Spowolniły wskazówki w szwajcarskich zegarkach

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 26-08-2015, 22:00

O załamaniu wnioskować można nie tylko po indeksach, ale także po zegarkach, którymi azjatyccy inwestorzy mierzą czas do zamknięcia sesji.

Wyraźna aktywność wschodnich inwestorów wspominana jest w kontekście zegarmistrzowskich wyrobów przy wielu okazjach — w informacjach najczęstszych przodują imponujące zakupy spekulantów, a w tych najświeższych — kilkudziesięcioprocentowe spadki.

Inwestycyjny obiekt wyróżniać może sama marka, jak w przypadku zegarka Patek Philippe (powyżej), albo sam właściciel, o ile był nim na przykład Winston Churchill (następne zdjecie).
Wyświetl galerię [1/2]

ZYSK W CZASIE:

Inwestycyjny obiekt wyróżniać może sama marka, jak w przypadku zegarka Patek Philippe (powyżej), albo sam właściciel, o ile był nim na przykład Winston Churchill (następne zdjecie). SOTHEBY’S

Ochłodzenie w Genewie

Dokładność, z jaką monitorowany jest rynek szwajcarskich zegarków, dobrze wpisuje się w ogólny wizerunek precyzji i stabilności sektora, szczególnie jeśli rejestrowane ceny wykazują niezachwiane zwyżki. Ubiegły miesiąc był jednak pod względem wartości eksportu o 9,3 proc. gorszy niż lipiec zeszłego roku, wynika z danych Federacji Szwajcarskiego Przemysłu Zegarmistrzowskiego.

Spadkowy trend odczytywać można już od roku, tym razem spowolnienie było widoczne we wszystkich przedziałach cenowych, przy czym najmniej ucierpiał segment zegarków sprzedawanych poniżej 200 CHF (780 zł), a najsilniej kategoria wycenianych powyżej 500 CHF (1,9 tys. zł). Główne azjatyckie rynki, do których szwajcarskie wyroby są kierowane,wykazały w lipcu dużo mniejsze zapotrzebowanie — w ujęciu rocznym spadek sprzedaży do Chin wyniósł prawie 40 proc., do Zjednoczonych Emiratów Arabskich 30 proc., a do Korei Południowej około 20 proc. Nieznacznie polepszył się w tym czasie popyt Stanów Zjednoczonych, ale prawie 5-procentowy wzrost w USA i tak nie zrównoważyłby blisko 30-procentowego spadku w Hongkongu, który w tabeli największych rynków zajmuje pierwszą lokatę.

O tym jednak, czy azjatyccy inwestorzy rzeczywiście stracili zainteresowanie kolekcjonerskimi roleksami, przekonać będzie się można dopiero we wrześniu, wraz z rozpoczęciem głównych londyńskich aukcji.

Czas, start

Zarówno w Christie’s, jak i w Sotheby’s prezentowane są już obiekty z jesiennych katalogów, a przygotowana oferta jak zwykle nie ogranicza się ani do przysłowiowych roleksów na złotej bransolecie, ani do najcenniejszych patków znanychpowierzchownie z sensacyjnych nagłówków w prasie.

Pomiędzy szwajcarskimi dobrami, które eksportowane są teraz, a tymi, które licytować będzie można za kilka tygodni, trzeba postawić granicę, bo chociaż kategorie są ze sobą bardzo powiązane, nie wszystkie produkowane dzisiaj zegarki mają kolekcjonerski charakter, lecz tylko ich niewielki, ale znaczący pod względem wartości segment. Dużą pomyłką jest natomiast założenie, że najbardziej inwestycyjny obiekt w katalogu koniecznie powinien być stary, bo bardziej niż wiek na ceny oddziałuje zwykle dostępność na rynku — górna granica estymacji zegarka Cartier z 2006 r. to blisko 40 tys. USD (146 tys. zł), a modelu marki Patek Philippe z 2010 r. 125 tys. USD (458 tys. zł). Poza samym logo wyróżnikiem pierwszego jest w ogólnej ofercie to, że pochodzi z limitowanej serii inspirowanej dawnymi modelami, a drugiego fakt, że na jego tarczy przedstawiona została mapa świata — okrojona co prawda o niektóre kontynenty, ale wykonana emalierską techniką cloisonné, którą stosowano już ponad 2 tys. lat p.n.e.

Najwięcej uwagi spośród obiektów wystawionych na wrześniowe aukcje zwracać może jednak wyjątkowo nie Patek Philippe, ale genewski zegarek z przedstawieniem św. Jerzego pokonującego smoka powstały przy współpracy Louisa Cottiera i warsztatu rodziny Agassiz, który podarowany został tuż po zakończeniu wojny Winstonowi Churchillowi.

Chociaż jego estymacja dochodzi do 156 tys. USD (571 tys. zł), ryzyko związane z tym modelem i tak nie jest najwyższe, zwłaszcza że warsztat wyprodukował cztery takie zegarki, z czego jeden jako prezent dla Stalina. Związek z Churchillem może wyglądać więc na bezpieczniejszy, szczególnie jeśli inwestycją zainteresowałby się jakiś narażony na obserwacje nadgarstka przedstawiciel polskiej klasy politycznej.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy