Spór o stopy między RPP a rządem szkodzi gospodarce

Stanisław Albinowski
27-04-2001, 00:00

Spór o stopy między RPP a rządem szkodzi gospodarce

Konflikty wokół RPP toczą się niemal od początku jej istnienia. Najpierw przedmiotem krytyki była nietrafność prognoz inflacyjnych (patrz diagram), a podczas seminarium NBP w czerwcu 2000 r. porównano nawet działania RPP do „myśliwego z wadą krótkowzroczności, polującego w środku nocy na zająca”. Gdy dynamika PKB zaczęła spadać, a bezrobocie rosnąć, polemiki skoncentrowały się wokół zarzutu, że wysokie stopy hamują wzrost. RPP twierdziła, iż instrumenty zwiększenia dynamiki gospodarczej leżą w gestii rządu, a jej obowiązkiem jest obrona wartości pieniądza. Nigdzie nie jest jednak zapisane, że zbijanie inflacji zależy wyłącznie (lub głównie) od aplikowania wysokich stóp procentowych — prymitywnej blokady o rujnujących skutkach ubocznych. Bezpodstawne jest przy tym odwoływanie się do doświadczeń krajów rozwiniętych w dziedzinie interakcji między polityką pieniężną a realną sferą gospodarki. U nas te sprzężenia zwrotne albo jeszcze wcale nie działają, albo ich impulsy są zbyt słabe.

Konflikt między rządem a RPP nabierał na sile. Ostatnią obniżkę stóp tylko o 1 punkt procentowy nowy prezes NBP, Leszek Balcerowicz, uzasadniał zagrożeniem inflacyjnym ze strony polityki budżetowej. Rząd z kolei wykorzystał decyzję Alana Greenspana z 18 kwietnia o czwartej w tym roku obniżce stóp w USA: premier Buzek osobiście i publicznie apelował, by RPP zdobyła się na podobny „prezent”. Dariusz Rosati, członek Rady, replikował, że RPP Świętym Mikołajem nie jest, a naciskom politycznym nie ulegnie.

Próbę wyjścia z klinczu podjął już wcześniej prof. Stanisław Gomułka z London School of Economics, doradca polskiego ministra finansów. Zaproponował on, aby — na wzór angielski — ustalanie celu inflacyjnego leżało w gestii rządu, zaś jego realizacja została powierzona RPP. Negatywna reakcja kół bliskich NBP była nie tylko ostra, ale wręcz histeryczna — zwłaszcza gdy projekt prof. Gomułki znalazł polityczne poparcie SLD.

W tym sporze widać wiele nakładających się kompetencji i podrażnionych ambicji. Stąd tak trudno o naturalną — wydawałoby się — współpracę między dwoma konstytucyjnymi organami państwa. Obie wysokie strony nie mogą nawet uzgodnić, jaki wskaźnik inflacji stosować: grudzień do grudnia (NBP) czy średnioroczny (rząd). Ten drugi, bardziej miarodajny, jest standardem statystyk międzynarodowych. Jałowość sporu o stopy ujawnia się zaś natychmiast, gdy uświadomimy sobie, że wcale nie mamy pewności czy uznanie bezkompromisowej dezinflacji za nadrzędny priorytet strategii gospodarczej ma uzasadnienie ekonomiczne w potencjalnych korzyściach wzrostu w dalszej przyszłości. Nie wiemy — by przytoczyć określenie Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty BRE Banku — czy skórka jest warta wyprawki.

Ceterum censeo: pierwotne źródła inflacji tkwią w realnej sferze gospodarki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław Albinowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Spór o stopy między RPP a rządem szkodzi gospodarce