardziej korzystna niż postulowana przez wielu zmiana przepisów ustawy, a to dlatego że stanowi przejaw wykładni prawa. Oznacza to tyle, że z powodzeniem da się zastosować do sytuacji istniejącej przed jej podjęciem — twierdzi Mariusz Korpalski.

Problem w tym, że Sąd Najwyższy w sześciu wyrokach orzekł o niemożności potwierdzenia wadliwych czynności prawnych, a tylko w jednej uchwale zajął stanowisko odmienne. Sześć orzeczeń z takim samym stanowiskiem prawnym to, zdaniem prawników, jednolita linia orzecznictwa.

— Fakt sprzecznych ze sobą orzeczeń Sądu Najwyższego dowodzi niezbicie, że przepis prawny jest niejasny i wymaga nowelizacji. Oczywiste jest również, że orzeczenia Sądu Najwyższego, a szczególnie sprzeczne ze sobą, nie zastępują dobrego prawa — mówi Zbigniew Drzewiecki.

I trudno nie przyznać mu racji. Swoją drogą, ciekawe, jak wiele jest jeszcze podobnych rodzynków w polskim prawie?

Jacek Konikowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Spółki cicho sza, ale zawrzało w środowisku prawników