Spółko, sprawdź, czy nie okradasz wydawców

Karol Jedliński
opublikowano: 03-03-2010, 06:56

Wydawcy kierują do sądu coraz więcej spraw przeciwko piratom internetowym. Na tę listę mogą trafić też giełdowe spółki.

Seminarium „Własność intelektualna w spółkach giełdowych – zarządcze pułapki i ryzyka”, które odbyło się wczoraj w sali notowań GPW, partnera akcji „Szanuję, nie kopiuję", zdominował dyskurs.

- Jesteśmy na takim etapie rozwoju, ze nikt z nas tak naprawdę nie wie, czy uregulowania związane z własnością intelektualna będą motorem wzrostu gospodarczego, czy w dłuższym horyzoncie go zahamują - zaczęła Eliza Durka, dyrektor biura marketingu GPW.

- Za kilka lat autorskie prawa majątkowe, jako koncepcja, znikną – Jakub Bojanowski, partner w dziale zarządzania ryzykiem Deloitte, zaczął od prowokacji.

- Ale to oznacza, że będziemy świadkami katastrofy kulturowej. Trudno mi to sobie wyobrazić – oponował Sebastian Kawczyński, prezes Plagiat.pl.

Walka na prawo

Jakub Bojanowski przekonywał, że internet w swoich początkach był wykorzystywany jako forum dla informacji udostępnianych publicznie i za darmo. I to uwarunkowało postrzeganie sieci jako miejsca, gdzie prawa autorskie nie sięgają.

- Do tego prawo autorskie nie nadąża nad zmianami w sposobach komunikowania. I jest często bezradne. I wydawcy prasy muszą się z tym pogodzić – przekonywał partner Deloitte.

Radosław Nożykowski, prawnik z kancelarii Baker&McKenzie, przypominał jednak, że choć w przepisach nie pada słowo „internet”, to prawo obowiązuje także w sieci. I przypominał, że kilka miesięcy temu zapadł w Białymstoku pierwszy wyrok skazujący na grzywnę piratów internetowych publikujących bez licencji treści wydawców prasy. Po nim ruszyły kolejne sprawy, zakończone ugodami. Sumy odszkodowań sięgają dziesiątków tysięcy złotych.

- Obserwuję, że sędziowie w Polsce coraz bardziej rozumieją wagę sprawy, widząc z kim w spór wchodzą wydawcy. Tu negatywnymi bohaterami są zorganizowane biznesy, firmy, które z nielegalnego wykorzystywania treści ściąganych od wydawców uczyniły element biznesplanu – mówił Radosław Nożykowski.

Prawnik przypominał, że instytucja dozwolonego użytku oznacza, że treści, które już zostały opublikowane, można rozpowszechniać dalej. I tyle.

- Nie oznacza, to że można to robić za darmo i bez licencji – podkreślał przedstawiciel Bakre&McKenzie.

- W Polsce ryzyko roszczeń ze strony właścicieli praw autorskich tekstów jest wysokie, tak jak niska jest świadomość tych kwestii w firmach. To oznacza ryzyko roszczeń także wobec giełdowych spółek – wtórował prezes Plagiat.pl.

Co eksperci radzą spółkom obawiającym się naruszenia prawa? Stosowanie wewnętrznych reguł wykorzystania materiałów prasowych, wykonywanie audytów kwestii prawnoautorskich. No i podpisywanie umów z wydawcami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu