Sprawa Modrzejewskiego niczego IV RP nie nauczyła

Jacek Zalewski
31-08-2007, 00:00

W poprzednim komentarzu frazę o „sensacjach pojawiających się i znikających szybciej niż muzyczne hity na listach przebojów” napisałem chyba w złą godzinę. Utwór nadany przez rozgłośnię IV Rzeczypospolitej wczoraj zapamiętamy zdecydowanie dłużej. Ba, miejmy nadzieję, że nie zostanie zaliczony do kategorii „evergreen”. Nadal jest śmieszno, ale zaczyna się robić także straszno. Oto potęga naszego państwa, spersonalizowana do facetów w kominiarkach z napisem „Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego”, uderzyła w przeciwników politycznych. Tak, tak, bo zatrzymany Janusz Kaczmarek pozostaje — mimo całej kabaretowości sytuacji — oficjalnie zgłoszonym przez LiS kandydatem na prezesa Rady Ministrów w trybie tzw. konstruktywnego wotum nieufności (jednym głosowaniem wymienia się obecnego premiera na nowego).

Tytuł tego komentarza zawiera najkrótszą ocenę ryzykownego posunięcia, na które zdecydowali się wczoraj bracia Kaczyńscy. Wszystko wskazuje na to, że decyzja o spektakularnych zatrzymaniach osób obwinianych o zniweczenie zasadzki CBA na Andrzeja Leppera zapadła na najwyższym szczeblu państwa, czyli na linii między braćmi. Na taką operację nawet minister Zbigniew Ziobro samodzielnie by się nie poważył. Oczywiście odnosimy się do warstwy politycznej, ponieważ formalnie wszystko odbywa się zgodnie z kodeksowymi procedurami — właściwa prokuratura wydaje zlecenie właściwej delegaturze ABW, której funkcjonariusze nie naruszają ciszy nocnej, etc.

Skojarzenia z zatrzymaniem pięć lat temu prezesa Orlenu Andrzeja Modrzejewskiego — które od strony proceduralnej przebiegło również z zachowaniem wszelkich rygorów — nasuwają się automatycznie. Komisja śledcza badająca tamtą aferę miała najdłuższą nazwę nowoczesnej Europy, dlatego jej pierwszą część (dotyczącą nadzoru resortu skarbu) można pominąć, ale drugą trzeba koniecznie przypomnieć: „do zbadania zarzutu wykorzystania służb specjalnych (d. UOP) do nielegalnych nacisków na organa wymiaru sprawiedliwości w celu uzyskania postanowień służących do wywierania presji na członków Zarządu PKN Orlen SA”. Kiedy będzie konstruowana komisja śledcza wyświetlająca obecne działania służb, tamten zapis okaże się gotowym wzorcem, trzeba będzie tylko wpisać właściwe nazwy — CBA, a od wczoraj także ABW. Wspomniana komisja do spraw Orlengate wzmocniła efekt Rywingate i dobiła ekipę Leszka Millera. Właśnie dlatego pójście tą zaminowaną ścieżką, na której wyleciał Sojusz Lewicy Demokratycznej, przez ekipę wypisującą na swoich sztandarach Prawo i Sprawiedliwość tak bezgranicznie mnie zdumiewa. Widocznie historia III RP nie jest dla IV RP żadną nauczycielką życia.

W sobotę rano upływa termin rozpatrzenia przez sąd ewentualnych wniosków prokuratury (pisząc to nie mam wiedzy, czy w ogóle zostaną złożone) o aresztowanie zatrzymanych Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla (ten trzeci przypadek ma zupełnie inny kontekst). Jeśli sąd oddali wnioski, sejmowa komisja ds. służb specjalnych bez problemów przesłucha np. w poniedziałek Kornatowskiego oraz byłego szefa CBŚ Jarosława Marca, który na razie sprytnie uszedł kolegom z ABW — zupełnie jak Zbigniew Bujak uchodził obławom SB w stanie wojennym. Notabene ciekawe, jak zareagowałaby Straż Marszałkowska, gdyby Marzec przedarł się przed oblicze komisji…

Odrębnym wątkiem jest prokuratorskie zlecenie zatrzymania Ryszarda Krauzego, co stało się dominującym tematem dzisiejszego „PB”. Tutaj też trudno uciec od skojarzeń z traktowaniem Michaiła Chodorkowskiego przez Kreml. Rzecz jasna zachowujemy wszelkie proporcję, w Rosji więzień trafia do kolonii karnej pod mongolską granicą, a my jesteśmy w Unii Europejskiej. Ale przypomnijmy sobie pierwszą konferencję prasową kandydata na szefa CBA Mariusza Kamińskiego, kiedy populistycznie zapowiedział dobranie się do czołówki polskiego biznesu — Jana Kulczyka, Aleksandra Gudzowatego i właśnie Ryszarda Krauzego. Po tamtej kompromitacji został zbesztany przez Jarosława Kaczyńskiego i tłumaczył, że został źle zrozumiany i nie to miał na myśli… Otóż — właśnie dokładnie to.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Sprawa Modrzejewskiego niczego IV RP nie nauczyła