Spowolnienie jest już faktem

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 29-07-2008, 00:00

Okres dynamicznego rozwoju gospodarczego przeszedł do historii. Silny złoty i wysokie podwyżki płac dają o sobie znać.

1. W firmach powiało pesymizmem…

Przedsiębiorcy prognozują spowolnienie gospodarcze…

Wskaźnik prognoz sytuacji ekonomicznej (w pkt)*

…będą produkować mniej…

Wskaźnik prognoz produkcji (w pkt)*

…bo dostaną mniej zamówień

Wskaźnik prognoz nowych zamówień (w pkt)*

2. …na czym ucierpią też pracownicy…

Coraz więcej firm redukuje zatrudnienie…

Odsetek firm planujących redukcję zatrudnienia (w proc.)

…coraz mniej chce je zwiększać…

Odsetek firm planujących wzrost zatrudnienia (w proc.)

…i dawać podwyżki

Odsetek zatrudnionych, którym firmy planują podnieść

pensje (w proc.)

Nastroje w firmach są najsłabsze od lat

Okres dynamicznego rozwoju gospodarczego przeszedł do historii. Silny złoty i wysokie podwyżki płac dają o sobie znać.

Spowolnienie gospodarcze już nie puka do drzwi. Stało się faktem. Najlepiej widać to po atmosferze panującej w przedsiębiorstwach. Opublikowane wczoraj badanie Narodowego Banku Polskiego, obrazujące stan koniunktury, przyniosło wyniki najgorsze od lat. Firmy dawno nie widziały swojej przyszłości w tak ciemnych barwach.

Niepokojących rekordów, wskazujących na hamowanie gospodarki, jest wiele. Wskaźnik określający prognozy firm co do ich ogólnej sytuacji ekonomicznej spadł do poziomu najniższego od czterech lat. Jeszcze gorzej wypadają prognozy produkcji przemysłowej i oczekiwania nowych zamówień — oba wskaźniki są najsłabsze od prawie sześciu lat.

— Z danych wyłania się dość ponury obraz sytuacji firm. Sygnały spowolnienia napływały wcześniej i można się było spodziewać, że prędzej czy później gospodarka zacznie zwalniać. Teraz te obawy znalazły potwierdzenie — komentuje Maja Goettig, ekonomistka Banku BPH.

Jako główną barierę w rozwoju firmy wskazują szybki wzrost cen surowców. Dla 17,5 proc. jest to największa przeszkoda. Tu też mamy smutny rekord. Jeszcze nigdy w wieloletniej historii badania tak wiele firm nie wskazało inflacji. Przedsiębiorstwa wciąż hamuje w rozwoju sytuacja na rynku pracy. 7 proc. firm uważa za główną barierę brak wykwalifikowanych pracowników, a niewiele mniej podaje żądania podwyżek płac i wysokie koszty pracy.

Mają dość

Sytuacja robi się nieciekawa dla pracodawców i pracobiorców. Spowolnienie gospodarcze wyhamuje rozwój firm, na czym ucierpi też rynek pracy. Widać to w badaniu. Firmy deklarują najniższą od dwóch lat chęć zwiększania zatrudnienia. Co gorsza, coraz więcej z nich zapowiada redukcję załogi. Obecnie mówi tak 10 proc. badanych firm, jeszcze pół roku temu było ich 6 proc.

— Pogorszenie się sytuacji na rynku pracy jest zjawiskiem naturalnym w okresie hamowania gospodarki — mówi Maja Goettig.

Oznacza to, że czasy wysokich podwyżek płac powoli się kończą. Pół roku temu gotowość do podwyższania pensji deklarowało 53,6 proc. firm. Teraz — zaledwie 24,5 proc.

Złota przeszkoda

Co jest przyczyną hamowania gospodarki? Największego spustoszenia dokonał złoty, umacniający się w ostatnich miesiącach w morderczym dla eksporterów tempie.

— W badaniu wyraźnie widać, że grupą, która najboleśniej odczuwa spowolnienie gospodarcze, są firmy wysyłające towary za granicę. Muszą działać w wyjątkowo trudnych warunkach: złoty zjada ich przychody, a u naszych głównych partnerów też widać już wyraźnie osłabienie koniunktury — mówi Maja Goettig.

Z opracowania NBP wynika, że dla 42 proc. eksporterów rozliczających się w euro, waluta ta jest tak tania, że działalność staje się nieopłacalna. Skutki widać. Wskaźnik obrazujący prognozy eksportu jeszcze nigdy w obecnej dekadzie nie był tak nisko.

— Sytuacja w eksporcie przy obecnych kursach walut jest bardzo trudna. Oczywiście, umocnienia złotego można się było spodziewać, ale to wszystko nastąpiło bardzo gwałtownie. Tak duża organizacja jak nasza nie jest w stanie „przestawić” się i przystosować do nowych warunków w ciągu sześciu miesięcy. Rozbudowaliśmy sprzedaż zagraniczną, żeby rozszerzać działalność i zmniejszać ryzyko, a teraz najlepiej by było, gdybyśmy byli firmą usługową, która rozlicza się w złotych. W tych warunkach trudno nam też pracować nad nową strategią — np. skalkulować zwrot z planowanych inwestycji — mówi Dariusz Mańko, prezes giełdowej Grupy Kęty.

Trudności zaczęły odczuwać nawet przedsiębiorcy z branży budowlanej, która ostatnio przeżywała boom.

— Budownictwo w pierwszej połowie roku było najszybciej rozwijającą się częścią polskiej gospodarki. Pojawiają się jednak też utrudnienia: rosnące koszty zatrudnienia, przeciągające się procedury przetargowe, które wydłużają okres przygotowania oferty, oraz umacniający się złoty, który mógł wpłynąć na osiągane marże przez część firm. Na szczęście pozytywów wciąż jest znacznie więcej i budownictwo jest na fali wzrostowej — uważa Marek Pawlik, prezes giełdowego ABM Solid.

Współpraca: ANP, ML, KAS, BMK

I na wozie, i pod wozem

Jesteśmy eksporterem i importerem. Ubrania kupujemy w krajach Dalekiego Wschodu, jednak budujemy sieć sklepów nie tylko w Polsce, ale również poza krajem.

Jako importerowi silny złoty nam sprzyja. Choć nie jest tak kolorowo, jakby mogło się wydawać, że gdy dolar się osłabia, to my kupujemy ubrania po coraz niższych cenach. Nie jest tak, bo Chińczycy podwyższają ceny. Mimo wszystko mocny złoty nam sprzyja, bo nasze marże są wyższe.

Z kolei jako eksporterowi silny złoty nam szkodzi. Kiedy złoty się umacnia w stosunku do walut tych krajów, w których inwestujemy i budujemy sieć (Czechy, Słowacja, Litwa), działalność eksportowa jest mało opłacalna.

Grzegorz Koterwa

członek zarządu odzieżowej spółki Artman

Przygotowani na hamowanie

Łukasz Tarnawa

PKO BP

Sytuacja finansowa firm pogarsza się. Wpływa na to osłabienie popytu (firmy oczekują, że będą sprzedawały mniej) czy kurs walutowy, który zbliża się do kresu możliwości firm i uderza w eksport. Kolejny problem pojawia się po stronie kosztowej: chodzi przede wszystkim o rosnące ceny surowców i nośników energii. Zmiany dotyczą też rynku pracy: spowolnienie gospodarcze, ograniczenie planów odnośnie do produkcji i zmniejszenie zamówień powoduje, że firmy ograniczają plany zatrudnieniowe, co przekłada się na osłabienie presji płacowej w przedsiębiorstwach. Dlatego nie będziemy już świadkami 12-proc. wzrostów płac. Nie należy się jednak spodziewać załamania: w najbliższych kwartałach sytuacja na rynku pracy się znormalizować.

Dane NBP ostrzegają: czeka nas spowolnienie. Jednak dzięki lekcji odebranej przez firmy przed siedmiu laty i dokonanej wtedy restrukturyzacji nie dojdzie do zwolnień i ograniczania płac, co przełożyłoby się na nastroje konsumentów: konsumpcja będzie wspierała wzrost gospodarczy, a dynamika PKB nie spowolni poniżej 4 proc. w następnych 4 kwartałach. Tym bardziej że firmy są przygotowane na spowolnienie, a ich sytuacja finansowa jest nieporównywalnie lepsza niż w latach 2000-01.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu